Czwartek, 19 Lipiec, Imieniny: Kamila, Karoliny, Roberta -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Miejsca znane, ale... nieznane - Dom Pomocy Społecznej w Szczytnie (cz.3)

Wraz z początkiem 1945 roku budynek dawnej Landwirtschaftschule był rozgrabiony i znacznej części zniszczony wskutek podpaleń dokonanych przez radzieckich żołnierzy. Musiało upłynąć kolejne 8 lat, aby kompleks częściowo odbudować i zaadaptować go do użytkowania.



Powstanie DPS

 

II wojna światowa, jak każdy z konfliktów zbrojnych, przyniosła ogromne zniszczenia dla każdej ze stron w nim uczestniczących. Bez dachu nad głową i specjalistycznej opieki znalazło się tysiące obywateli, których w naszym powiecie nie brakowało, a wciąż napływali nowi mieszkańcy. Na początku 1953 roku w Olsztynie podjęto decyzję o utworzeniu w powiecie szczycieńskim specjalistycznego domu opieki społecznej z myślą o ludziach starszych, schorowanych i samotnych.





Ferdynand Sosnowski – to w czasach, gdy on kierował szczycieńskim PDR, nastąpił rozkwit placówki.


 

















Już w lutym 1953 roku, dzięki działaniom Komitetu Opieki Społecznej, dokonano oględzin dawnej poniemieckiej szkoły dla młodzieży i ustalono, że będzie to najlepsza lokalizacja dla tego typu placówki. W tym samym roku, a dokładnie 1 lipca, dzięki Jadwidze Sobolewskiej, przewodniczącej wspomnianego komitetu oraz władzom Szczytna powstał Dom Opieki Społecznej. Przygotowano w nim 140 miejsc, co było liczbą dość znaczną w porównaniu z innymi tego typu obiektami w województwie.

 







Pierwsi podopieczni


Początki istnienia placówki ze względu na problemy aprowizacyjne nie były dość łatwe. Pierwszym kierownikiem DPS-u został Jan Oleszczuk. Ze względu na bliskość szpitala powiatowego, opiekę nad pensjonariuszami sprawowali doraźnie lekarze, którzy pełnili dyżury w szpitalu.
 

Pierwszymi podopiecznymi były 4 osoby, do których stopniowo dołączali inni mieszkańcy naszego miasta i powiatu. W obiekcie było zatrudnionych pięciu pracowników: kierownik, księgowy, referent i jednocześnie magazynier oraz kucharka.


Dość dużym ograniczeniem w sukcesywnym przyjmowaniu podopiecznych do DPS-u były trudności związane z jego wyposażeniem. W listopadzie 1953 roku stacjonujący w naszym mieście (w obecnym WSPol-u) polski pułk piechoty przekazał do obiektu dość znaczną liczbę poniemieckich szafek wojskowych, łóżek i wyposażenia kuchni, które wcześniej zostały rozgrabione przez Sowietów lub też szabrowników. Mniej więcej w tym samym czasie, dzięki staraniom kierownika placówki Jana Oleszczuka, DPS otrzymał z Państwowego Funduszu Ziemi 50 hektarów gruntów rolnych.

 

Brak lekarzy
 

Placówka powoli się rozwijała, a podopiecznych przybywało. Priorytetem dla kierownika placówki stało się zatrudnienie etatowego lekarza, ale w tym okresie można było o tym co najwyżej pomarzyć, bo ówcześni lekarze niechętnie osiedlali się na tzw. Ziemiach Odzyskanych.

 

Mimo to kierownik Oleszczuk zdołał zrealizować swoje marzenie, przynajmniej częściowo. 1 kwietnia 1954 roku na pełny etat została zatrudniona w DPS-ie dyplomowana pielęgniarka Jadwiga Grabowska, która - według wspomnień - bardzo dobrze spełniała spoczywający na niej obowiązek i niejednokrotnie w wielu diagnozach ze względu na swoje wykształcenie, częściowo zastępowała i lekarza.
 


