Środa, 22 Listopad, Imieniny: Cecylii, Jonatana, Marka -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Pół wieku pracy na leśnych ścieżkach Mazur

Ta historia zaczęła się w tragicznym dla naszej ojczyzny roku 1939. Witold Wrześniewski, jak mówi o sobie, ze Spychowa, choć jest mieszkańcem Szczytna, urodził się 9 września 1939 r. w miejscowości Łubów województwo lwowskie.

 


Jak przez mgłę pamięta klimat tamtego czasu, pierwsze lata szkoły podstawowej na utraconych przez Polskę ziemiach  i repatriacje w 1951 r. do wsi Wronki w powiecie giżyckim. Szkołę Podstawową zakończył w Wilkasach i w tym samym 1953 r. wyjechał uczyć się w Technikum Leśnym w Warcinie, powiat Słupsk, województwo koszalińskie. - Byliśmy skoszarowani w dawnym pałacu Bismarcka, umundurowani. Umywalnie i toalety były na zewnątrz przez cały rok, nikt nie myślał przy tym o ciepłej wodzie. Każdy dzień rozpoczynał apel na placu, choć dziś szkoła wygląda inaczej, dla nas był to najpiękniejszy czas i bardzo wielu odwiedza regularnie to miejsce, w którym życie nabrało samodzielności – wspomina pan Witold.


Nad wyborem szkoły i zawodu nie zastanawiał się wcale.

- Mój dom rodzinny, w którym się urodziłem i ten po przesiedleniu, gdzie dorastałem łączyła jedna rzecz – przepiękna przyroda. Las był i jest całym moim życiem, bez lasu by mnie nie było, nim żyję, oddycham, przez pół wieku służyłem ludziom współistniejąc z lasem, dbając o jego kondycję i o to, aby ludzie czerpali z leśnych bogactw – wyjaśnia Wrześniewski.

Pierwsza praca to posada podleśniczego w Leśnictwie Trosy. To był roczny staż, po którym Witold Wrześniewski objął stanowisko leśniczego w Nadleśnictwie Poniki we wsi Kopaniewo. Tu po raz pierwszy zamiłowanie do przyrody spotkało się z samodzielnym gospodarowaniem jej zasobami i egzamin z życia został zdany na piątkę, gdyż po 3 latach następuje kolejny awans zawodowy. Od 1 czerwca 1963 r. nowym miejscem pracy pana Witolda jest posada leśniczego w Nadleśnictwie Kętrzyn. Większy obszar, ogromne areały pól uprawnych o najniższych klasach ziemi, pozostawionych przez autochtonów, którzy opuścili Polskę, przekazanych pod zalesienie - to wszystko sprawiało, że dobry organizator miał co robić i mógł się wykazać. Ten wytężony czas powiększania lasów, wprowadzania nowoczesnych metod zarządzania przedsiębiorstwem leśnym trwał do 9 czerwca 1969 r. Wtedy to ktoś decyzyjny w łańcuchu centralnego zarządzania gospodarką i odpowiedzialny za sektor leśny podjął decyzję o przeniesieniu pana Witolda do spychowskiego oddziału Ośrodka Transportu Leśnego w Giżycku.

 

Nowy kierownik liczącej 60 osób brygady stanął przed trudnymi zadaniami: zwiększyć wydajność pracy, ilość pozyskiwanego surowca, zadbać o lepsze bezpieczeństwo pracy i kierowany zespół ludzi tak rozwinąć, by mógł być jednym z najlepszych w regionie. W tamtych czasach pozyskiwanie surowca odbywało się ręcznie. Jechał wóz konny, a na nim woźnica, ładowacz i jego pomocnik. Nic bardziej zachęcającego, kiedy wyzwanie trafia na podatny grunt, a jest nim człowiek, który kocha to, co robi i spala się przy tym bez reszty.
Oczywiście, nie tylko praca była ważna w życiu pana Witolda. W 1961 r na drodze staje Matylda - kobieta,  dla której poświęca całe swoje pozazawodowe życie. - Moja żona umarła po ciężkiej chorobie 5 stycznia 1999 r. Do dziś jest mi smutno, nie mogę się pogodzić z tym, że jej już nie ma. Dane nam było doświadczyć bardzo wiele szczęścia, nasze małżeństwo zaowocowało czwórką wspaniałych dzieci, z których jestem dumny. Najstarsza Bożena jest nauczycielką w szkole podstawowej w Ostrołęce. Syn Waldemar prowadzi własną firmę geodezyjną w Redzie. Trzecia - córka Basia pracuje w Ministerstwie Finansów. Najmłodsza Wioletta wyjechała i pracuje w Anglii – z drżeniem w głosie mówi pan Witold.

