Sobota, 19 Styczeń, Imieniny: Erwiny, Henryka, Mariusza -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Po „Mazurze” jest „Cyrograf”


Dwa lata temu Jerzy Woźniak zadebiutował powieścią „Mazur”, której literacka fabuła umiejscowiona była w Szczytnie w latach 1938-1939 m.in. w Szczytnie. Kolejna powieść - „Cyrograf”, również toczy się w naszym mieście. O literackiej drodze do Szczytna rozmawiamy z autorem – Jerzym Woźniakiem.



Jakie są początki pana przygody z literaturą, jak to się stało, że postanowił pan zostać pisarzem?

 

Literaturą zajmuję się amatorsko, natomiast z wykształcenia jestem pedagogiem i historykiem. Historią pasjonowałem się już od dzieciństwa. Natomiast określenie mnie pisarzem jest trochę na wyrost, swoją przygodę związaną z literaturą traktuję jako przerywnik w swoim życiu zawodowym i spełnienie pasji. Swoją twórczość literacką traktuję raczej hobbistycznie.

 

Od wydania przez pana poprzedniej książki minęły już dwa lata. Czy w „Mazurze” i „Cyrografie” są wątki, które łączą obie powieści?

 

W tych dwóch powieściach jest bardzo dużo wspólnych wątków. Przede wszystkim łączy je miasto, dawny Ortelsburg, a obecnie Szczytno. Akcja „Cyrografu” toczy się właśnie w Szczytnie, w konkretnych miejscach, m.in. w Heimatmuseum (obecnie Muzeum Mazurskie) i Szpitalu Powiatowym. Wymienione są też: dworzec kolejowy, wieża ratusza, dawne koszary Wehrmachtu, Hotel Kopkow czy też skład metalowy Willy Glassa. W mojej drugiej książce czytelnicy również będą mogli odkryć fakty związane z historią miasta i dowiedzieć się, jak Szczytno wyglądało ponad 70 lat temu nie tylko z tych znanych pocztówek i reprodukcji, ale również dzięki mojej fantazji, a co najważniejsze – odkryciom i badaniom, jakie przeprowadziłem w związku z pisaniem powieści. W jakiś sposób swoimi słowami chciałem „namalować” obraz miasta, jakiego już nie ma. Głównym bohaterem „Cyrografu” jest człowiek o imieniu Jörg - oficer policji rzecznej w Szczytnie i jak na razie tylko tyle mogę Czytelnikom „Tygodnika Szczytno” zdradzić.

 

Dlaczego wybrał pan tę wojenną epokę?

 

Wynika to z zainteresowania historią II wojny światowej i charakteru mojej poprzedniej pracy. Od 1992 roku byłem pracownikiem Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie” i kierownikiem archiwum fundacji. Miałem wspaniały kontakt ze świadkami historii m.in. robotnikami przymusowym z dawnych Prus Wschodnich, a przede wszystkim z ludźmi, którzy w czasie wojny trafili na te tereny. Od 2000 roku dość często przyjeżdżałem na Mazury i tym samym miałem okazję do spotkań z autochtonami, z których większość już niestety, ale nie żyje. Na okładce „Cyrografu” jest pewna symbolika: jest kogut z winiety wydawanego w połowie XIX wieku „Kurka Mazurskiego” oraz hitlerowski sztylet, który odcina mu głowę. Chodziło mi przedstawienie losu Mazurów w czasie II wojny światowej, z których część z konieczności służyła w Wehrmachcie oraz tych, którzy walczyli m.in. w latach dwudziestych ubiegłego wieku o polskość tych ziem i czuli się Polakami do końca. Do takich przecież należeli proboszcz ze Szczytna ks. Tarnowski, rodzina Leyków czy kierownik Okręgu Mazury IV Dzielnicy Związku Polaków w Niemczech Jan Dopatka, którego wspominałem w „Mazurze”. Są to jednak w większości fakty znane historykom, ale niekoniecznie na przykład mieszkańcom Warszawy, czemu dałem plastyczny wyraz na okładce „Cyrografu”. Chciałbym jednak zdecydowanie zaznaczyć, że ani poprzednio napisany przeze mnie „Mazur”, ani nowa książka „Cyrograf” nie mają nic wspólnego z „tradycyjnym” przedstawieniem obrazu „złego” Niemca. Zbrodnie i potworności dokonane przez nazistów są oczywistością historyczną i nie może tutaj być najmniejszej wątpliwości. Są ukazane w powieści jednoznacznie – choćby obóz karny w Działdowie. Ale nie można oskarżać wszystkich mieszkańców dawnych Prus Wschodnich o współudział w ludobójstwie. Tak chciała to zrobić propaganda poprzedniej epoki, która to propaganda, niestety, od czasu do czasu powraca w jakieś formie jak przysłowiowy bumerang. Przy okazji pamiętajmy również o tych, którzy zrobili dużo dobrego dla ówczesnego Szczytna. Był nim na przykład burmistrz Ernst Mey, który zasłużył się w organizowaniu odbudowy miasta po I wojnie światowej, zainicjował proces elektryfikacji, a po przejęciu władzy przez NSDAP został zmuszony do rezygnacji z zajmowanego stanowiska.

