Wtorek, 16 Październik, Imieniny: Jadwigi, Leonarda, Teresy -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Mistrzyni w łucznictwie Hania Sadowska (zdjęcia)


Hanna Sadowska została mistrzynią Polski w Łucznictwie Tradycyjnym. Trudno powiedzieć, czy to sport popularny i zapewne niewiele osób wie, czy i jak wiele trzeba włożyć wysiłku w zdobywanie takich laurów. Hania wie – więc opowie.



Długo już trenujesz?

 

Kilka lat, ze trzy. Wtedy zaczęłam brać udział w turniejach. Ale już rok wcześniej zostałam członkiem naszej szczycieńskiej drużyny łuczniczej, działającej przy Miejskim Domu Kultury i w strukturze polskich grup rekonstrukcyjnych, historycznych występujemy jako 34. Chorągiew Komturii i Miasta Szczytno. Wtedy, przez ten rok, można powiedzieć, że się przyuczałam, także do strzelania z łuku.

 

A skąd pomysł, by w ogóle do tej drużyny – Chorągwi, przystąpić?

 

To było spontaniczne. Któregoś roku wyglądałam z okna biura i widziałam, jak w ruinach odbywały się jakieś zawody czy pokazy łucznicze. Tak mi się to wtedy spodobało, że postanowiłam na drugi dzień iść i się zapisać. I tak zrobiłam. Widziałam tylko łuki i bardzo chciałam nauczyć się z nich strzelać. Nie wiedziałam, że to drużyna rekonstrukcyjna, że to znacznie, znacznie więcej atrakcji, emocji, fantastycznych wydarzeń i przeżyć. Ale już się o tym przekonałam i jedyne, czego żałuję to to, że tak późno się o tym dowiedziałam i tak późno zaczęłam.

 

W jakich wydarzeniach brałaś już udział?

 

Chyba nie jestem, w stanie wymienić. Jeżdżę gdzie tylko mogę (gdy czas pozwala). Różnych turniejów łuczniczych jest wiele. Na przykład w obrębie naszego województwa Grunwaldzka Akademia Miecza organizuje cały cykl takich zawodów. Jest też rozgrywana Liga Północy, obejmująca właściwie całą właśnie północną część Polski ale... głównie Mazury. Odbywają się nawet – co może wydawać się aż niemożliwe w łucznictwie – turnieje korespondencyjne. Są to turnieje organizowane lokalnie, a ich wyniki następnie są porównywane i oceniane w skali ogólnokrajowej.

 

Mimo wszystko wydaje się, że 3 lata trenowania, by zostać mistrzem, to strasznie mało...

 

Bo to nie tylko czas, ale głównie intensywność trenowania, a ja strzelam z łuku w każdej wolnej chwili, dosłownie – w każdej. Nawet jak gotuję obiad, to między wrzuceniem mięsa do garnka a obieraniem warzyw znajduję chwilę na 3-4 strzały we własnym ogrodzie.

 

Czyli masz w tym ogrodzie urządzoną jakąś strzelnicę?

 

Wiele zachodu nie trzeba. Wystarczają stojaki i mata łucznicza. Te elementy są do kupienia, ale na swoje potrzeby sama sobie produkuję tarcze ze słomy czy słomy. Teraz już mój „tor strzelecki” nie jest zabezpieczany, ale na początku, gdy z celnością jeszcze najlepiej nie było, ochraniałam moje miejsce strzelania w ogrodzie dodatkową siatką. I nie trzeba tu wcale, przynajmniej na początku, jakichś szczególnie profesjonalnych „narzędzi” ani sprzętu. Problemem dla łuczników, a my w Szczytnie ten problem odczuwamy dość dotkliwie, jest trenowanie zimą. Nie jest do tego potrzebne jakieś szczególnie przystosowane miejsce, ale dach nad głową i trochę przestrzeni musi być. Korzystamy gościnnie z sal gimnastycznych, ale to bywa kłopotliwie, bo tor trzeba rozłożyć, później złożyć, a nie zawsze sala jest na tyle długo wolna, że możemy się „wcisnąć”.

 

Do poważniejszych zawodów, w których zresztą cała szczycieńska drużyna odnosi niebagatelne sukcesy, łuk chyba musi być jakiś porządniejszy? Nie wystarczy taki, jaki się kiedyś robiło u dziadka na wakacjach: kawałek przygiętego patyka z uwiązanym sznurkiem?

 

I na początek to naprawdę w zupełności wystarczy. Powiem nawet, że na jednym z większych wydarzeń łuczniczych dwóch chłopców – zawodników zrobiło sobie takie łuki, a strzelanie i tak szło im doskonale. Ale łuków, tych tradycyjnych, jest mnóstwo. Trzeba pamiętać, że jest to broń, która była używana chyba na całym świecie, w różnych okresach historycznych, w różnych wojskach, bitwach itp. Inaczej swoje łuki robili Indianie, inaczej np. Mongołowie czy Tatarzy. I dzisiaj też te różnice są podkreślane. W rekonstrukcjach historycznych są używane takie, które w danym okresie czy danym wydarzeniu były faktycznie wykorzystywane. I właściwie z takich właśnie strzelamy na turniejach. Na pewno ich mechanika jest nieco odmienna od pierwowzorów, bo technologię produkcji mamy lepszą, ale... drzewa gorsze, ale wszyscy, w tym najlepsi producenci, starają się, by te nowe „stare” łuki były do tych pierwowzorów jak najbardziej zbliżone.


