Czwartek, 21 Wrzesień, Imieniny: Eustachego, Faustyny, Renaty -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Niestrudzony starosta

15 listopada 1914 roku w niedzielny poranek starosta von Poser po raz kolejny w ramach swoich obowiązków meldował nadrzędnym władzom o sytuacji panującej w powiecie.


W Olsztynie przyjęto to z pewnym zaskoczeniem, ponieważ według wydanego poprzedniego dnia zarządzenia, w mieście nie powinno być już nikogo z członków szczycieńskiego magistratu i lokalnych władz. Von Poser przedstawił sytuację i wyjaśnił, iż w mieście pozostanie do końca i zapewnił, że wraz z burmistrzem Meyem będą ostatnimi mieszkańcami, którzy opuszczą zagrożone Szczytno. Takie postępowanie szczycieńskiego starosty odbiło się szerokim echem w całym państwie.

Tego samego dnia starostę zaniepokoił brak wody oraz gazu. Wraz z burmistrzem i pracownikami starostwa niezwłocznie przybyli do gazowni, nie zastali żywej duszy. Poprzedniego dnia po południu dwaj pracownicy gazowni, słysząc gwiżdżące odłamki rozrywanych pocisków, po prostu uciekli. Po wstępnych oględzinach stwierdzono, że przyczyną awarii był odłamek pocisku artyleryjskiego, który wybił w głównym piecu dziurę wielkości pięści. Nie było czasu na zastanawianie się nad tym, co robić. Wygaszenie głównego pieca mogło spowodować przerwę w pracy gazowni nawet do dwóch tygodni. I podobnie jak w przypadku pożaru, najwyżsi przedstawiciele miejscowej i powiatowej władzy sami niezwłocznie przystąpili do usuwania awarii. Dzięki ich interwencji wieczorem w mieście znów normalnie funkcjonowała gazownia.


 

Potyczki z Kozakami

Wraz z drugą połową listopada 1914 roku życie w naszym mieście powoli zaczęło się stabilizować. Do niewielkiej, przebywającej w mieście grupy mieszkańców coraz rzadziej dochodziły wiadomości o prowadzonych w powiecie walkach. Jeżeli już jednak do takich dochodziło, to ograniczały się one do niewiele znaczących potyczek z kozackimi patrolami.

Wiadomość o jednej z nich starosta von Poser otrzymał rankiem 16 listopada. Dzień wcześniej dość spory - bo liczący około 40 mężczyzn - oddział Landwehry przygotował w okolicach Szyman zasadzkę na niewielki oddział kozacki, nękający już od dłuższego czasu pobliskie okolice.

Po trwającej niespełna godzinę walce... trupem padło 5 Kozaków, natomiast z naszej strony nie ponieśliśmy jakichkolwiek strat, co świadczy o dobrym przygotowaniu naszych żołnierzy, którzy w każdej chwili zdolni są do poniesienia największej ofiary w imię obrony granic naszej Ojczyzny... Tak pisał jeszcze tego samego dnia starosta w specjalnym raporcie skierowanym do władz w Olsztynie. Dwa dni później w celu wzmocnienia granic w rejonie Rozóg i Wielbarka do naszego miasta przybyło 40 żołnierzy z 4. Regimentu Ułanów.

Pismo wysłane do Olsztyna miało specyficzny wymiar. Wiadomo było, że von Poser, przedstawiając w jak najlepszym świetle swych żołnierzy, jednocześnie sobie wystawiał świadectwo, że ponad wszystko dba o miasto i powiat.

Jednakże, jakkolwiek by na to patrzeć, był to człowiek godny piastowania powierzonego mu stanowiska. Na takie poświęcenia, które niejednokrotnie łączyły się z narażeniem życia, dziś niewiele osób byłoby stać. Jak już jednak wcześniej wspomniałem, dawniej urzędy miejskie piastowali ludzie niezależni finansowo, dla których ogólne dobro społeczne i własny honor oraz dobre imię były ważniejsze niż osiągnięcie jakichkolwiek osobistych korzyści.


 

Powrót do miasta

Część mieszkańców, która w sierpniu ze względu na bezpieczeństwo postanowiła opuścić Szczytno, zaczęła powracać do swych domostw. Już od dawna dochodziły do nich wieści o zniszczonym mieście, jednakże to, co zastali, przeszło ich najśmielsze oczekiwania. Prawie całe śródmieście Szczytna - poza nielicznymi budynkami - legło w gruzach.