 

5 grudnia 1998 r Ośrodek Transportu Leśnego Oddział Spychowo w wyniku reformy administracyjnej przeszedł pod zarząd w Olsztynku. Utworzono Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych, której podlegał Zakład Transportu i Spedycji Lasów Państwowych w Olsztynku. Jej szefem zostaje Witold Wrześniewski. Mazury, które zalesiał, sprzedają teraz stemple drewniane do obudowywania chodników wydobywczych w kopalniach, zapewniają drewno na potrzeby kraju i na eksport. Kolejna reforma sprawia, że pod zarząd pana Witolda trafia składnica w Ostrołęce.

- Byliśmy tak wielkim przedsiębiorstwem i pracodawcą w regionie, że bardzo wielu ludzi ze Świętajna, Spychowa i Kolonii, ale nie tylko, również z całego naszego powiatu było moimi pracownikami. Wielu z nich to znani i wielcy dziś przedsiębiorcy, prowadzący własne firmy przetwórstwa drzewnego i eksportujący swoją produkcję w całości na zachód Europy – opowiada z dumą pan Witold.

Centralne zarządzanie gospodarką nie sprawdziło się, a że ekonomia kieruje się własnymi prawami i zmiany były nieuchronne. W 1998 r. upadł Zakład Transportu i Spedycji w Ostrołęce, a wraz z nim podległe mu składnice. Taki los spotyka również składnicę w Spychowie - miejsce znane i bliskie panu Witoldowi, który pracował i przyjaźnił się wiele lat z zatrudnionymi tam ludźmi. Decyzja zapada szybko: wydzierżawić od Lasów Państwowych teren, wykupić maszyny i zacząć samemu dbać o miejsca pracy i rozwijać już swoją firmę. Tak składnica w Spychowie obok stacji kolejowej stała się prywatnym zakładem pracy, a nikt z pracowników nie stracił zatrudnienia. Pierwsze zlecenia to słupy techniczne do Włoch. Firma zakupiła najnowocześniejsze maszyny, zwiększyła zatrudnienie. Interes szedł tak dobrze, że pan Witold zakupił drugi tartak. Rośnie moda na boazerie, podłogi drewniane, rusza indywidualne budownictwo mieszkaniowe, a więc wzrasta popyt na takie usługi. Załamanie rynku nadchodzi nieoczekiwanie, kopalnie przestają być rentowne, zapłata za towar przychodzi po kilku miesiącach. Trzeba mieć na zakup surowca, wykonać zamawiane elementy i wysłać je na własny koszt do odbiorcy, a ten nie płaci na czas. I do tego galopująca inflacja, każdego dnia spada realna wartość nabywcza pieniądza. Przekształcenia gospodarcze w Polsce lat osiemdziesiątych nie sprzyjają prywatnym przedsiębiorcom. Młody zakład nękają niezapowiedziane kontrole: sanepidu, skarbowe, a potem Urzędu Pracy. Są nie tylko częste, ale i dotkliwe. - Miałem wtedy takie wrażenie, że przychodzili tak wiele razy i nieoczekiwanie, jakby chcieli coś na siłę znaleźć i nas zamknąć – wspomina przedsiębiorca. Cały ten czas udało się przetrwać.

 


Na pytanie, czy gdyby los ujął 30 lat życia i byłby wybór pomiędzy pracą na swoim a w państwowej firmie, odpowiada bez namysłu: - Tylko na swoim. Kiedy czujesz to, co robisz, masz pomysł i wiesz jak, nie potrzebujesz szefów, którzy zaburzą wizję, gdyż to ty jesteś najlepszym szefem. Rynek niesie ryzyko, ale kiedy zamykają się jedne drzwi, to w to miejsce kilka innych właśnie się otwiera. Sztuka polega na tym, aby to zauważyć. Dziś, mimo iż wielu ma zastrzeżenia do modelu naszej gospodarki, uważam, że jest znacznie lepiej i obserwujemy rozwój i ułatwienia w prowadzeniu działalności gospodarczej – dzieli się przemyśleniami Witold Wrześniewski.