 

A twój łuk?

 

Który? Bo mam cztery. Zaczynałam od klasycznego, jak to nazywamy „robina”, który ma 12 kg siły naciągu, a im stawałam się w tej sztuce sprawniejsza, tym używałam mocniejszych łuków: też „robina”, ale już z 16-kilogramowym naciągiem. Później używałam „kayi”. To krótki łuk, używany dawniej przez koreańskich konnych wojowników. Wspaniały, mój ulubiony, chociaż nie strzelam z niego jeżdżąc konno. Żałuję, bo tego akurat robić nie mogę, a bardzo bym chciała. Obecnie trenuję z kolejnym łukiem, naturalnym, walijskim dlatego, że takich używali dawniej Walijczycy. Co prawda ten mój jest odrobinę krótszy od tych pierwotnie bardzo długich łuków Wyspiarzy, bo sama jestem trochę od nich „krótsza”. Ten ma już 21 kg naciągu i nim właśnie wygrałam ostatni turniej w Golubiu Dobrzyniu.

 

Rozumiem, że łucznictwo stało się w ostatnich latach twoją ogromną pasją, wręcz miłością. Czy są jednak jakieś inne? Z tego co wiem, aktywności nigdy ci nie brakowało...

 

Od 10 lat ćwiczę i wciąż szlifuję pływanie. Idzie mi nieźle, na poziomie określanym jako zawodowstwo amatorskie. Obie te swoje sportowo-rekreacyjne miłości zaszczepiam każdemu w mojej rodzinie. Z różnym skutkiem, oczywiście. Ale tu muszę się pochwalić, że drużyną rodzinną, w skład której wchodzę ja, mój mąż i... nasza wnuczka, obecnie 11-letnia, trzy lata temu weszliśmy nawet do finału cyklu „Warmia i Mazury pływają”. Biorąc pod uwagę że Wiktoria miała wtedy lat osiem, a my oboje... cóż w sumie to już wiek, to ósme miejsce w gronie ekip o znacznie niższej średniej wieku, był to nasz sukces. Swoją drogą, to właśnie wnuczce, Wiktorii, go zawdzięczamy, bo miała najlepszy czas. Ale w ubiegłym roku w tych zawodach indywidualnie wygrałam, a w tym roku zwycięski puchar znów należał do mnie.

 

Czy strzelaniem z łuku też wnuczkę już zaraziłaś?

 

Próbuję, oczywiście. Gdy jest w Szczytnie uczestniczy ze mną w różnych rekonstrukcyjnych wydarzeniach. Zawsze w przebraniu idzie ze mną w Jurandowym orszaku podczas Dni i Nocy Szczytna. Niestety, na co dzień mieszka w Hamburgu. I tam, co mnie bardzo cieszy, kontynuuje trenowanie pływania. Nie wiem, jak to przełożyć na polskie struktury sportowe, ale w tym roku Wiktoria „wypływała” sobie niemiecką Złotą Kartę, co stawia ją w grupie już dobrych pływaków.

 

Coś nowego masz w zanadrzu? Czy na wszelki wypadek wolisz już nie wyglądać przez biurowe okno, żeby cię nic innego tak radykalnie nie wciągnęło?

 

Zupełnie hobbystycznie param się trochę też tkactwem średniowiecznym. Robię np. krajki. Tak mi zostało z początków działalności w drużynie, gdy to strzelanie było trochę uboczne, a rekonstrukcje główne. I do tych rekonstrukcji trzeba było samemu przygotowywać sobie stroje, robić rekwizyty. W tej chwili łuk króluje niemal niepodzielnie, bo zaczynam treningi do Mistrzostw Europy. Zresztą nie tylko ja, bo cała drużyna. To już, można powiedzieć, nieco „wyższa szkoła jazdy”, większe wymagania, większe potrzeby, w tym finansowe i sprzętowe głównie. I tylko nasze drużynowe możliwości nie chcą czemuś rosnąć tak, jak te europejskie wymagania, a ani drużynowo, ani indywidualnie nie mamy jakiegoś „dobrego wujka”, który miałby jednocześnie i pieniądze, i upodobanie do łucznictwa. Mimo to mam nadzieję, że pojedziemy na te mistrzostwa i pokażemy wszelkim prawdziwym potomkom Robin Hooda czy Wilhelma Tella, jak się naprawdę strzela z łuku!

