Czwartek, 21 Wrzesień, Imieniny: Eustachego, Faustyny, Renaty -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Przed rosyjską nawałnicą - Historia Szczytna i okolic

W drugiej połowie 1942 r. do Prus Wschodnich przywożono ludność ze zbombardowanych przez aliantów miast niemieckich. Mieszkańcy prowincji pruskiej nie mogli zrozumieć, dlaczego - pomimo zapewnień Hermana Göringa, dowódcy Luftwaffe, że żaden obcy samolot nie nadleci nad terytorium III Rzeszy - działo się zupełnie inaczej.


Wraz z początkiem 1943 roku w szczycieńskim Hindenburgschule starszą młodzież szkolono do obsługi lotnictwa i artylerii, natomiast półtora roku później – jesienią 1944, zaczęto powoływać oddziały Volkssturmu. Mieszkańcy, zarówno Szczytna, jak i całych Prus Wschodnich, dopiero wówczas zrozumieli grozę wojny. Bardziej, niż alianckich nalotów, bali się wojsk sowieckich, które nieubłabanie zbliżały się do granic wschodniopruskiej prowincji.

 

Przed rosyjską nawałnicą

W połowie lipca 1944 roku, na mocy rozkazu wydanego przez Gauleitera Prus Wschodnich – Ericha Kocha, przystąpiono do budowania wokół miasta, jak i poza nim, ważnych strategicznie umocnień. Organizację całego przedsięwzięcia powierzono niemieckiej Reichsarbeitsdienst (RAD - Służba Pracy Rzeszy), której wcześniej głównym zadaniem była partyjna indoktrynacja młodzieży w III Rzeszy.

 

Do zadania zaangażowano wszystkich zdolnych do pracy mieszkańców Szczytna oraz jeńców i robotników przymusowych. Każdy, kto odmówił wykonywania prac, był - zgodnie z prawem wojennym - osądzony o sabotaż, a następnie rozstrzelany. Ataku Armii Czerwonej spodziewano się od strony wschodniej i południowej powiatu szczycieńskiego, co nie potwierdziło się później z założeniami niemieckich planistów obronnych.

 

Do obrony wykorzystano utworzoną na początku XX wieku Ortelsburger Waldstellung (Szczycieńska Pozycja Leśna), której pozostałości do dziś w formie rowów strzeleckich i bunkrów możemy oglądać na linii Spychowo-Młyńsko-Gizewo-Sasek, aż do granicy z powiatem nidzickim. Spore połacie lasu okolic Szczytna zostały wycięte tylko po to, aby obrońcom stworzyć dogodne pole ostrzału.

 

Również w samym Szczytnie przygotowywano stanowiska obronne i strzeleckie w przypadku ataku Sowietów. Praktycznie cały teren zielony przy dawnej Hindenburgschule (obecnie Zespół Szkół nr 2) był poprzecinany okopami. Ważnym punktem obronnym miał być również Park Andersa (obecnie zespół parkowy przy Szkole Podstawowej nr 3 w Szczytnie), gdzie jeszcze nie tak dawno był widoczny bunkier, który w ostatnich latach został zasypany.

 

Budowa umocnień

Jednym ze świadków prowadzonych wówczas prac związanych z obroną Szczytna i powiatu był 17-letni syn sołtysa Sędrowa - Kurt Klask, który również brał udział w budowie umocnień.

– Pod koniec lipca w naszej wsi ulokowała się kompania Wehrmachtu. Wojsko zakwaterowało się w niewielkich barakach na skraju wsi. Prace związane z budową umocnień ruszyły pełną parą. Pierwsze rowy strzeleckie zaczęto kopać wzdłuż rzeki Wałpuszy, której koryto wcześniej, przed naszym pracami, pozwalało na swobodny przejazd przez nie radzieckich czołgów. Była to pierwsza linia obrony. Drugą linię utworzono około 300 metrów za pierwszą. Wycięto sporą połać lasu, a powalone drzewa wykorzystano do budowy niewielkich drewnianych ziemnych schronów.

 

W drugiej połowie września 1944 roku zakończono prace związane z umocnieniami. Według wspomnień Kurta Klaska, w tym przedsięwzięciu brało udział około 300 osób, z których większość stanowili młodzi, bo 17-letni ludzie z Reichsarbeitsdienst.

 

Szczycieński incydent

Inny mieszkaniec naszego powiatu, pochodzacy z Łupowa Oskar Kendziorra wspomina głównie wszechobecne patrole.

– Pewnego dnia wraz z ojcem, który przebywał w domu na ustawowym urlopie, wybraliśmy się do Szczytna w celu załatwienia pewnych spraw urzędowych. Miasto w niczym nie przypominało tego przedwojennego. To, co je odróżniało od poprzedniego, to patrole w szarozielonych, brązowych i czarnych mundurach. Najbardziej jednak byli aktywni ci ostatni, czyli wyrostki z miejscowego Hitlerjugend. Ojciec poszedł do urzędu załatwić swoją sprawę, a ja przysiadłem na murku nieopodal budynku sądu. Jak spod ziemi zjawiło się kilku blondynów - wyrostków ze szczycieńskiego Hitlerjugend i zażądało wylegitymowania się. W moim wieku nie były mi potrzebne jakiekolwiek dowody tożsamości, nie musiałem mieć żadnego dokumentu, bo miałem dopiero 14 lat.

