Poniedziałek, 24 Wrzesień, Imieniny: Bogusława, Liwiusza, Tekli -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Powojenna historia Szczytna oczami Kazimierza Żugaja


W połowie 1945 roku Szczytno powoli podnosiło się ze zniszczeń wojennych. Do miasta napływało coraz więcej osadników, najczęściej z sąsiednich Kurpii. Brakowało fachowców i specjalistów, a ci którzy byli, stanowili kroplę w morzu potrzeb. Dziś kontynuujemy wspomnienia o jednym z nich – Kazimierzu Żugaju.



W Szczytnie popłynęła woda

Po przybyciu do Szczytna, Kazimierz Żugaj znalazł zatrudnienie w Wydziale Przemysłowym starostwa, którego szefem był pełnomocnik do spraw przemysłu - Romuald Kozikowski. Za jedno priorytetowych zadań, wydział uznał uruchomienie miejscowego przemysłu oraz inwentaryzację pozostawionych przez Niemców urządzeń, których ze względu na działania Sowietów i szabrowników w mieście pozostało niewiele.

 

Jednak polecenie starosty trzeba było wykonać i Kazimierz Żugaj z jednym z podległych pracowników wybrał się na „zwiad” w celu oszacowania pozostawionego przez Niemców mienia. Po rekonesansie doszedł do wniosku, że uruchomienie sieci wodociągowej będzie równie trudne, jak i energetycznej. Brakowało fachowców i specjalistów, ponadto nie było jakichkolwiek planów sieci miejskiej oraz odpowiednich narzędzi i urządzeń. Jednocześnie jednak obie sieci były najważniejsze dla miasta i mieszkańców.

 

Zbiornik wody na wieży ciśnień był przestrzelony. Zreperowano go prowizorycznie nakładając na otwór po pocisku gumową łatę. Wodociąg i przyłącza w wielu miejscach były popękane z winy wyjątkowo mroźnej zimy 1944/45, gdy pozostawiona w rurach woda zamarzła. Świadczyły o tym wiosną liczne wodotryski na ulicach Szczytna po przeprowadzonej próbie szczelności sieci wodociągowej. Przed uruchomieniem sieci trzeba było także odłączyć od niej spalone i zrujnowane budynki miasta.

 

Kazimierz Żugaj i podlegli mu pracownicy, często z narażeniem własnego życia, mając jedynie za źródło światła pochodnię zrobioną ze szmaty nasączoną łatwopalną cieczą, schodzili do zasypanych piwnic domów przy obecnej ulicy Polskiej i Odrodzenia, odcinając przyłącza wody.

 

Naprawiane części miejskiego wodociągu były kolejno uruchamiane. Jako pierwsza dostęp do bieżącej wody otrzymała centralna część Szczytna, następnie ulice do niej przylegające, później dalsze takie jak Konopnickiej czy Kajki. Mocno niewystarczające siły remontowe wzmocnili żołnierze polskiego 54 pułku piechoty, który stacjonował w Szczytnie. Kazimierz Żugaj poprosił o tę pomoc dowódcę pułku, a ten nie odmówił. Dzięki silnemu wsparciu żołnierzy odkopano część rur wodociągowych i właściwie pod koniec sierpnia 1945 roku prawie całe Szczytno mogło już korzystać z bieżącej wody. Mogło, ale nie korzystało, bo ze względu na deficyt energii, woda była dostępna jedynie w określonych porach dnia.

 

Utarczki z Rosjanami

Inwentaryzujący miasto Żugaj pisał w sprawozdaniach, że w najlepszym stanie zachował się browar, roszarnia (późniejszy Lenpol) była częściowo ograbiona, natomiast w fabryce mebli zostało zaledwie kilka starych obrabiarek. Uruchomienie produkcji było jednak priorytetem, więc Żugajowi nakazano uruchomienie sieci energetycznej, co graniczyło z cudem, między innymi z tego powodu, że Rosjanie ociągali się z przekazaniem stronie polskiej wielu ważnych obiektów, w tym także miejskiej elektrowni i gazowni.

 

Starosta Walter postanowił więc złożyć oficjalną skargę do ówczesnego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. W ciągu zaledwie dwóch tygodni do Szczytna przybyli przedstawiciele Ministerstwa Przemysłu w asyście dwóch oficerów Urzędu Bezpieczeństwa. Ale nawet takiego przedstawicielstwa władz polskich komendant radziecki Romanienko nie pozwolił wpuścić na teren dzisiejszego Zakładu Gazowniczego, w gdzie wówczas znajdowały się tam: rezerwowa elektrownia, rozdzielnia wysokiego napięcia, gazownia ze zbiornikami i wodociągi ze stacją pomp. Według wspomnień Kazimierza Żugaja, wszystko było dokładnie rozszabrowane.