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Powiązane wydarzenia

  • Poniedziałek, 2018-10-15 10:54:17

II Jarmark Smaku w Dźwierzutach (zdjęcia)

  • Wtorek, 2018-10-09 14:09:18

Piłka z pieczonym ziemniakiem (zdjęcia)

  • Poniedziałek, 2018-10-08 16:35:53

Rywalizowali o puchar sołtysa (zdjęcia)

  • Niedziela, 2018-10-07 19:35:45

Kombajn stanął w ogniu (zdjęcia)


Komentarze

  • Dwie oferty na stołek po dyrektorze Cimoszyńskim
    a Wilczek to z jakiej partii ,PO czy PSL ?????
    Autor: lulu
    2018-10-15 19:26:22
  • Szczytno potrzebuje nowej energii
    Doświadczenie zdobyte w ZOMO też się pewnie przyda na te mosty, drogi i ścieżki...
    Autor: pamiętliwy
    2018-10-15 11:10:36
  • Danuta Górska, Gospodarz nie Polityk
    Do "Śmiechu warte". Nieco późna pora, ale mnie tknęło, żeby sobie pobuszować w necie. Zgadzam się z Tobą, że to smutne. Ale taka prawda. Wolę dać się okradać komuś, kogo znam znam. Mniej więcej wiem z czego mnie skroi. Te nowe wilczki, czy tam warchlaczki - w ogóle mają kiepskie pojęcie o świecie. Zmiana jest potrzebna. Tu nie ma dyskusji. Ale zmiana na lepsze, a nie zmiana "na nowszy model". Górska stoi za Wilczkiem. Wilczek stoi za Górską. Za Gontarzewskim stoi PiS. Za Mańkowskim stoją sportowcy + PSL + PO. PSL+PO + Mańkowski stoją za Starostą. Znikąd ratunku. Ci tzw. młodzi w tych tzw. stowarzyszeniach są nabierani - albo dają się nabierać - więc im nie wierzę, bo dają twarz starym układom. Młode świnki, stare świnki - co to za różnica. Wolę te bardzie utuczone - mniej jedzą - a ja je kiedyś dopadnę - Biały Kieł
    Autor: Śmieszek
    2018-10-15 01:44:53
  • Danuta Górska, Gospodarz nie Polityk
    Ona nie pracuje dla niczyjego dobra, wraz z innymi zabroniła pozostać, mieszkać matce i dziecku w swoim mieście Szczytnie,i nie jest w takim przypadku burmistrzem dla Wszystkich jak mòwi itd.matka tą ma zdolności między innymi rzeźbiarskie, dziecko też ma zdolności, i nawet jeśli by po nich coś pozostało to nikt w takim przypadku nie ma do tego prawa, nie mają prawa wyciągać po to rąk. Amen.
    Autor: Megi
    2018-10-14 22:04:58
  • Danuta Górska, Gospodarz nie Polityk
    Czyli Śmieszku cenisz stare układy, bo już się najedli? Bardzo to smutne, że tak wygląda na ten moment sytuacja w mieście, które zmarnowało w ten sposób swój potencjał, jeżeli stare wadery i basiory nadal się nie najedli za podatników pieniądze. To kpina z demokracji.
    Autor: Śmiechu warte
    2018-10-14 22:04:41
  • Danuta Górska, Gospodarz nie Polityk
    Do "Śmiechu warte". No to tak: te stare basiory i wadery bardzo dobrze prowadzą swoje młode wilki (wilczki). To widać, słychać i czuć. Z każdej strony. Jak wejdzie ten młody miot, to po prostu będzie jatka, bo się będzie chciał odkuć za lata niedojadania. Natomiast basiory i wadery już utuczone nie będą może takie "żerkie". Poza tym wiedzą jak się poruszać po tym lesie, co go znają od lat. Ponadto te wadery i basiory to gruba przesada: wszyscy ciągną do koryta, a więc knury, lochy i warchlaki. Z pozdrowieniami - Biały Kieł
    Autor: Śmieszek
    2018-10-14 20:04:24
  • Rafał Wilczek z charyzmą i pazurem
    Krzysiu, więcej charyzmy niż u ciebie.
    Autor: Wilczy pazur
    2018-10-14 19:31:39
  • Rafał Wilczek z charyzmą i pazurem
    Owej charyzmy i pazura u Pana Wilczka nieto nie widać jedyne co można dostrzec po spolegliwość i partyjne powiązania.
    Autor: Krzysztof
    2018-10-14 11:15:44
  • Danuta Górska, Gospodarz nie Polityk
    Śmieszku, a jak wyjaśnisz takie zachowanie: cztery kadencję w samorządzie, a teraz piątą? Nie polityk a gospodarz? Chyba odwrotnie.
    Autor: Śmiechu warte
    2018-10-12 20:00:33
  • GWIAZDKI Czytelniczki trafiły do sierżanta Niedzieli
    To ja bym chciał aby NIEDZIELA trwała w Szczytnie zawsze! Gratulacje!
    Autor: Waga
    2018-10-12 13:32:58