 

Zgodnie z poleceniem wydanym przez Gauleitera Prus Wschodnich - Ericha Kocha, młodzi chłopcy w wieku 17 lat byli obowiązkowo wcielani do Volkssturmu, a Oskar był wyrośniętym, dobrze zbudowanym chłopcem, więc wydawał się starszy. Aktywiści z Hitlerjugend nie uwierzyli w jego 14 lat. Zaczęła się szarpanina i wyzwiska skierowane do nastoletniego chłopca, obserwowane przez rosnący tłum gapiów. – Nie wiem, jak długo by to trwało, gdyby nie ojciec, który po wyjściu z ratusza i zaintrygowany sporym już tłumem nadszedł w moim kierunku. Widząc co się dzieje, wpadł w środek tłumu i zaczął odciągać ode mnie atakujących chłopców z Hitlerjugend. Krzyczał przy tym, że jest oficerem i nie życzy sobie, aby jego i jego syna w ten sposób traktowano. Być może te okrzyki sprawiły, że całe towarzystwo dosłownie w minutę się rozpierzchło. Incydent przed budynkiem szczycieńskiego sądu zakończył się sporządzeniem przez miejscową policję krótkiej lakonicznej notatki.

 

Rosjanie coraz bliżej

W połowie października 1944 roku wojska Armii Czerwonej po raz pierwszy stanęły na ziemi niemieckiej. Najgłębiej weszły oddziały 11. Armii Gwardyjskiej, które 21/22 października w powiecie gąbińskim w okolicy Nemmersdorfu (dziś Majakowskoje) natknęły się na jednostki niemieckiej 4. Armii. Po wycofaniu się ze wsi Niemców doszło do masakry miejscowej ludności. Z rąk sowieckich zginęło wówczas około 30 osób, w tym dzieci, kobiety i starcy.

 

Minister propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels rozpowszechniał swoją wersję wydarzeń i podawał jako liczbę zamordowanych przez Rosjan mieszkańców 70 osób. Na mieszkańców Prus Wschodnich w tym i Szczytna, padł strach przed okrucieństwem żołnierzy Armii Czerwonej. W tym samym czasie gauleiter Koch po raz pierwszy zdecydował się na ewakuację pasa nadgranicznego o szerokości 30 kilometrów. Być może wówczas mieszkańcy naszego miasta po raz pierwszy zdali sobie sprawę, jak okrutna może być zemsta żołnierzy rosyjskich za krzywdy, jakie sami doznali po wkroczeniu Niemców w czerwcu 1941 roku.

 

Szczycieńskim Volkssturmem i wcielaniem do niego nowych żołnierzy kierował nie kto inny, jak dyrektor szczycieńskiego Hindenburgschule – Max Meyhöfer. Na mocy wytycznych i rozkazów wydanych przez gauleitera Kocha do szczycieńskiego Volkssturmu w pierwszej kolejności zostali wcieleni wszyscy mężczyźni zdolni do pracy, którzy urodzili się w latach 1884 – 1924, ale z tego przedziału wiekowego w Szczytnie pozostało już niewielu mężczyzn, oczywiście poza robotnikami przymusowymi i jeńcami, których w mieście była dość znaczna ilość. Meyhöfer nie chciał, co oczywiste, do obrony miasta zaangażować ludzi, którzy pałali nienawiścią do działań i polityki III Rzeszy. Robotników i jeńców, choć w większości byli młodzi, nie wcielono więc do Volkssturmu, ale skierowano ich do kopania rowów przeciwczołgowych, których pozostałości możemy w okolicach Młyńska podziwiać do dziś.

 

Ludzi zaangażowanych do obrony Szczytna było więc bardzo niewielu, nie było też uzbrojenia. Tym, którzy ukończyli 17 rok życia, były przydzielane włoskie karabinki odebrane wcześniej internowanym w naszym mieście jeńcom - żołnierzom generała Badoglio. Starosta szczycieński Victor von Poser nakazał stawić się wszystkim oficerom i podoficerom rezerwy z okresu I wojny światowej w miejscowych koszarach. Wypływ na to miało niewątpliwie doświadczenie byłych żołnierzy, którzy mogli chociaż w niewielkim stopniu zapoznać ściągniętych nastoletnich rekrutów z elementami drylu wojskowego.

 

Ci, których ich wiek wahał się w granicach 16-19 lat – byli wyznaczeni do prac związanych z budową szczycieńskich umocnień. Nieco starsi pełnili całodobowe dyżury jako pomocnicy obsady działek przeciwlotniczych, które były usytuowane przy Hindenburgschule (obecnie Zespół Szkół Nr 2).