1 maja 1954 roku zmieniło się kierownictwo i szefem DPS-u został Kazimierz Matysiak, który rozwiązał problem z opieką medyczną. Po kilku miesiącach zatrudniono również i lekarza internistę - doktora Kurza, który przyjmował tylko w ciągu dnia. Z czasem dołączyli do niego i inni specjaliści, przyjmujący podopiecznych DPS-u w ściśle określone dni tygodnia.

 

 

Zmiana nazwy


W drugiej połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, gospodarstwo rolne, które należało do placówki i było przez nią prowadzone czyniło DPS samowystarczalnym. Hodowano wówczas m.in. krowy, konie i kozy, a dość duży ogród przyległy do obiektu dostarczał niezbędnych warzyw i owoców.
 

Uzyskiwano nawet spore nadwyżki plonów, które sprzedawano pozyskując dodatkowe środki na potrzeby placówki. Ten dodatkowy dochód praktycznie od ręki „konsumowano”, wykonując remonty i naprawy.

 

Po niespełna pięciu latach od uruchomienia placówki, na kierowniczych stanowiskach znów nastąpiły roszady. Nowym szefem szczycieńskiego DPS-u został Ferdynand Sosnowski. Mniej więcej w tym samym czasie przemianowano nazwę placówki z Domu Pomocy Społecznej na Państwowy Dom Rencistów.
 

 

Najstarsza powojenna podopieczna
 

W kronice placówki przewijają się wspomnienia i opisy jej funkcjonowania. Czytamy np.: „… to nie to samo, co dawne przytułki. Tu zamieszkują dobrowolnie i niejednokrotnie całe małżeństwa lub samotne starsze osoby, które chcą mieć zapewnioną dobrą opiekę na stare lata…”
 

Jedną z najstarszych pensjonariuszek w okresie powojennym była 99-letnia Luiza Marcińczak, która przybyła tu aż z powiatu piskiego Pani Luiza została odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi za swój ogromny wkład w krzewieniu mazurskiej kultury ludowej.



Luiza Marcińczak – najstarsza powojenna pensjonariuszka PDR.





Niejednokrotnie uczestniczyła w nagraniach radiowych, utrwalając tym samym zapomniane ludowe piosenki oraz baśnie i opowieści.

W dawnych opisach placówki można się natknąć na dość interesującą wzmiankę o niej:


„…Pani Marcińczak sama jeszcze potrafi nawlec igłę. Biegle czyta i pisze w dwóch językach: niemieckim i polskim. Mało kiedy choruje. Jest ponadto miłego i łagodnego usposobienia i nigdy nie opuszcza jej humor”.
 


Niestety, ale nie udało mi się uzyskać informacji, jak sędziwego wieku pani Luiza dożyła. Wiadomo mi jednak, że ściśle współpracowała z olsztyńskim Teatrem im. Stefana Jaracza.

 

Rozwój placówki


Wraz z początkiem lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, PDR w Szczytnie uzyskał znaczną pomoc materialną z międzynarodowej organizacji charytatywnej „Care”, która wspomogła placówkę ubraniami i żywnością.


W tym samym czasie, gdy PDR-em zarządzał Ferdynand Sosnowski, w Szczytnie w jego murach odbył się pierwszy krajowy zjazd kierowników domów opieki społecznej i państwowych domów rencistów.



Szczycieński obiekt wśród przybyłych z całego kraju gościach wywołał bardzo duże wrażenie i... zazdrość. Większość tego typu placówek w Polsce dosłownie ledwo wiązała koniec z końcem i na ich tle szczycieński PDR mógł uchodzić za arystokratę, ziemianina: 50 hektarów przydzielonej ziemi i bezinteresowna pomoc w zbiorach mieszkańców okolicznych wsi czyniły PDR w w Szczytnie bogaczem.

 

Coś dla „duszy”


Szczycieński PDR zaspokajał najważniejsze potrzeby podopiecznych, nie tylko te dla ciała, ale i dla ducha.
 