 

Dopiero pod koniec czerwca 1945 roku nastąpiło oficjalne przekazanie opisywanej szczycieńskiej elektrowni władzom polskim.

 

Pas z Pasymia

- Elektrownię przejmowałem od Rosjan osobiście – wspominał Kazimierz Żugaj. Wszystko było zdekompletowane i rozkręcone. Silniki były odcięte i przygotowane do wywózki. Te, których nie zniszczyły wojna, mróz i woda.

Wobec braku wszystkiego uruchomienie miejscowej elektrowni wyglądało na nierealne, a mimo to trzeba było to zrobić. W sukurs Kazimierzowi Żugajowi przyszła jego pomysłowość i wiedza. Zdecydował więc nie wykorzystywać do remontu elektrowni wielkich turbin wodnych zlokalizowanych przy tamie w Janowie, których nawet Rosjanie, zapewne ze względu na gabaryty, nie zdemontowali. Dla Szczytna generatory okazały się bezużyteczne, bo nie było jak ich przetransportować do miasta. Źródłem prądu, w myśl pomysłu Kazimierza Żugaja miała zostać sprawna technicznie, pochodzącą z 1914 roku, lokomobila typu „Wolf”, która znajdowała się w poniemieckiej cegielni (dawna Przetwórnia „Las”). Brakowało jedynie pasa transmisyjnego, bez którego lokomobila była „martwa”, a który był niemożliwy do zdobycia. Jednak – według mu współczesnych – w słowniku pana Kazimierza słowo „niemożliwe” nie istniało.


 

Potrzebną część „ujawniono” w Pasymiu. Pas transmisyjny był częścią nieczynnego wówczas traku. Trzeba było tu negocjacji na szczeblu administracyjnym: głównie pomiędzy starostą Walterem Późnym a ówczesnym burmistrzem Pasymia Edmundem Staniszewskim. Ostatecznie pasymski pas został zdemontowany i przewieziony do Szczytna. W ten sposób rozwiązano jeden z ważniejszych problemów. Wciąż jednak istniało na drodze szczycieńskiego prądu stało wiele pomniejszych przeszkód do pokonania.

 

Z lokomobili popłynął prąd

 

Jedną z tych przeszkód było w ogóle uruchomienie lokomobili. Pas był niezbędny, ale wiele lat przestoju nie posłużyło tez temu urządzeniu. Do remontu lokomobili potrzebne było jednak specjalistyczne wyposażenie. I tu znowu z pomocą przyszedł szczególny charakter Kazimierza Żugaja. Odnosił się on do ludzi z wyjątkowym szacunkiem i uznaniem. To sprawiło, że cieszył się dużym mirem wśród miejscowych kolejarzy, a ci pomogli przy remoncie lokomobili. Do naprawy wykorzystane zostały części zdezelowanego parowozu, który stał na bocznicy miejscowej stacji kolejowej.

 

Brakowało jeszcze opału, ale i ten został w Szczytnie znaleziony - w młynie i tartaku należących przed wojną do rodziny Andersów. Zachowały się tam dość spore zasoby węgla i drewna, które za pozwoleniem starosty Waltera Późnego, zostały wykorzystane do uruchomienia elektrowni.

 

Pomocni szabrownicy

Kolejnym dość istotnym problemem, z jakim się wówczas borykano, była budowa nowej stacji transformatorowej. Generator, który był na miejscu, miał zbyt małą moc i trzeba było ją podwyższyć, a właściwie zbudować nową stację. Niezbędny do prac budowlanych cement oraz słupy i osprzęt linowy został Szczytnu przydzielony z zasobów centralnych, ale trzeba było go przywieźć z centralnej Polski i to w określonym terminie. Czas naglił, a zorganizowanie wówczas w naszym mieście jakiegokolwiek transportu graniczyło z cudem.

 

Kazimierz Żugaj, który był już wówczas zastępcą burmistrza, wiedział, że w okolicach miasta grasują zorganizowane grupy szabrowników, postanowił zatrzymać i wykorzystać ich środki transportu, które w większości stanowiły konne furmanki.