 

Walter Schultz

Dość znaczącą postacią w organizowaniu obrony przed Rosjanami, a raczej jej propagandowym wydźwięku, był szef powiatowego NSDAP Walter Schulz, fanatycznie popierający narodowy socjalizm – przynajmniej wg wspomnień mieszkańców Szczytna. W sali widowiskowej hotelu Berliner Hof (w tym miejscu znajduje się obecnie księgarnia Fraszka) dwa razy w tygodniu organizował wiece, podczas których nawoływał do obrony przed „czerwoną zarazą” czyli bolszewikami. Na te spotkania przychodziła niewielka liczba mieszkańców Szczytna. Widząc nikły efekt swoich wystąpień, próbował wykorzystać do tego niedzielne nabożeństwa zarówno w kościele katolickim, jak ewangelickim, z których jednak wierni dyskretnie go wyprowadzali.

 

Był na tyle zatwardziałym nazistą, że wojska radzieckie, w styczniu 1945 roku, postanowił powitać w pełnym umundurowaniu członka NSDAP. Rosjanie zauważywszy go w bryczesach i czarnym uniformie oraz brązowej koszuli również „owacyjnie” go powitali. Według wspomnień dawnych mieszkańców Szczytna znaleziono go pod ogrodzeniem obecnego budynku Sądu Rejonowego z wbitą w głowę saperką żołnierską.

 

Fot. Być może któryś z tych młodzieńców szczycieńskiego Hilerjugend zaatakował pochodzącego z Łupowa Oskara Kędziorrę. Fot. Ze zbiorów Witolda Olbrysia



Powiązane wydarzenia



Komentarze do artykułu

Napisz

Komentarze

  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Pani nauczycielko prosze sie nie przejmowac. Niech rodzice poswiecaja wiecej czasu dzieciom i na wycieczke zabiora. A nie wszystko nauczyciel. Babcia niech tez sie ruszy a nie tylko plotki po wsi robi. Jest pani cudownym nauczycielem. Pracowitym jakich malo. Coraz mniej was sie robi w szkole takich oddanych i lubianych nauczycieli. Jedna pani tez miala pod gorke z kolezanka od tego samego przedmiotu. Przezyla i wyszla z tego silniejsza i madrzejsza. Co nas nie zabije to nas wzmocni.
    Autor: rodzic
    2017-09-15 23:43:09
  • Nocny pościg zakończył się wypadkiem
    JP
    Autor: WIELBARK
    2017-09-15 13:41:04
  • Piotr Karczewski zamienił fizykę na motocykl
    Prawdziwy klub Jurand to był w latach 90-tych. Teraz to zebrała się grupka emerytów i przejęła 'niezarejestrowaną' nazwę. Nie wiem czy kilku 'prawdziwych' motocyklistów jest w tym klubie :)
    Autor: johnny
    2017-09-15 11:27:12
  • Nocny pościg zakończył się wypadkiem
    jak on uciekł jak napisali że jest zatrzymany?
    Autor: eryery
    2017-09-14 22:18:29
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Jedna z nielicznych nauczycielek, która cokolwiek robiła dla uczniów. Pewnie "najmadrzejsi" róbcie z niej główna winną, a później to narzekajcie, że nauczyciele nic z dziećmi nie chcą robić. Szósta klasa to już nie takie dzieci, dziewczyny wystroić i umalować do szkoły się potrafią a proste polecenie do nich nie dociera, to raczej z nimi coś nie tak jest
    Autor: Rodzic
    2017-09-14 21:54:27
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Nie oszukujmy się .. dzisiejsze dzieci trudno jest dopilnować. Nauczycielka nie jest wszystkiemu winna. Po jednym owocu nie stałoby się nic, a że rodzice nie nauczyli dzieci żeby słuchać starszych to efekt jest.
    Autor: Wielbark
    2017-09-14 20:55:18
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Kto mądrzejszy,to sprobowal, a nie sie nazarl. Ech, dzieciaki, rodzice nie nauczyli, czego nie można...szkoda nauczyciela, siedziec z nimi w szkole,w ksiazce czarny bez pokazac i powiedziec,ze szkodliwy,a nie do lasu zabierac.
    Autor: winatuska
    2017-09-14 20:54:13
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Byłam tam i to wcale tak nie było. Nauczycielka powiedziała uczniom, że mogą spróbować, ale dodała, że tylko jedno. Oni zaczęli jeść garściami i wyszło jak wyszło. Ja na szczęście tego świństwa nie jadłam, ale oni już tak, więc to po części wina nauczycielki i nasza.
    Autor: [x]
    2017-09-14 20:15:13
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Szosta klasa to dzieci dwunastoletnie, nauczycielka mowila zeby sprobowali to tak tez zrobili. Zreszta nauczycielka tez probowala takze nie zwalajmy wszystkiego na dzieci. A czemu nie napisano, ze byla szostka zatrutych dzieci a nie czworka? Nauczycielka to zona dyrektora szkoly, wiec najlepiej teraz ja bronic i wszystko na dzieciaki zwalic. Skoro nauczycielka od przyrody nie wiedziala, ze nie mozna jesc czarnego bzu to wodac ze jest niekompetentna w swoim zawodzie
    Autor: Lala
    2017-09-14 19:51:37
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Pewnie się obczytały że faza po tym będzie i zjadły.Nie ma co winić nauczycielki.
    Autor: W
    2017-09-14 18:30:31