16 listopada do miasta powrócili m.in. lekarz, piekarz i rzeźnik, którzy z racji wykonywanych przez siebie zawodów byli po prostu niezbędni. Dość dużym problemem, ze względu na porę roku, było wyżywienie. Mięso, które przechowywano w specjalnej chłodni w rzeźni miejskiej, w większości uległo zepsuciu, a to, które zostało, nie mogło pokryć zapotrzebowania. Zapasów żywności, przywiezionych ze sobą przez mieszkańców, starczyło zaledwie na kilka dni. Sytuacja stawała się coraz bardziej tragiczna. Stan klęski głodowej potęgował panujący silny mróz.

Von Poser jak tylko mógł pomagał znajdującym się w potrzebie mieszkańcom Szczytna, niejednokrotnie oddając własne zapasy żywności. Jednakże starosta wiedział, że nie starczą one na długo. Codziennie wysyłał wręcz błagalne depesze do nadrzędnych władz w Olsztynie i Królewcu, przedstawiając w nich ciężką sytuację mieszkańców Szczytna.

W ciągu zaledwie kilku dni do naszego miasta napłynęła dziwna przesyłka. Pod budynek ratusza podjechał ciężarowy samochód, kierowca wręczył staroście specjalną pocztówkę z życzeniami od prezydenta regencji Hellmanna oraz poinformował, iż wszystko, co znajduje się na samochodzie (mąka, kawa, cukier, sól, a nawet cygara i gatunkowe wino) jest darem dla mieszkańców miasta. Na wieść o darze Hellmanna w innych rejonach państwa zaczęto organizować zbiórki żywności i odzieży. W ciągu zaledwie kilku dni do Szczytna - niewielkiego miasta leżącego przy południowej granicy państwa - zaczęła napływać pomoc materialna z całego kraju.


 

Pomoc dla Szczytna

Zniszczenia, jakie spotkały państwo były ogromne. Mieszkańcom - o czym już wcześniej wspomniałem - władze, a w szczególności społeczeństwo niemieckie z miejsca pośpieszyły z pomocą. Jeden z pierwszych transportów przyjechał do Szczytna w 1915 roku z Westfalii, a dokładnie z powiatu Hattingen, którego starostą przez blisko 4 miesiące aż do września 1914 roku był Wiktor von Poser.

I w tym przypadku widać jak mocne było zaangażowanie von Posera w sprawę poprawienia ciężkiego bytu mieszkańców Szczytna. Znając bardziej zamożnych i wpływowych mieszkańców powiatu, w którym wcześniej był starostą, w ciągu zaledwie dwóch dni zebrał dość sporą, jak na ówczesne czasy, sumę w wysokości 500 marek. Oprócz tego w Hattingen wśród mieszkańców zorganizowano zbiórkę niezbędnych artykułów. W ten sposób zdołano zebrać prawie dwa wagony odzieży i prawie wagon żywności.

Niespełna dwa miesiące później z Izby Rolniczej Prowincji Poznańskiej nadeszło aż 40 tysięcy marek, które w większości przekazano na odbudowę wsi w powiecie oraz utworzenie specjalnego funduszu melioracyjnego.

Mniej więcej w tym samym czasie większe i mniej zniszczone wskutek działań wojennych miasta niemieckie zaczęły obejmować patronat na odbudową miast i miasteczek pruskich. Owe patronaty wprowadził ówczesny szef berlińskiej policji baron von Lüdinghausen - notabene serdeczny i bliski przyjaciel starosty von Posera. To dzięki takim wpływom i układom von Poser zdołał wyjednać, aby patronat nad naszym miastem objęły dwa największe miasta w Niemczech i Austrii - najpierw Berlin, a później Wiedeń.

Jednym z inicjatorów berlińskiego patronatu nad naszym miastem był były starosta berliński Klitzing, który w wojennym czasie był szefem zarządu A.G. Bank Kredit w Berlinie. To dzięki jego staraniom już 8 czerwca 1915 roku do szczycieńskiego powiatu z Berlina przybyła specjalna komisja w celu wstępnego oszacowania poniesionych strat materialnych przez miasto i powiat szczycieński. Jednym z warunków, aby jakiekolwiek miasto wówczas mogło mieć patronat, było wykonanie prac związanych z odbudową zniszczeń na łączną sumę 14 tysięcy marek.


 

Walka ze zniszczeniami

W Szczytnie, które pod koniec sierpnia 1914 roku uległo znacznym zniszczeniom, trwały ożywione przygotowania do odbudowy miasta. Na początku czerwca 1915 roku ówczesne szczycieńskie władze wydały specjalne rozporządzenie, na mocy którego wszyscy mieszkańcy zdolni do pracy, mieli się zgłaszać do odgruzowywania. W dość szybkim czasie zdołano ułożyć specjalne - choć często prowizoryczne - torowiska kolejki wąskotorowej w najbardziej zniszczonych miejscach, prowadzące do podmokłych, bagnistych obszarów miasta. Materiał z gruzowisk był używany do zasypania bagien.