- Wychodziłem do miasta i słuchałem, czy gdzieś nie jedzie furmanka. Doskakiwałem do wozu tak, aby nie być w zasięgu bata i pokazywałem świstek, że jestem zastępcą burmistrza miasta - wspominał Kazimierz Żugaj. Pomocne było i to, że szabrownictwo było wówczas intensywnie zwalczane, a Żugaj miał też niepisana umowę z milicją. Każdego zatrzymanego szabrownika kierowano do aresztu, który mieścił się w piwnicach posterunku, a również zatrzymane furmanki kierowano do przewozu niezbędnych materiałów budowlanych.

Szabrowników, na ogół po 2-3 dniach, wypuszczani na wolność z błahego powodu - w areszcie nie było ich czym karmić. Wśród nich trafiali się czasami fachowcy niezbędni przy odbudowie sieci energetycznej. Tych Kazimierz Żugaj za przyzwoleniem milicji na jakiś czas zatrudniał przy pracach i był to dla nich niejako rodzaj kary za szabrownictwo.

 

 

Opis do zdjęcia: Dzięki takiej lokomobili z 1914 roku i wiedzy Kazimierza Żugaja w czerwcu 1945 roku w Szczytnie popłynął prąd.



Komentarze do artykułu

Napisz


Komentarze

  • Pijana 27-latka roztrzaskała auto o latarnie (zdjęcia)
    " Dopóki jednak nie odpalili auta niewiele mogłem zrobić." ?????? Czy Pan wie, że jest coś takiego jak usiłowanie?? Trzeba było podejść jeżeli Pan widział, że wszyscy są pijani lub zadzwonić szybko na policje, a nie próbować jeździć za autem kiedy już i tak stanowiło ono zagrożenie. A potem wielki bohater robi sobie zdjęcia przy słupach. Nie zrobił Pan nic żeby uniknąć wypadku więc nie wiem z czego się Pan tak cieszy.
    Autor: Kaja
    2018-09-24 13:12:06
  • Przemysłowa chce „trzydziestki”
    Obwodnica??? to Przemysłowa i Łomżyńska tworzą jakąś obwodnicę. Buhahahahaha..... :))))))))))) Szczytno to na prawdę stan umysłu...
    Autor: tworki.pl
    2018-09-24 12:38:20
  • Przemysłowa chce „trzydziestki”
    Hahahaaaa
    Autor: On
    2018-09-24 11:30:40
  • Przemysłowa chce „trzydziestki”
    Przyłączam się do słów Pani Anny. Niech Radna Wierzbicka przeprowadzi się do centrum, np. na ulicę Kościuszki. Tu dopiero Radna zobaczy co to jest hałas (w tym ruch pojazdów służb na sygnale, wojsko przez 24h/7dni), wibracje wszystkiego co stoi na stole lub na pułkach, smród spalin, chamstwo kierowców na przejściach dla pieszych i wiele innych uciążliwości generowanych przez DK53. Mam apel do Radnej Wierzbickiej, podejmie Pani temat wyprowadzenia tranzytu poza miasto, na obwodnicę. Wtedy i Pani będzie miała spokój.
    Autor:
    2018-09-24 11:21:14
  • Wielkie sprawy miasta i mniejsze... mieszkańców, co o nich wiedzą i mówią kandydaci
    Tyklko nie Górska. DOSYĆ miasta dla emerytów. Masakra. W tym mieście nic nie ma dla ludzi w wieku 20-30 paru lat. Żadnych imprez co by ściągnęło turystów. Tylko jakieś domy seniora. Te stare baby zamiast się wziąć za robotę to siedzą całymi dniami na ławkach i plotkują. Wielu osób w tym mieście chciało by iść na koncert jakiegoś zespołu lub artysty. Gdzie się podział hip hop w tym mieście. W 2012 odbył się koncert GURALA który sobie zapalił zielonego papieroska i wielkie oburzenie. Ale to była najlepsza młodzieżowa impreza. Drugim wydarzeniem był EOS osoby po 40, 50 nawet nie wiedzą że była taka impreza. REASUMUJĄC jak dalej chcesz mieszkać w mieście dla dziadków i babć głosuj na Górską lub tego Pisiora co jest przeciwny invitro. JA GŁOSUJĘ NA PANA