Po blisko 50 latach pracy zawodowej w marcu 2017 r. przyszła pora odpocząć. Zakład w Spychowie przejął pracownik, syn kolegi, który pracował i przeszedł na emeryturę właśnie z tej firmy. Czy w życiu nastąpiła pustka? - Nie. Nigdy nie narzekałem na brak zajęcia i teraz też mam co robić, tylko sił nieco miej i trzeba zwolnić. Czytam dużo książek, uwielbiam kolarstwo. Kilkadziesiąt lat dojeżdżałem do moich prac rowerem, często dziennie przejeżdżałem nawet do 50 km. Nie wyobrażam sobie meczu piłki nożnej naszej reprezentacji bez mojego kibicowania. Kiedy byłem młodszy, polowałem blisko 15 lat w kole łowieckim w Mikołajkach, ale chyba z wiekiem przyszedł taki czas, że nie chcę już strzelać, a rozkoszuję się pięknem przyrody i bogactwem żyjących w niej istot. - Mówiąc o sobie, pan Witold wyciąga prawo jazdy, data wydania 1956 r. Następnie wskazuje na samochód i pyta: - Pan wie, ile on ma na liczniku? Ponad 620 tysięcy! Ja jestem z pokolenia, które ma szacunek do pracy, ceni sobie dane słowo i jest temu wierne. Kiedy coś z poszanowaniem dobrze służy człowiekowi, to nie należy tego niszczyć – wyjaśnia.

 


W Piasutnie troskliwy tata pomógł wybudować swoim córkom domy. Dziś każdą wolną chwilę spędza, upiększając ich obejścia. - Kiedy byliśmy młodzi, z żoną chodziliśmy na tańce, spotykaliśmy się z naszymi przyjaciółmi, a dziś ja sam muszę dbać o rodzinę, nie tylko o domy córek, ale i o to, abyśmy wspólnie znajdowali czas dla siebie i zawsze byli jedną całością – podkreśla Witold Wrześniewski i uśmiecha się pogodnie, jakby nigdy nie miał żadnych problemów, a swoim najbliższym i całemu światu chciał podarować to, czego ma w sercu najwięcej – radość życia.

Krzysztof Kolczyński       

 



