Czwartek, 13 Grudzień, Imieniny: Dalidy, Juliusza, Łucji -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

O szczycieńskich Krzyżakach raz jeszcze (cz. 4)


Żyjący na przełomie XIX i XX wieku niemiecki historyk Hans Prutz w jednej ze swych prac napisał, że w okresie panowania Zakonu praktycznie każdy mógł się znaleźć w jego szeregach pod warunkiem posłuszeństwa rozkazom przełożonych i poddania się żelaznej dyscyplinie wojskowej. Niepokornych braci, którzy nie przestrzegali reguły i poleceń zwierzchników, karano bardzo surowo. Każdy, kto opuścił szeregi krzyżackie, ścigany był przez Zakon i władze kościelne. Dzięki takim działaniom i surowej dyscyplinie, wojsko zakonne składało się z rycerzy twardych i nieznających litości dla wroga.



Nie zawsze „święci” braciszkowie

 

Nie wszyscy bracia, a wśród nich i ci szczycieńscy - byli tak zdyscyplinowani, jak im nakazywała reguła zakonna. Przy przyjmowaniu nowych członków do zakonu krzyżackiego zwracano uwagę na ich pochodzenie, natomiast mniej przejmowano się ich walorami moralnymi i przeszłością. Współczesne opisywanym wydarzeniom władze krzyżackie uważały, że duch religijny zakonu oraz dyscyplina i kontrola w miarę upływu czasu zmieni ludzi, którzy zdecydowali się przyłączyć do nich.

 

Już w II połowie XIII wieku na mocy przywileju papieża Aleksandra IV, do Zakonu można było przyjmować ludzi wyklętych za rozbój, gwałty i zbrodnie. Papież przyznał kapłanom krzyżackim prawo rozgrzeszania tych braci - rycerzy, którzy przed przyjęciem płaszcza zakonnego popełnili morderstwo, zajmowali się rozbojem oraz palili domy i kościoły.

 

Trudno było władzom krzyżackim utrzymać podwładnych w respekcie do ascetycznej reguły zakonnej. Oczywiście, nie można tego problemu generalizować. Prawdą jest natomiast to, że niektórzy niepokorni braciszkowie tęsknili do wygody i zbytków doczesnych.

 

Potwierdzeniem tego było to, według przeprowadzonego pod koniec XIV wieku spisu inwentaryzacyjnego, że w 1397 roku w Malborku istniał dom publiczny dla rycerzy ze znakiem krzyża na płaszczu. O ile więc czystość i religijność braci zakonnych była raczej mocno wątpliwa, to jedno jest niezaprzeczalne - byli oni doskonałymi żołnierzami. Dodać też trzeba, że zakonne, religijne obowiązki nie obejmowały działalności politycznej, życia społecznego i wojen. W tych sferach istniała całkowita swoboda i wszystko, co zakonni bracia czynili, było moralne i prawe, jeśli tylko służyło Zakonowi.

 

Życie duchowe Krzyżaków

 

Oczywiście, nie można wszystkich Krzyżaków określić jako tych, którzy w Zakonie znaleźli schronienie przed ścigającym ich wówczas prawem oraz co gorsze - gniewem Bożym. Rycerze Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (tak brzmiała pełna nazwa Zakonu Krzyżackiego) ślubowali m.in. czystość i ubóstwo, chociaż jak wiemy z zapisów historycznych, była to kwestia dość sporna. W regule Zakonu ponadto był całkowity zakaz posiadania kluczy, pieczęci i przedmiotów zbytku. Reguła zakonna zabraniała rozmów o byle czym i plotkowania.

 

Jedna z reguł mówiła również o tym, że w czasie podróży rycerz miał się zachowywać godnie oraz dbać o dobre imię zarówno swoje, jak i zgromadzenia. Istniał całkowity zakaz utrzymywania kontaktów z osobami, które były ekskomunikowane. Braciom zakonnym nie wolno było całować się z kobietami, „zwłaszcza z dziewicami”. Dotyczyło to również nawet matki i siostry. Chodziło o to, aby w przypadku takich normalnych w dzisiejszych czasach zachowań, nie powstały pomówienia i plotki. Zgodnie ze średniowieczną regułą, bracia zakonni mieli bezwzględny obowiązek zachowania czystości oraz nie mogli żenić się i mieć prawnego potomstwa. O dzieciach z nieprawego łoża, krzyżacka reguła milczała.

 

Całodzienne modlitwy

 

Zarówno w całym państwie krzyżackim, a co za tym idzie i wśród załogi szczycieńskiego zamku nie tylko się żarliwie modlono. Bracia zakonni do Komunii Świętej przystępowali przynajmniej siedem razy w roku: w Wielki Czwartek, na Wielkanoc, Zesłanie Ducha Świętego, Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, Wszystkich Świętych, Boże Narodzenie i Ofiarowanie Pańskie.