MAŃKOWSKIEGO, I NA PEWNO NA PANA ARKADIUSZA LESKE!!! SĄ TO OSOBY, KTÓRE MAJĄ CHĘĆ TWORZENIA CZEGOŚ NOWEGO W MIEŚCIE. PONADTO, gdyby nie MORSY, BIEGACZE Z JURUNDA, AUTRIMPUS I WIELE INNYCH ORGANIZACJI NIC, NIC, NIC BY SIĘ NIE DZIAŁO W TYM MIEŚCIE. MORSY ORGANIZUJĄ RÓŻNE IMPREZY JAK BIEGI NP.EKSTREMALNA TRÓJKA. JURUND WZNOWIŁ MARATON JURANDA! AUTRIMPUS POSPRZĄTAŁ JEZIORO CZY TEŻ NAUCZA PIERWSZEJ POMOCY CO JEST BARDZO WAŻNE. DOBRZE ŻE CHOCIAŻ TE IMPREZY SĄ "BEZPIECZNE'' BO JUŻ SKATE Jam Session JEST TAK NIEBEZPIECZNY ZE TRZEBA ODWOŁAĆ ...
    Autor: MŁODY- CHCĘ ABY NASZE MIASTO BYŁO JAK MRĄGOWO
    2018-09-24 10:21:59
  • Konwencja PiS - pokazali kandydatów na burmistrza i wójtów (zdjęcia)
    PiS? Nigdy! Już dosyć złego zrobili. PiS to najgorsze co mogło się nam przytrafić!
    Autor: Liliana
    2018-09-23 23:57:08
  • Miasto, gmina i Kreolia łączą siły, by aktywizować seniorów
    A dlaczego nie zostało w prasie lokalnej ogłoszone, że jest taki konkurs, do którego miasto i gmina poszukuje partnera spośród stowarzyszeń? te trzy Panie po prostu się umówiły. bardzo brzydko to wygląda. Ponieważ nie czytam w papierowej wersji - więc mogę czegoś nie wiedzieć - ale pachnie mi to wyborami i Panią Górską. W Szczytnie działa Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów - pewnie by chętnie wzięło udział w projekcie jako partner. Działą też Uniwersytet Trzeciego Wieku (nie wiem, czy oddział, czy samodzielna jednostka). A tu padło na "Kreolię" - no ciekawe, co Jerutki i Szczytno mają ze sobą wspólnego, poza interesami trzech pań.
    Autor: Śmieszek
    2018-09-23 21:19:37
  • Wielkie sprawy miasta i mniejsze... mieszkańców, co o nich wiedzą i mówią kandydaci
    Widać po wszystkich wypowiedziach, że kandydaci na burmistrza miasta albo znają miasto tylko z jezdni, bo na pewno nie z ciągów pieszych, nie ze ścieżek rowerowych i ZKM. InnoPolice się nie interesowali - oprócz inicjatorki p. Górskiej. P. Mańkowski słusznie stwierdził, że nie jest to inwestycja, z której miasto naprawdę skorzysta. Droga do Olsztyna ze Szczytna rzeczywiście potrzebuje poprawy komunikacji. Czym w Szczytnie zatrzymać "przejezdnych" - nikt na to nie ma pomysłu. Czekam na spotkania przedwyborcze, bo do tej pory to tylko p. Mańkowski opublikował swój program. reszta - nic. Pan Gontarzewski ma "siłę" - no to, jeżeli ma siłę pracować w ARiMR- to niech pracuje. A jak już pracuje - to niech wyjaśni jakie ma ku temu kwalifikacje. Bo rolnictwo (bez urazy) nie jest chyba priorytetem rozwoju miasta , chyba że chce rozwiązać problemy działkowców. Na ten temat nic. Chyba, że chodzi o "wzięcie z twarz", bo to policjanci - zwłaszcza byli i niespełnieni - robią profesjonalnie. Szkoda gadać. Lepszy stary wróg, niż nowy przyjaciel. Stary wróg już się najdł, a nowy ma wielki apetyt, jest wygłodniały.
    Autor: Waga
    2018-09-23 19:50:33
  • Przemysłowa chce „trzydziestki”
    Pani Radna chce Reklamy przed wyborami śmiech na sali
    Autor: Józek
    2018-09-23 17:57:50
  • Przemysłowa chce „trzydziestki”
    Jeśli to jest obwodnica nikt nie postawi tam 30 co by tamowała ruch w tym miejscu Parking został tak zaprojektowany stoją znaki stosujmy się do nich potrzeba przebudowania wjazdu na parking pochłonęła by tysiące złoty gdzie inne ulice nie maja nawet drogi
    Autor: Kierowca
    2018-09-23 17:57:01