 

Skąd wziął się pomysł napisania powieści o Niemcach i o historii tego regionu? Czy była to pana własna decyzja, czy też ktoś do tego zachęcił?

 

Niektóre z przyczyn moich działań literackich wyjaśniłem już w poprzedniej powieści „Mazur”. Niewątpliwie wpływ na to miała pewna tajemnica rodzinna, która została ujawniona stosunkowo niedawno, bo w 1995 roku. Odkryłem informację, którą pozostawiła moja babcia i życzyła sobie, by po jej śmierci rodzinny sekret przestał być głęboko skrywaną tajemnicą. Okazało się, że mój dziadek był żołnierzem niemieckim, który zginął gdzieś na froncie wschodnim. O tym fakcie dowiedziałem się w wieku prawie 30 lat. Babcia tak mocno chroniła ten sekret, że przez ponad pięćdziesiąt lat nikt w rodzinie o tym nie wiedział. Dlatego pierwsza powieść była swojego rodzaju rozliczeniem z przeszłością, a jednocześnie takim moim prywatnym „protestem” przeciwko wykorzystywaniu w życiu publicznym tzw. czarnej legendy „dziadka z Wehrmachtu”.

 

Dlaczego akurat ze Szczytnem związał pan losy swoich powieściowych bohaterów? Są również inne dawne przygraniczne miasta południowych Mazur.


 

Też się nad tym zastanawiałem... Doszedłem do wniosku, że najprawdopodobniej zadecydowało o tym przeżycie z dzieciństwa. Być może zabrzmi to banalnie, ale gdy byłem chłopcem, ojciec zabrał mnie do kina w rodzinnym Pruszkowie na „Krzyżaków”. Ten film wywołał ogromne emocje, rozbudził dziecięcą wyobraźnię i długo jeszcze „przeżywałem” poszczególne sceny. Starałem się wyobrazić sobie ten prawdziwy zamek w Szczytnie, który był przedstawiony w „Krzyżakach” i inne charakterystyczne miejsca. Po latach ze zdziwieniem i rozczarowaniem odkryłem, że tego zamku praktycznie nie ma, a sceny filmowe były nagrywane w Malborku i studio filmowym. Ale mimo to Szczytno jako takie wryło się w moją pamięć tak mocno, że zainteresowałem się tym miastem oraz jego historią. Poza tym nie jest to miasteczko w jakiś szczególny sposób ulubione przez twórców, chyba poza Sienkiewiczem nikt go jakoś specjalnie nie wyeksponował, więc cieszę się z faktu, że w moich powieściach przybliżam czytelnikom Szczytno, które zarówno w „Mazurze” jak i „Cyrografie” jest niejako tłem i „bohaterem”.

 

A co z bohaterami pańskiej powieści? Rozumiem, że są to zarówno postaci fikcyjne, jak i autentyczne. Czy podczas pisania korzystał pan z jakichś konsultacji i weryfikował pewne wydarzenia zawarte w „Cyrografie”?