 

Bardzo ważnym elementem związanym z modlitwami była pamięć o zmarłych współbraciach Zakonu i jego dobrodziejach oraz służbie zamkowej. Krzyżacy bardzo dużo modlitw odmawiali za zmarłych, bo piętnaście razy dziennie w intencji ich zbawienia odmawiano Modlitwę Pańską. Udział we wszystkich tych nabożeństwach był obowiązkowy. Jeśli któremuś z braci zakonnych nie udało się wstać na matutinum (nabożeństwo wchodzące w skład Liturgii Godzin – przyp. R.A.), przez cały dzień był skazany jedynie na suchy chleb i wodę.

 

Na tym jednak jeszcze nie koniec. Krzyżaccy duchowni, którzy potrafili czytać, a wśród nich i kapelan szczycieńskich braci zakonnych, odmawiali codziennie trzy psałterze (księga zawierająca 150 biblijnych psalmów używana jako modlitewnik - przyp. R.A) za żywych i tyle samo za zmarłych.


 

Początki osadnictwa pod zamkiem

 

Do jednej z głównych reguł zakonnych, jakich Krzyżacy musieli przestrzegać w czasie swojej ekspansji w Prusach, należał zakaz trudnienia się handlem. Nie było to łatwe, biorąc pod uwagę fakt, że właściwie handel i rzemiosło, tak jak i dziś, były jednym z głównych czynników wpływających na rozwój gospodarki.

 

Początkowo zakonni przestrzegali ustalonych zasad, ale wraz z upływem czasu udało się im uzyskać dyspensę papieską i wolno im było sprzedawać oraz kupować towary, chociaż wyłącznie na potrzeby poszczególnych konwentów. Zamek w Szczytnie, częściowo zniszczony w czasie wojen z Polską, wymagał napraw, więc do nieistniejącego jeszcze miasta stopniowo zaczęli napływać rzemieślnicy, którzy znacznie się przyczynili do rozbudowy podzamkowej osady. Średniowiecze to okres, w którym rzemiosło w państwie krzyżackim reprezentowali głównie młynarze i karczmarze.

 

Krzyżacy dbali o to, aby karczmy znajdowały się w pobliżu murów tych zamków, obok których nie wyrosły jeszcze miasta. Karczmarze wraz z osiedlonymi tam zagrodnikami i rzemieślnikami tworzyli zaczątek niektórych współczesnych miast m.in. i Szczytna. Niewielkie osady, które z czasem się rozwijały i sukcesywnie powstawały przy murach zamków krzyżackich, nazywano pogardliwie liszkami.

 

Pierwsze karczmy w Szczytnie

 

Źródła historyczne już w drugiej połowie XV wieku odnotowały istnienie osadnictwa na wschód od zamku. Świadczy o tym chociażby lokalizacja dwóch karczm położonych przy ważnej drodze handlowej, biegnącej z Mazowsza przez Szczytno do Kętrzyna i Królewca. Stanowiły one zaczątek tzw. liszki, tj. osady podzamkowej, która z czasem, dzięki dogodnemu położeniu rozrosła się, tworząc tym samym samorządną osadę targową - początkowo typu wiejskiego, a następnie miejskiego. Dwie karczmy, które powstały na mocy zapisu wielkiego mistrza Marcina Truchsessa z 3 marca 1483 roku, dały początek osiedlu podzamkowemu. Do chwili obecnej w historiografii są dość duże rozbieżności, co do lokalizacji tych karczm.

 

Pierwsza z nich należała do Michała Haberstrocha i na mocy dokumentu, przechodziła w dziedziczne posiadanie. Michał Haberstroch otrzymał dodatkowo 1 morgę (ok. 0,56 ha) ziemi, za co rocznie musiał odprowadzać podatek w wysokości 4 marek pruskich i czterech kur. Pierwotna lokalizacja karczmy miała się znajdować na południe od Jeziora Domowego Dużego, czyli w obszarze, który zamieszkiwali ogrodnicy i wyrobnicy oraz część służby zamkowej. Teren ten znany był pod nazwą Fiugaty. Jednak wydaje się to mało prawdopodobne, ponieważ w owych latach, według zwyczaju, karczmy były na ogół lokowane w bliskości kościoła, a więc obie zapewne znajdowały się gdzieś w okolicy dzisiejszej księgarni „Fraszka”.

