Środa, 12 Grudzień, Imieniny: Ady, Aleksandra, Dagmary -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

O szczycieńskich Krzyżakach raz jeszcze (cz. 3)


"Rosłe i silne ich postawy szerokie ramiona, kręte brody i srogie spojrzenia czyniły ich podobniejszymi do drapieżnych zbójów-rycerzy niemieckich niż do mnichów. Z oczu patrzała im odwaga, hardość i pycha niezmierna". W ten sposób Henryk Sienkiewicz w swej powieści „Krzyżacy” opisał braci zakonnych spod znaku czarnego krzyża na płaszczu.





Przez wiele lat taki wizerunek utrwalił się w świadomości wielu obywateli naszego państwa. A jak było naprawdę? Czy byli to tylko zbóje i łupieżcy skrzętnie wykorzystujący chrystianizację Prus wyłącznie do wzbogacenia się i rozbudowania własnego państwa? Zdania w tej kwestii są bardzo podzielone.

 

W dzisiejszym odcinku przedstawię w jaki sposób rycerze-zakonnicy przyczynili się do rozwoju niewielkiej osady podzamkowej, która na przestrzeni wieków przekształciła się w obecne Szczytno.

 

Prusowie

 

Ponad półtora tysiąca lat temu na ziemiach między dolnym biegiem Wisły a Niemnem osiedlili się Prusowie. Zajęty przez nich teren obejmował około 38,5 tys. kilometrów kwadratowych. Według przekazów i przeprowadzonych badań, na początku XIII wieku było ich nie więcej niż ok. 170 tysięcy. Imali się różnych zajęć, wśród których prym wiodło rolnictwo i myślistwo, ale byli też i wojownikami, a co za tym idzie – w sposób szczególny upodobali organizowanie łupieżczych wypraw w okolice m.in. północnego Mazowsza, co z kolei prowokowało akcje odwetowe ze strony Mazowszan.

 

Z czasem akcje prowadzone przez Prusów stały się tak uciążliwe dla księcia Konrada Mazowieckiego, że w 1226 r. „zaprosił” Krzyżaków, aby ci wspomogli go w odpieraniu ataków Prusów. Cztery lata później, w czerwcu 1230 r., w Kruszwicy książę potwierdził nadanie Zakonowi ziemi chełmińskiej i jednocześnie zrzekł się wszelkich praw do krzyżackich podbojów w Prusach. W ten sposób rozpoczęła się ekspansja na Prusy rycerzy z czarnym krzyżem na płaszczu.

 

Jeśli ktokolwiek miałby nienawidzić Krzyżaków, to nie Polacy, lecz Prusowie, którzy podzielili los podobny do tego, jaki cywilizacja zgotowała rdzennym mieszkańcom obu Ameryk kilka stuleci później.

 

Co zawdzięczamy Krzyżakom?

 

W 1230 roku, czyli w momencie podpisania w Kruszwicy dokumentu nadania Krzyżakom ziemi chełmińskiej, w miejscu, gdzie obecnie znajduje się Toruń - powstała pierwsza krzyżacka baza, którą śmiało można nazwać „operacyjną”. Jej obsadę nie stanowiło więcej niż 7 rycerzy-zakonników z giermkami, którzy sukcesywnie byli wspomagani posiłkami z innych krajów Europy: Niemiec, Francji, Anglii, a nawet ówczesnej Irlandii.

 

W ciągu pierwszego półwiecza ekspansji, Krzyżacy na zagarniętych ziemiach w bardzo szybkim tempie zaczęli organizować struktury gospodarcze nowego państwa, które w opisywanym okresie sposobem funkcjonowania i zarządzania o wiele lat wyprzedzały swoją epokę. W tym początkowym okresie wznieśli około 120 murowanych zamków i warowni, które służyły jako ochrona ich interesów.

 

Na wielką skalę zorganizowali akcję kolonizacyjną, natomiast Prusowie, którzy przeżyli ich podbój – po ochrzczeniu prowadzili zwykły żywot poddanych Wielkiego Mistrza.

 

Krzyżacy nowo powstałe osady, wsie i miasta lokowali na prawie niemieckim, które było znacznie bardziej nowoczesne niż prawo książęce, stosowane wówczas jeszcze w sąsiedniej Polsce, bardziej bowiem sprzyjało rozwojowi nowych osad, wsi i miasteczek.

 

Prawo chełmińskie, na mocy którego Krzyżacy nadawali przywileje lokacyjne, gwarantowało własne sądownictwo, wolność targową, handlową oraz zwolnienie z ceł, przywileje dotyczące rybołówstwa i łowiectwa. To właśnie Krzyżacy jako pierwsi w tworzonym przez siebie państwie, wprowadzili zasadę wspólnoty majątkowej małżonków oraz jednolity system miar i wag.