 

W tej materii bardzo pomogły mi kontakty z lokalnymi regionalistami i historykami, do których należą Sławomir Ambroziak i Witold Olbryś, a także wizyty w Muzeum Mazurskim, gdzie kierownik Klaudiusz Woźniak umożliwił mi nieograniczony dostęp do archiwaliów pochodzących z lat czterdziestych ubiegłego wieku. Nieocenioną pomocą służyło mi również Archiwum Państwowe w Olsztynie oraz wirtualna znajomość z doktorem Janem Danilukiem z Uniwersytetu w Gdańsku, znawcą umundurowania formacji zbrojnych III Rzeszy i historykiem w Dziale Naukowym Muzeum II Wojny Światowej. Dokładnie rok zajęło mi gromadzenie niezbędnych materiałów do „Cyrografu”. Równie dużo czasu zajęło mi następnie weryfikowanie tych informacji. Konsekwentnie musiałem pewne karty historii Szczytna odkrywać i je dogłębnie analizować. Akcja mojej poprzedniej powieści „Mazur” rozpoczyna się w ratuszu, natomiast „Cyrografu” w szczycieńskim Heimatmuseum. Jeden z rozdziałów nowej powieści jest poświęcony gauleiterowi Prus Wschodnich Erichowi Kochowi. Jest to bardzo mroczna postać i jednocześnie ciekawa. Posiadał leśniczówkę w Złotych Górach, które znajdowały się pomiędzy Nidzicą a Jedwabnem. To właśnie tam odbywały się polowania, w których uczestniczył m.in. Hermann Göring. Zdradziłem już imię i profesję głównego bohatera, ale dodam jednak jeszcze, że w powieści pojawia się wątek kryminalny związany z Heimatmuseum w Szczytnie i ze szpitalem, więc wielbiciele tego gatunku znajdą w „Cyrografie” także coś dla siebie.

 

Jakie ma pan dalsze plany? Czy powstanie kolejna książka ze Szczytnem w roli głównej?

 

Przyznam, że taki zamysł jest. Chciałbym, aby moja praca literacka zaowocowała trylogią, a trzecią część zamierzam osnuć wokół wydarzeń związanych ze Szczytnem końca 1944 roku i początkiem 1945 czyli w czasie wkroczenia do miasta Rosjan. To będzie na pewno trudne i na pewno ciężko będzie mi się z tym zmierzyć, ale jak na razie jest to odległa przyszłość. Teraźniejszość – to dwie książki, za których przychylne przyjęcie chciałbym podziękować czytelnikom ze Szczytna. Szczególnie za głosowanie na „Mazura” w konkursie literackim Warmii i Mazur „Wawrzyn”. Książka została nominowana do finału spośród 500 tytułów, co już jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Dzięki głosom czytelników zdobyła drugie miejsce. Dyrektor Biblioteki Wojewódzkiej w Olsztynie zdradził mi, że Szczytno głosowało „jak szalone” i to właśnie od mieszkańców Szczytna moja powieść otrzymała najwięcej głosów. Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy przeczytali moją książkę i głosowaniem na tytuł wyrażali w ten sposób opinię o powieści. Dziękuję również dyrektor Biblioteki Miejskiej w Szczytnie – Jagodzie Pijanowskiej, która zorganizowała spotkanie autorskie w związku z wydaniem „Mazura”. Mam nadzieję, że „Cyrograf” zostanie podobnie pozytywnie przyjęty przez mieszkańców miasta. Jesienią planuję kilka promocyjnych spotkań w regionie warmińsko-mazurskim, ale zapewniam, że najważniejsze i najbardziej przeze mnie oczekiwane spotkanie - jeżeli wolno mi tak powiedzieć – odbędzie się w moim Szczytnie. Zapraszam na oficjalną stronę mojej powieści http://ksiazkacyrograf.pl/ oraz na fanpage https://www.facebook.com/ksiazkacyrograf/

 

Rozmawiał: Robert Arbatowski



Komentarze do artykułu

Anna Peretiatkowicz

Bardzo bym chciala kupic obie ksiazki Jerzego Wozniaka, ale doprawdy nie wiem gdzie. Nie mieszkam w Polsce, wiec zawsze wole format ebook. Bylabym b. wdzieczna gdyby ktos dal mi namiar na te dwie pozycje. Pozdrawiam, Anna Peretiatkowicz, Toronto, Kanada

