Piątek, 18 Styczeń, Imieniny: Beatrycze, Małgorzaty, Piotra -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Profesor Anna Tobolewska wspomina 35 lat pracy


Anna Tobolewska, polonistka z Zespołu Szkół nr 3 ma za sobą 35 lat pracy. Od początku tylko nauczyciel, od początku – tylko w Szczytnie. Tylko? A może „aż”? Jak ocenia minione lata, zmiany w oświacie i – co zapewne też musiało się pojawić – zmiany w młodzieży, której wpaja zasady rodzimej ortografii i tajemnice literatury?



Związana jest pani ze Szczytnem od początku?

 

Od ósmej klasy szkoły podstawowej. Urodziłam się w Reszlu, wychowywałam w Biskupcu, a później rodzice przenieśli się do Szczytna. Z oświatą związana była moja mama i poszłam w jej ślady. Najpierw miejscowy ogólniak, później WSP w Olsztynie, dyplom i powrót do Szczytna, ale już w nowym charakterze, jako nauczyciel.

 

Pierwsza praca?

 

Szkoła podstawowa nr 1, wówczas imienia Henryka Sienkiewicza, ta, której już nie ma, zastąpiona przez gimnazjum, dziś ponownie zastępowane przez podstawówkę, chociaż inną. Po sześciu latach przeszłam do pracy w LO, tym samym, w którym sama się uczyłam.

 

Czy to wymagało jakichś dodatkowych dyplomów?

 

Nie. Pracowałam w tym czasie w szkole podstawowej i w ogólniaku wieczorowym. Zaproponowano mi przejście do dziennego i się zgodziłam.

 

Jakie wrażenia ze spotkania z nauczycielami, którzy wcześniej stawiali pani dwóje albo karcili za wagary?

 

Bardzo pozytywne. Nauczyciele przyjęli mnie bardzo życzliwie, a moja wychowawczyni z lat szkolnych, też polonistka – Krysia Trzcińska, była dla mnie prawdziwym oparciem, przewodnikiem. Jedyny problem, z jakim nie mogłam się uporać przez wiele lat, to odruchowe często zwracanie się do dawnych nauczycieli, a teraz kolegów per „pani (lub panie) profesor”. Upominano mnie, namawiano do przejścia na „ty”, ale mi to przychodziło z trudem. To chyba kwestia szacunku dla pedagogów, w jakim wychowywane było moje, nasze pokolenie. Po prostu „pan profesor” to był aksjomat, standard tak głęboko zakodowany, że jakakolwiek inna forma wydawała się niemożliwa. Ten swój wewnętrzny opór w stosunku do Krysi Trzcińskiej przełamałam dopiero kilka lat temu, czyli trwałam przy tym „pani profesor” jakieś trzydzieści lat!

 

Dziś młodzież chyba nie ma już ani oporów, ani zahamowań, a może – co często jest też młodym ludziom zarzucane – takiego poziomu szacunku dla swoich nauczycieli?

 

Trudno mi powiedzieć czy nazewnictwo jest przejawem szacunku bądź jego braku. Faktem jest, że dziś uczniowie nie mówią „profesorze”, a tak zwyczajnie - „proszę pani” czy „proszę pana”. I nikogo to nie razi, nikt nie żąda nazywania nas „profesorami”. A jedyni, którzy to czynią, to rodzice obecnych uczniów, przyzwyczajeni tak, jak ja byłam.

 

Jakieś inne różnice pomiędzy dzisiejszą młodzieżą, a tą sprzed 30-40 lat?

 

Obecna jest bardziej otwarta i chętna do prezentowania swoich umiejętności. Pamiętam, ze 20 lat temu trudno było znaleźć chętnych do udziału w jakimś apelu, występie, spektaklu. Dziś chętnych jest więcej niż czasowego miejsca. Mamy naprawdę zdolną młodzież, która posiada czasem wręcz nieprawdopodobne umiejętności. I – co ważne – wiele z tych umiejętności nabywa poza szkołą średnią czyli ponadgimnazjalną, w której już nie ma takich przedmiotów, jak plastyka czy muzyka. Jest to młodzież, która zna swoją wartość, wie, jak tę wartość zaprezentować, ale też wie, jak się domagać uznania i akceptacji dla swoich zalet i wad. I poglądów. Bo młodzież w większości ma swoje zdanie, oceny i opinie odnośnie do różnych zjawisk tego świata, zdanie ukształtowane przez mnóstwo najróżniejszych bodźców. Szkoła nie jest dziś już głównym miejscem kształtowania młodzieńczej osobowości.

 

Czy nauczyciele łatwo się z tym godzą? Bardzo często mówi się o tym, że młodzież mamy niespecjalnie fajną, bo brakuje jej autorytetów.