 

O tym, że osiedlająca się w na podzamczu ludność była przeważnie polskojęzyczna, może świadczyć fakt, że ten pierwszy karczmarz Haberstroch, ze względu na pokrewieństwo, choć dość odległe, z polskimi bartnikami, przyjął nazwisko Owsianka, co potwierdza w swym sprawozdaniu z wizytacji w okręgu szczycieńskim wielki mistrz Marcin Truchsess.

 

Druga karczma z kolei należała do Matysa Pielgrzyma - potomka rodziny osadniczej. Karczmę otrzymał na podobnych warunkach jak Michał Haberstroch z tą tylko różnicą, iż w przywileju nadano mu prawo sprawowania „małego sądownictwa”, z tytułu którego otrzymywał 1/3 część spadków sądowych. Oprócz tego pełnił również funkcję sołtysa osiedla podzamkowego, nadaną z nominacji przez szczycieńskiego prokuratora Hansa von Grune.

 

Opis do zdjęcia: Wizualizacja średniowiecznego zamku w Szczytnie autorstwa Pawła Trzcińskiego.



Komentarze do artykułu

Napisz


Komentarze

  • Gaspar Święciński mistrzem świata
    Brawo. Gaspar.
    Autor: Lemon
    2018-12-13 14:23:45
  • Marzenia ściętej głowy? - felieton Romana Żokowskiego
    Też się rozmarzyłem, chyba jest to zaraźliwe.
    Autor: Jacek
    2018-12-13 12:40:34
  • Pierwsza, zapowiedziana nominacja - Arkadiusz Leska dyrektorem MOS
    Jak brzmi prawidłowe nazwisko tego Pana? Na stronie internetowej stowarzyszenia kulturalnego Niemców Heimat jest jako wiceprzewodniczący Arkadiusz Leske?!
    Autor: mieszkaniec
    2018-12-13 12:14:06
  • Miejski sylwester wraca na Plac Juranda
    Andrzej nie daj się! Pamiętaj ochrona no i oczywiście ubezpieczenie imprezy aby uniknąć takich problemów jak kiedyś w utraconym okiem!!
    Autor: laik
    2018-12-13 12:03:06
  • Miejski sylwester wraca na Plac Juranda
    Wydaje mi się, że Pan Burmistrz chce \"odstrzelić\" dyrektora MDK, skoro powierza mu organizację imprezy sylwestrowej w wymiarze jak wyżej, w ciągu dwóch tygodni. Pan Burmistrz ma zamiar rękoma dyrektora MOK złamać zlecenia ustawy o organizowaniu imprez masowych ze szczególnym ryzykiem? Brawo! Wejście smoka na bogato musi być! Szkoda tylko, że za wszystko odpowie dyrektor.
    Autor: TTT
    2018-12-13 11:09:33
  • Pierwsza, zapowiedziana nominacja - Arkadiusz Leska dyrektorem MOS
    Chyba nikt nie jest zaskoczony tą nominacją! Pan Burmistrz zaczyna spłacać dług wyborczy. Gratulacje i powodzenia obu Panom. Miejmy nadzieję, że obaj sprostają nowym funkcjom. Ciekawe tylko, czy \"stołków\" stanie dla pozostałych \"aktywnie wspierających\"?
    Autor: TTT
    2018-12-13 01:50:08
  • W powiecie dużo starego, ale bez... Nowocińskiego
    Siedzą sobie mali chłopcy w piaskownicy. Rozmawiają o swojej przyszłości. Ale żaden z nich nie chce zostać strażakiem, maszynistą, czy policjantem. Wszyscy marzą o tym, że by kiedyś w Szczytnie rozdawać \"karty\" ze stołków w ratuszu. I nie było by w tym marzeniu nic dziwnego gdyby po drodze do jego zrealizowania chłopcy zdobyli odpowiednie wykształcenie, ogładę towarzyską, empatię i umiejętność \"służenia pomocą\" drugiemu człowiekowi. Ale czy tak się stało...? Jak na razie moim zdaniem stało się jedynie kolesiostwo. Wiadomo, przyjaźń z piaskownicy rzecz święta!
    Autor: Teresa TTT
    2018-12-12 10:17:29
  • Kraków wraca do Szyman, Lwów zostaje
    Czy są szanse na wznowienie połączenia z Berlinem?
    Autor: Aga
    2018-12-12 07:13:28
  • Mapa potrzeb aktywnych obywateli
    Czy można gdzieś zapoznać się z tym raportem w necie?
    Autor: Mieszkaniec Szczytna - Jan Mazur
    2018-12-10 23:22:21
  • Kot postawił strażaków na nogi
    To nie kot ,tylko ktoś postawił strażaków na nogi.Jaja sobie robią.
    Autor: Wiewiorka
    2018-12-10 20:06:27