Napisz

Galeria zdjęć


Komentarze

  • Szkoła przy Kasprowicza zostanie zlikwidowana?
    Panie Burmistrzu niech pan popatrzy trochę na dzieci ,które zmieniły już budynek szkolny z SP3 na Gimnazjum 1 ich plecaki ważą 18,19 kg i tak jest prawie codziennie, jak te dzieci mają chodzić jeszcze na drugą część Szczytna na lekcje a co za tym idzie ile mają niebezpiecznych ulic po drodze .Ja sobie nie wyobrażam że moje dziecko chodzi do tzw.2 lub 4 gdzie mieszkamy za szpitalem.Pomysł jest chory tak samo jak to żeby likwidować klasy w szkołach w których kiedyś uczyło się po 30 -tu uczniów a teraz klasa liczy zaledwie 22,24 uczniów i brak jest miejsc w szkołach. Chory pomysł jak chora była reforma gimnazjalna.Czemu nigdy nie jest tak ,żeby to rodzice mogli decydować o tym co jest lepsze dla ich dzieci .
    Autor: Agata
    2019-01-17 20:11:06
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    Biorą, bo mogą. Ciekawe tylko, czy za godziny na sesjach i komisjach np. WSPol obcina pobory Łachaczowi, starostwo Kiersikowskiemu czy Krassowskiemu, szkoła - Kosakowskiej lub Boczarowej, agencja rolnicza - Żuchowskiemu itd.
    Autor: massakra
    2019-01-17 16:05:13
  • Romantyczne oświadczyny w... kinie
    To piękny moment dla zakochanych, ale co mają do tego przypadkowi ludzie ? Widać, jak ogromny wpływ na niektórych mają tandetne seriale. Mimo wszystko życzę im dużo szczęścia.
    Autor: max
    2019-01-17 09:57:48
  • Godlewska zastąpiła skarbnik Cielecką
    Ten który jest apolityczny :) Szkoda tylko że tak po ludzku nic go życie nie nauczyło! Cielecka nie była święta ale powinien dziękować jej za to że potrafiła się zachować i nie wyciągała żadnych ciekawostek o których wie a mimo to zachowała je dla siebie!!
    Autor: maniek
    2019-01-17 09:01:43
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    Cwaniaki, aby napchac swoje kieszenie, a przed wyborami jakie mile i uczciwe jest całe to towarzystwo. Wstyd!
    Autor: Robert
    2019-01-17 02:58:41
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    Wszystko dla mieszkańców a jest tak że wszystko dla siebie. Masakra, masakra.
    Autor: R.....
    2019-01-16 18:32:24
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    To może zamiast ryczałtowych diet wrócić do dawnego zwyczaju wypłacania kwot za posiedzenia komisji i rady - ale po fakcie, a nie tak, że człowiek podpisze się na liście i idzie w siną dal w swoich interesach nie biorąc faktycznie udziału w pracach? Z drugiej strony to jednak mam wrażenie, że nikomu na tym nie zależy, aby rozliczać radnych z ich \'dokonań\". Władzom miasta zależy na tym, aby tę \"trzódkę\" trzymać przy korytku w taki sposób, aby nie przeszkadzała. Prochu to nie wymyśli, ale nabałaganić może. Niech więc siedzą w tej radzie, grodzą d...rele z poczuciem misji, że są potrzebni. Ale niech nie wtryniają nosa w sprawy, na których się nie znają i niech to na nich ciąży odium, że biorą kasę za nic.
    Autor: Waga
    2019-01-16 18:04:13
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    A czegoś można oczekiwać patrząc na naszych \"drogich\" radnych. Towarzystwo wzajemnej adoracji kontynuuje swoje pięć minut przy korytku. Piękne słówka znów omamiły wyborców. Dzieje się to od wielu lat na wszystkich szczeblach samorządu- bez względu na \"obowiązującą\" opcje polityczną. Jacy wyborcy- takie \"elyty\" polityczne.
    Autor: dr
    2019-01-16 13:53:58
  • Szkoła przy Kasprowicza zostanie zlikwidowana?
    Ja rowniez nie wyobrazam sobie likwidacji tzw 1. Gdyby tak sie stalo syn musial by codziennie isc pare dobrych kilometrow do innej szkoly bo napewno sp 3 nie pomiesci wszystkich uczniow z okolicy. A pozatym w tym roku i tak musial zmienic budynek z sp 3 na sp 1 i co po roku znowu zmiana??? Ktos wogole mysli o tych dzieciach?? Pomyslal ktos jak wplywa na nich ciagla zmiana srodowiska?? Cala nasz edukacja
    Autor: Agnieszka
    2019-01-15 18:34:24
  • Gwiazdki „Tygodnika” dla Ryszarda Łopatki
    Gratuluję Ryszardzie ! Pięknie to ująłeś. Pozdrawiam serdecznie. HB
    Autor: Halina Biziuk
    2019-01-15 15:20:22