 

Przywilej lokacyjny dla polskich bartników

 

24 listopada 1360 roku jest bardzo ważną datą w dziejach Szczytna. Otóż w tym dniu wielki szpitalnik i komtur elbląski (objął swój urząd w 1349 roku) Ortolf z Trewiru, wydał na szczycieńskim zamku dokument, na mocy którego w sąsiedztwie zamku osadził szesnastu Polaków - bartników, dając im prawo prowadzenia rybołówstwa i polowań na okolicznych terenach. Szczycieński przywilej nadany polskim bartnikom jest najstarszym zachowanym do tej pory tego typu dokumentem.

 

W średniowieczu polowanie oraz hodowlę pszczół uważano za regalia, co oznacza, że możliwość wykonywanie tych czynności wymagało specjalnego zezwolenia władzy. Każdy z polskich bartników - jak zapisano w przywileju - „których przyjmujemy i którzy nam przyrzekli, że chcą u nas pozostać i być wiernymi”, otrzymał włókę pola za pół grzywny czynszu i obowiązek szarwarku wraz z prawami i powinnościami odnośnie do bartnictwa i polowania.


 

Daniny dla Krzyżaków

 

Z przywilejem bartniczym ściśle się wiązało prawo łowieckie. Bartnicy część każdej upolowanej zwierzyny musieli dostarczyć na zamek, za co otrzymywali ściśle określone kwoty. „Także ze złowionej zwierzyny mają nam dać ćwiartkę, wiewiórkę za 10 fenigów, jarząbka za 4 fenigi, skórę kuny za 2 i pół skojca, a kto bobra złapie, ten ma obowiązek ogon i strój bobrowy oddać do zamku” - czytamy w przywileju.

 

Powinności szczycieńskich bartników, w porównaniu do określanych przywilejami, nadawanymi innym okręgom krzyżackim bardziej przypominały szarwark. Na przykład za każdą nową barć otrzymywali szeląga. Cały uzyskany miód uważany był za własność Zakonu, a szczycieńscy bartnicy odsprzedawali go Krzyżakom po zaniżonych cenach, czerpiąc z tego dość nikłe dochody.

 

Do zakresu obowiązków nałożonych na bartników przez Zakon należała m.in pomoc przy żniwach przez trzy dni na własnym wikcie, za tzw. dziesiąty snopek oraz dostarczanie na zamek jako naturaliów skór, futer i przedniej lub tylnej ćwiartki ubitych zwierząt.

 

A w szczycieńskim zamku…

 

Ciężkie to były czasy, gdy nie było zegarków, a rytm dnia dla załogi szczycieńskiego zamku i osady podzamkowej wybijały uderzenia w dzwon, który mieścił się w zamkowej kaplicy.

 

Pierwsze uderzenia, zwane prymą, było już słychać o około czwartej nad ranem i sygnalizowały dla obsady szczycieńskiego zamku pobudkę i przygotowania do pierwszej modlitwy. Kolejne było słychać o około 10 przed południem i w tym czasie szczycieńscy Krzyżacy wraz ze swoimi giermkami byli już po mszy świętej, która zawsze była odprawiana ku czci Matki Boskiej, patronki Zakonu. Dopiero po nabożeństwie mogli zjeść posiłek i iść wypełniać swoje codzienne obowiązki.

 

Zarówno szczycieńscy Krzyżacy, jak i inni bracia, spali w koszulach, obuwiu i nogawicach, a w latach późniejszych w coraz częściej używanych spodniach. Nie było to jednakże przestrzeganie reguł nadanych z góry przez zwierzchników Zakonu, ale miało wymiar - rzec można - „militarny”. Dzięki temu w każdej chwili byli gotowi do walki. Nie wolno im było również chodzić boso, ponieważ zaliczało to się wówczas do bardzo ciężkiego umartwienia, a na to trzeba było w sposób szczególny zasłużyć.

 

Odzież była skromna, każdy ze szczycieńskich krzyżaków miał dwie zmiany bielizny i ubrań oraz jeden lub dwa płaszcze, a ponadto worek do spania i dwie zmiany pościeli. Polowanie było zakazane, chociaż i tu były odstępstwa, bo w nielicznych przypadkach w naszych okolicach pozwalano polować na niedźwiedzie, wilki i rysie, ale tylko z łukiem i oszczepem.

 

Ten rodzaj łowów należał do jednych z najbardziej niebezpiecznych. Według reguły zakonnej, polowanie dla szczycieńskich braci zakonnych stanowiło nie rozrywkę, ale według nich - trudny i wspaniały obowiązek. Raz w tygodniu na zamku odbywało się również spotkanie kapituły, które w swej formie bardziej przypominało odprawę. Każdy z obecnych musiał wyznać swoje wykroczenia, a gdy je zataił, inni wiedząc o tym - zobowiązani byli go wydać. Istniał również zakaz przechowywania jakiejkolwiek formy gotówki, ale tylko przez noc oraz zakaz posiadania wszelkiego zbytku. Kapituła stanowiła wówczas niewątpliwie najsilniejszą formę utrzymania dyscypliny w całym państwie zakonnym.