 

Nie ulega wątpliwości, że autorytety są potrzebne. Świadczy o tym to, że młodzież praktycznie sama ich sobie szuka. To może być nauczyciel, ale wcale nie musi.

 


Istnieje jednak ryzyko, że taki indywidualny wybór nie będzie prowadził do pożądanych efektów wychowawczych czy edukacyjnych...

 

Owszem, takie ryzyko istnieje, ale nie sądzę, by było ono wielkie. Wbrew pozorom, chociaż mogę mówić tylko o swojej szkole czyli Zespole Szkół nr 3, nie mamy jakiegoś natężenia problemów związanych np. z narkotykami czy innymi zachowaniami mocno nagannymi. Owszem, zdarzają się tego rodzaju sytuacje, ale naprawdę są one incydentalne.

 

Osobiście uważam, że wcale nie byliśmy dużo lepsi. Nie pamiętam ze swoich szkolnych, ogólniakowych lat nikogo, kto nie spróbowałby zapalić czy nie spożywał na prywatkach lub dyskotekach. Różnica taka, że nie robiliśmy tego tak jawnie. Niewielu uczniów ośmieliłoby się zapalić przy drzwiach szkoły. Chowaliśmy się w okolicznych krzakach głogu...

 

Jeśli chodzi o zakazy, to nic się nie zmieniło. W szkole nadal nie wolno, przed drzwiami też. Dziś w szkole nie wolno palić także nauczycielom. Co nie znaczy, że nie ma palących po obu stronach „barykady”. Ale oficjalnie nie wolno nikomu. Nie wykluczam więc sytuacji i takiej, że w tych „krzakach” na dużej przerwie dziś spotykają się i uczniowie, i nauczyciele. To, oczywiście, należałoby uznać za naganne, ale też nie można zakładać od razu, że przyniesie to w przyszłości jakieś tragiczne społecznie efekty. W moim przekonaniu mamy już za sobą taki dość trudny czas kształtowania się społeczności jakby na nowo po transformacji ustrojowej, kiedy wszyscy jakoś musieli się do nowej rzeczywistości dostroić. Muzyk powiedziałby, że były to lata wielu fałszywych tonów, ale to – tak uważam – minęło. Inna jest rzeczywistość, młodzież też jest inna, ale absolutnie nie uważam, że gorsza.

 

Ta opinia może dowodzić, że w pani przypadku to nie był wybór zawodu, fachu, to było podążanie za powołaniem...

 

Nie pamiętam, czy kiedykolwiek myślałam o innej profesji. To chyba poszło z automatu, naturalnie: córka naśladuje mamę. Zdaje się, że tuż po studiach mignęła mi myśl o mundurze, ale ojciec, ówczesny milicjant, wykładowca w szkole, mi to odradzał. Dobrze się czuję w szkole, chociaż przyznam, że bywały momenty, kiedy miałam dość. Wtedy, gdy w oświacie następowały reformy, gdy nie bardzo było wiadomo, jak one będą wglądały, jakie będą skutki. W każdej takiej sytuacji nauczyciele czują się zagrożeni, bo nikt długo nie wie, czym to się ostatecznie skończy. Oczywiście, że głównym powodem obaw jest to, czy nadal wystarczy godzin, czy pozostanie się nauczycielem, czy będzie praca. To naturalna obawa wynikająca z potrzeby bezpieczeństwa.

 

No właśnie, a przecież znów mamy reformę. Jak ją pani ocenia?

 

Na razie nas, w ogólniaku, nowa reforma nie dotyka bezpośrednio. Ale ten czas nadejdzie i pojawi się niepokój. Na pewno będą musiały być zwolnienia, będzie mniej godzin... trudno mi powiedzieć, jaka będzie najbliższa przyszłość szkoły. Mój niepokój nie jest już tak duży, jak młodych nauczycieli. Niedługo uzyskam uprawnienia emerytalne, a to w znakomity sposób podniesie moje poczucie bezpieczeństwa.

 

I bez żalu rozstanie się pani ze szkołą?

 

Z żalem, ale nie będzie to dla mnie jakieś traumatyczne przeżycie. Taka jest kolejność: praca, a po niej emerytura. Zawsze byłam tego świadoma, więc się nie boję. Poza tym wydaje mi się, że jestem wewnętrznie wystarczająco zorganizowana, by taka zmiana nie wpłynęła na mnie w jakiś negatywny sposób. Mam też swoje inne upodobania. Lubię podróże, lubię poznawać nowe miejsca, ludzi... I po prostu będę miała na to więcej czasu niż obecnie.