W ramach odgruzowywania Szczytna wzdłuż Jeziora Domowego Małego ułożono piękną, spacerową promenadę. W jej środku utworzono główny plac, nazwany wówczas imieniem Geheimrata Melchiora (Melchiorplatz), zasłużonego szefa komisji prowadzącej wcześniejsze regulacje urbanistyczne w mieście. W ten sposób powstał dzisiejszy Plac Wolności. Zasypano także znaczne połacie mokradeł Białej (dziś tereny pomiędzy ulicami Żwirki i Wigury, 1 Maja i Żeromskiego).



Powiązane wydarzenia

  • Piątek, 2017-06-16 11:07:18

Starosta godny naśladowania

  • Piątek, 2015-05-29 20:24:17

Nie żyje były starosta szczycieński



Komentarze do artykułu

Napisz

Komentarze

  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Pani nauczycielko prosze sie nie przejmowac. Niech rodzice poswiecaja wiecej czasu dzieciom i na wycieczke zabiora. A nie wszystko nauczyciel. Babcia niech tez sie ruszy a nie tylko plotki po wsi robi. Jest pani cudownym nauczycielem. Pracowitym jakich malo. Coraz mniej was sie robi w szkole takich oddanych i lubianych nauczycieli. Jedna pani tez miala pod gorke z kolezanka od tego samego przedmiotu. Przezyla i wyszla z tego silniejsza i madrzejsza. Co nas nie zabije to nas wzmocni.
    Autor: rodzic
    2017-09-15 23:43:09
  • Nocny pościg zakończył się wypadkiem
    JP
    Autor: WIELBARK
    2017-09-15 13:41:04
  • Piotr Karczewski zamienił fizykę na motocykl
    Prawdziwy klub Jurand to był w latach 90-tych. Teraz to zebrała się grupka emerytów i przejęła 'niezarejestrowaną' nazwę. Nie wiem czy kilku 'prawdziwych' motocyklistów jest w tym klubie :)
    Autor: johnny
    2017-09-15 11:27:12
  • Nocny pościg zakończył się wypadkiem
    jak on uciekł jak napisali że jest zatrzymany?
    Autor: eryery
    2017-09-14 22:18:29
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Jedna z nielicznych nauczycielek, która cokolwiek robiła dla uczniów. Pewnie "najmadrzejsi" róbcie z niej główna winną, a później to narzekajcie, że nauczyciele nic z dziećmi nie chcą robić. Szósta klasa to już nie takie dzieci, dziewczyny wystroić i umalować do szkoły się potrafią a proste polecenie do nich nie dociera, to raczej z nimi coś nie tak jest
    Autor: Rodzic
    2017-09-14 21:54:27
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Nie oszukujmy się .. dzisiejsze dzieci trudno jest dopilnować. Nauczycielka nie jest wszystkiemu winna. Po jednym owocu nie stałoby się nic, a że rodzice nie nauczyli dzieci żeby słuchać starszych to efekt jest.
    Autor: Wielbark
    2017-09-14 20:55:18
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Kto mądrzejszy,to sprobowal, a nie sie nazarl. Ech, dzieciaki, rodzice nie nauczyli, czego nie można...szkoda nauczyciela, siedziec z nimi w szkole,w ksiazce czarny bez pokazac i powiedziec,ze szkodliwy,a nie do lasu zabierac.
    Autor: winatuska
    2017-09-14 20:54:13
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Byłam tam i to wcale tak nie było. Nauczycielka powiedziała uczniom, że mogą spróbować, ale dodała, że tylko jedno. Oni zaczęli jeść garściami i wyszło jak wyszło. Ja na szczęście tego świństwa nie jadłam, ale oni już tak, więc to po części wina nauczycielki i nasza.
    Autor: [x]
    2017-09-14 20:15:13
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Szosta klasa to dzieci dwunastoletnie, nauczycielka mowila zeby sprobowali to tak tez zrobili. Zreszta nauczycielka tez probowala takze nie zwalajmy wszystkiego na dzieci. A czemu nie napisano, ze byla szostka zatrutych dzieci a nie czworka? Nauczycielka to zona dyrektora szkoly, wiec najlepiej teraz ja bronic i wszystko na dzieciaki zwalic. Skoro nauczycielka od przyrody nie wiedziala, ze nie mozna jesc czarnego bzu to wodac ze jest niekompetentna w swoim zawodzie
    Autor: Lala
    2017-09-14 19:51:37
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Pewnie się obczytały że faza po tym będzie i zjadły.Nie ma co winić nauczycielki.
    Autor: W
    2017-09-14 18:30:31