 

Opis do zdjęcia: Krzyżak na tle średniowiecznego zamku szczycieńskiego. Wizualizacja komputerowa zamku – Paweł Trzciński



Komentarze do artykułu

Napisz


Komentarze

  • W powiecie dużo starego, ale bez... Nowocińskiego
    Siedzą sobie mali chłopcy w piaskownicy. Rozmawiają o swojej przyszłości. Ale żaden z nich nie chce zostać strażakiem, maszynistą, czy policjantem. Wszyscy marzą o tym, że by kiedyś w Szczytnie rozdawać \"karty\" ze stołków w ratuszu. I nie było by w tym marzeniu nic dziwnego gdyby po drodze do jego zrealizowania chłopcy zdobyli odpowiednie wykształcenie, ogładę towarzyską, empatię i umiejętność \"służenia pomocą\" drugiemu człowiekowi. Ale czy tak się stało...? Jak na razie moim zdaniem stało się jedynie kolesiostwo. Wiadomo, przyjaźń z piaskownicy rzecz święta!
    Autor: Teresa TTT
    2018-12-12 10:17:29
  • Kraków wraca do Szyman, Lwów zostaje
    Czy są szanse na wznowienie połączenia z Berlinem?
    Autor: Aga
    2018-12-12 07:13:28
  • Mapa potrzeb aktywnych obywateli
    Czy można gdzieś zapoznać się z tym raportem w necie?
    Autor: Mieszkaniec Szczytna - Jan Mazur
    2018-12-10 23:22:21
  • Kot postawił strażaków na nogi
    To nie kot ,tylko ktoś postawił strażaków na nogi.Jaja sobie robią.
    Autor: Wiewiorka
    2018-12-10 20:06:27
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    I proszę na głos i ze zrozumieniem przeczytać definicje tego słowa.
    Autor: Mieszkanka
    2018-12-10 19:15:09
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    Hola hola tu nikt nikogo nie poniża proszę się nie rozpędzać. Nie padają wyzwiska wulgaryzmy itp. Jest tylko własne zdanie i nic innego:)
    Autor: Mieszkanka
    2018-12-10 19:09:42
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    Do Ccc. Jeżeli wypisuje się jakieś komentarze, to warto dokładnie sprawdzić a nie wypisywać głupoty. 6 tysięcy to ma cała gmina a nie Świętajno. Świętajno ma około 2 tysięcy mieszkańców.
    Autor: Ela
    2018-12-10 10:12:34
  • InnoPolice już po przetargu, droższe o 14 milionów
    Widzę że temat budzi emocje więc może kilka faktów. InnoPolice kojarzone z WSpol niestety to tylko mit. WSPol pomagał tylko do etapu koncepcji więc bezpieczeństwem będą tam zajmowali się samorządowcy lub emeryci. Zainteresowanie tym produktem było szacowane tylko na podstawie danych statystycznych GUS! Może obecny Burmistrz będzie miał odwagę aby powiedzieć oficjalnie mieszkańcom na co się porywają :) Koszt utrzymania a możliwość generowania ewentualnych zysków? Jaki trzeba będzie wygenerować obrót aby koszt zamknąć na 0? itd. Włącz pan wyobraźnię, jeśli to nie za trudne!!!
    Autor: miejscowy
    2018-12-10 08:49:44
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    Mieszkanko, słowo hejt nie jest popularne, ale ma swoje zdefiniowane określenie. Z DEFINICJI: Co oznacza słowo hejt? To spolszczona wersja słowa hate, czyli nienawidzić. Hejtem określa się działanie w Internecie, które jest przejawem złości, agresji i nienawiści. Wielu internautów czuje się w sieci bezkarnych, dlatego chętnie obrażają innych. Złudne poczucie bezkarności i anonimowości popycha ludzi do cyber -przemocy. Należy również zadać pytanie o powody krytyki innych – często wypływa to z niskich pobudek osób krytykujących. Jest to być może próba dowartościowania samego siebie kosztem kogoś drugiego, bezmyślność, czerpanie „chorej” satysfakcji z poniżania innego człowieka, nadmiar czasu i brak pomysłu na jego spędzenie. Spod płaszcza anonima wylewa się fala nienawiści, złości, głupoty czy psychopatycznego poczucia wartości. Mieszkanko powoływanie się na \"pół wsi\" to nie jest własna opinia... Również życzę miłego wieczoru i spokojnej nocy.
    Autor: Ccc
    2018-12-09 23:32:57
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    O Boże..no tak tak tak samo jak kultura była we Wielbarku stoisko przepiękne ale reszta... Hehehe przepraszam tak.... KULTURA
    Autor: Mieszkanka
    2018-12-08 23:33:23