Komentarze do artykułu

Bozenna Jakobsze

Witaj Aniu to cudowna opinia o Nas o Naszej Pani Krysi . Jestem pod wrażeniem, że jesteś cały czas taka spokojna i nie widzisz nic złego w tych czasach. Już nie wiem co piszę bo jestem pod wrażeniem Twojej wypowiedzi chyba musimy spotkać się znowu po 40-tu latach po maturze. Pozdrawiam.

Napisz


Komentarze

  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    Biorą, bo mogą. Ciekawe tylko, czy za godziny na sesjach i komisjach np. WSPol obcina pobory Łachaczowi, starostwo Kiersikowskiemu czy Krassowskiemu, szkoła - Kosakowskiej lub Boczarowej, agencja rolnicza - Żuchowskiemu itd.
    Autor: massakra
    2019-01-17 16:05:13
  • Romantyczne oświadczyny w... kinie
    To piękny moment dla zakochanych, ale co mają do tego przypadkowi ludzie ? Widać, jak ogromny wpływ na niektórych mają tandetne seriale. Mimo wszystko życzę im dużo szczęścia.
    Autor: max
    2019-01-17 09:57:48
  • Godlewska zastąpiła skarbnik Cielecką
    Ten który jest apolityczny :) Szkoda tylko że tak po ludzku nic go życie nie nauczyło! Cielecka nie była święta ale powinien dziękować jej za to że potrafiła się zachować i nie wyciągała żadnych ciekawostek o których wie a mimo to zachowała je dla siebie!!
    Autor: maniek
    2019-01-17 09:01:43
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    Cwaniaki, aby napchac swoje kieszenie, a przed wyborami jakie mile i uczciwe jest całe to towarzystwo. Wstyd!
    Autor: Robert
    2019-01-17 02:58:41
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    Wszystko dla mieszkańców a jest tak że wszystko dla siebie. Masakra, masakra.
    Autor: R.....
    2019-01-16 18:32:24
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    To może zamiast ryczałtowych diet wrócić do dawnego zwyczaju wypłacania kwot za posiedzenia komisji i rady - ale po fakcie, a nie tak, że człowiek podpisze się na liście i idzie w siną dal w swoich interesach nie biorąc faktycznie udziału w pracach? Z drugiej strony to jednak mam wrażenie, że nikomu na tym nie zależy, aby rozliczać radnych z ich \'dokonań\". Władzom miasta zależy na tym, aby tę \"trzódkę\" trzymać przy korytku w taki sposób, aby nie przeszkadzała. Prochu to nie wymyśli, ale nabałaganić może. Niech więc siedzą w tej radzie, grodzą d...rele z poczuciem misji, że są potrzebni. Ale niech nie wtryniają nosa w sprawy, na których się nie znają i niech to na nich ciąży odium, że biorą kasę za nic.
    Autor: Waga
    2019-01-16 18:04:13
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    A czegoś można oczekiwać patrząc na naszych \"drogich\" radnych. Towarzystwo wzajemnej adoracji kontynuuje swoje pięć minut przy korytku. Piękne słówka znów omamiły wyborców. Dzieje się to od wielu lat na wszystkich szczeblach samorządu- bez względu na \"obowiązującą\" opcje polityczną. Jacy wyborcy- takie \"elyty\" polityczne.
    Autor: dr
    2019-01-16 13:53:58
  • Szkoła przy Kasprowicza zostanie zlikwidowana?
    Ja rowniez nie wyobrazam sobie likwidacji tzw 1. Gdyby tak sie stalo syn musial by codziennie isc pare dobrych kilometrow do innej szkoly bo napewno sp 3 nie pomiesci wszystkich uczniow z okolicy. A pozatym w tym roku i tak musial zmienic budynek z sp 3 na sp 1 i co po roku znowu zmiana??? Ktos wogole mysli o tych dzieciach?? Pomyslal ktos jak wplywa na nich ciagla zmiana srodowiska?? Cala nasz edukacja
    Autor: Agnieszka
    2019-01-15 18:34:24
  • Gwiazdki „Tygodnika” dla Ryszarda Łopatki
    Gratuluję Ryszardzie ! Pięknie to ująłeś. Pozdrawiam serdecznie. HB
    Autor: Halina Biziuk
    2019-01-15 15:20:22
  • Szkoła przy Kasprowicza zostanie zlikwidowana?
    Panie Zbyszku a może tak złozyć wniosek o środki z programu \"razem bezpieczniej\" Są środki na bezpieczeństwo na przejściach dla pieszych!!! Trzeba tylko napisać wniosek. Powinien byc Pan zainteresowany. Sprawę reformy edukacji w mieście proszę pozostawić ludziom, którzy sie na tym znają i przekonywać też do tego Pana Burmistrza!
    Autor: kolega
    2019-01-15 14:44:58