Powiązane wydarzenia



Komentarze do artykułu

Napisz

Komentarze

  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Internauci zrzutke zrobimy na samochod i wiekszy dom w innym otoczeniukto jest za ja na tak zdecydowanie na szczytny cel tubylcom i wandalom na zlosc hahahahah
    Autor: mk
    2017-11-21 12:30:23
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Wg info kierowniczki MOPS w Szczytnie ta cała "pani" Lidia nigdy w życiu nie pracowała. Zasiłek pobiera od czasów, kiedy nie miała jeszcze dzieci (obliczcie sobie ile to lat). Ten typ cechuje maksymalnie roszczeniowa postawa we wszelkich sprawach, w których moze coś uzyskać (bo jej sie należy). Ponadto normą stało się przyjmowanie przez nią coraz to innych mężczyzn w nocyi, a ostatnio również za dnia. Nie uważacie, że to nie zawiść a uczucie skrajnej niesprawiedliwości leży u podstaw niechęci prezentowanej przez tzw. sąsiadów. Bo jak mają się czuć ci, którzy swoje, również niezbyt dostatnie życie zapracowali przez długie lata? A tu nagle takiemu nierobowi i leniowi wszystko spada z nieba. A czy wiecie jakie zasiłki otrzymuje miesięcznie bidulka? Zainteresujcie się tym. I jeszcze ktoś ma czelnośc twierdzić, że zasłużył na ten remont. Czym niby? Objadaniem społeczeństwa? Dobro dzieci (prawie zresztą dorosłych) nie wymaga aby ich matka przez 24 godziny na dobę przebywała w domu bezczynnie (psując jedynie powietrze i ew. goszcząc miłych panów). Nie zaszkodziłoby jej pójść do pracy ale sie nie opłaca, bo przecież by zasiłki straciła. Do roboty! Masz u nas wszyskich dług do spłacenia za te 18 czy 20 lat życia na nasz koszt. Do tego dochodzi kompletnie nieetyczne postępowanie ze strony p. Dowbor i ekipy programu, która nie sprawdza komu pomaga, co prowadzi to to moralnie nagannych sytuacji.
    Autor: Zawiść?
    2017-11-21 11:42:17
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    ludzie którzy wysyłają ja do pracy zapominają ze przez to straci zasiłki i opiekuńcze na córkę... Takie mamy prawo w Polsce po przekroczeniu pewne kwoty brutto. Jak nawet znalazla prace dorywcza to pewnie Ci sami sasiedzi co ja wysylaja do pracy jako pierwsi by zameldowali ze pracuje "na czarno"....
    Autor: ass
    2017-11-21 10:45:57
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Wstyd że taki rejon jest w polsce. Na jakimkolwiek portalu poznaję ludzi z Warmińsko-mazurskiego okazują się bardzo zawistnymi zazdrosnymi i bardzo podłymi ludzmi.Udaja przyjaźń by podstępem niszczyć ludzi. Bóg ich opuścił to judasze. Mają nas za idiotów żebrzą o jałmużnę bo są biedni. Biedni bo to śmierdzące lenie. Nawet pani Lidi nie życzą dobrze kobiecie która odważyła się być szczesliwa.
    Autor: Anna Konczak / pigi
    2017-11-21 09:00:04
  • WIELBARSKA IKEA INDUSTRY PIĄTA NA ŚWIECIE
    tylko co na to szczycieńskie lasy
    Autor: nn
    2017-11-21 08:47:34
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Niestety u nas w kraju tak jest ze czesto pomoc nie trafia do najbardziej potrzebujacych tylko do cwaniakow. Moja znajoma z warszawy dostala mieszkanie komunalne aby gzic się z kochankiem mimo ze pracowala w zagranicznej firmie jako księgowa i zarabiają masę pieniedzy on też pracowal a jej dzieci zostały z ojcem. Tak samo ta o.Lidia ma na kosmetyki i łajdaków życie a do roboty się nie bierze.
    Autor: Ala nowak
    2017-11-21 07:50:17
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Nie tylko zwykli mieszkańcy są zawistni w tej mieścinie ale urzędasy z MOPSU to dopiero pokazują tam zawiść! Mam bardzo chorego ojca który wymaga całodobowej opieki w lipcu złożył podanie o umieszczenie go w domu opieki to zamiast zając się moim ojcem to zainteresowali się moim majątkiem i życiem prywatnym a decyzji o umieszczeniu w domu pomocy do dziś nie wydali. Mało tego jak zadzwoniłem żeby się dowiedzieć kiedy będzie wydana decyzja to usłyszałem w słuchawce jak pięknisia z mops rzuciła wyzwiskami w moim kierunku. Mimo złożonej skargi do Dyrektor mops w Szczytnie do dzisiejszego dnia nie zostałem przeproszony ani ta pięknisia nie poniosła żadnych konsekwencji, może jak Polsatowi udostępnię nagranie z tej rozmowy i pójdzie to na cały kraj to może wtedy wstydu się najedzą. Normalny człowiek tam od nich pomocy nie otrzyma.
    Autor: Z.S
    2017-11-21 04:49:43
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Wschodnia mentalność. Tu się głosuje na pis, tu się klęczy na granicach z różańcem, tu się linczuje gdy ktoś wychyli głowę ponad przeciętność.
    Autor: barszcz
    2017-11-20 23:26:47
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Współczuję normalnym mieszkańcom Szczytna życia w towarzystwie takich prostackich, patologicznych, zawistnych śmieci. Pokazali całej Polsce jakim dnem są... szkoda tylko, że pociągnęli za sobą na to dno normalnych ludzi.
    Autor: Samanta
    2017-11-20 22:31:12
  • Firma Novum chce odbudować pasymską starówkę
    wszystko ładnie i pięknie dla oka Panie Burmistrzu ale nic dla mieszkańców. Poczekamy jeszcze rok lub dwa i w Pasymiu jednym sklepem będzie Biedronka a gminie będzie grozić totalne bezrobocie
    Autor: nika
    2017-11-20 19:28:09