Dzięki staraniom kierownika Sosnowskiego, w PDR w Szczytnie bardzo szybko zaczęło się rozwijać życie kulturalne. Na początku 1960 roku powstał pierwszy zespół artystyczny ”Składak”, którym kierowała Eugenia Sawicka. Program i zakres działań artystycznych „Składaka” był bardzo rozbudowany, jednak niewątpliwie trzon stanowiły dość liczne występy, podczas których przedstawiano tańce i piosenki ludowe.

 

1 kwietnia 1960 roku w placówce powstała pierwsza biblioteka, którą prowadziła pensjonariuszka Janina Maciągowska – przedwojenna nauczycielka. Jej działalność nie kończyła się jedynie na ewidencjonowaniu wypożyczonych i zwróconych książek, ale również i na edukacji swych znajomych.


 

Nie jest tajemnicą, że w okresie powojennym dość znaczna liczba starszych ludzi nie potrafiła czytać i pisać. Janina Maciągowska, dzięki wsparciu kierownika, postanowiła popołudniami prowadzić zajęcia, które pozwoliły części pensjonariuszom szczycieńskiego PDR nauczyć się języka polskiego. Oprócz tego prowadziła również zajęcia z szydełkowania oraz hafciarstwa, które w jakiś sposób stały się terapią zajęciową.
 

W kronice PDR-u czytamy m.in.: „… pensjonariusze dzięki temu czuli się jeszcze potrzebni. Sami nie dowierzali swoim zdolnościom i z przyjemnością poddawali się tej pracy, a przy tym mile i szybko spędzali wolny czas…”.

 

 

 

Opisy do zdjęć:

1. Ferdynand Sosnowski – to w czasach, gdy on kierował szczycieńskim PDR, nastąpił rozkwit placówki.

2. 2. Luiza Marcińczak – najstarsza powojenna pensjonariuszka PDR.

3. 3. Zespół artystyczny „Składak”.

Wszystkie fotografie pochodzą z archiwum DPS w Szczytnie



Komentarze do artykułu

Szczytnianka

Część 4 - "mieszkaniec jest najważniejszy - inaczej", pracownik jest koniem pociągowym, a klika rządząca na promocjach w Lidu!!!

Napisz

Galeria zdjęć


Komentarze

  • Córki obwiniają lekarza o śmierć ojca
    Nocna opieka medyczna? To raczej kabaret! Zdarza się, że dzieci są badane przez lekarza ginekologa, który zachowuje się jakby bał się w ogóle je dotknąć!!! A na końcu i tak słyszymy: "Proszę poczekać do poniedziałku"
    Autor: Mama
    2018-07-18 13:29:35
  • Wmurowali kamień węgielny pod szpital (film)
    Te same ryje od lat, budowa skrzydła szpitala a pchają się przed kamery jak zwykle ludzie kompletnie nie mający nic z tym wspólnego.
    Autor: Szczytniak
    2018-07-18 10:24:02
  • Córki obwiniają lekarza o śmierć ojca
    Szpital w Szczytnie i Jego pożal się ..... Od lat to samo i co ? i nic.
    Autor: Jarosław"Pol...Zbaw...
    2018-07-17 21:38:11
  • 12 lat w wieży. Czy i co dalej? Rozmowa z burmistrz Danutą Górską
    Popieram w całości to co napisałaś "anna". Górska już dawno powinna odejść a w jej miejsce należy wybrać kogoś, kto będzie potrafił i chciał wykorzystać potencjał turystyczny Szczytna. Ona się nadaje wyłącznie do nasadzania kwiatków, co robi od lat.
    Autor: Marcin
    2018-07-17 10:50:09
  • Satyryczne namawianie do wyborów
    Do Mariana. Macie. Dokładnie 235 artystów abstrakcjonistów. Na Wiejskiej malują nam przyszłość rodem z zamierzchłej przeszłości. I czemu te tysiące wolą pracować na czarno u Niemca? Może lepiej płaci niż nasz patriotyczny biznes?
    Autor: massakra
    2018-07-14 18:07:40
  • Mańkowski kandydatem na burmistrza Szczytna
    Uważam Pana Krzysztofa za bardzo dobrego kandydata na burmistrza. Jest to szlachetny dobry człowiek nie kierowany zawiścią i próżnością. Trzymam kciuki Panie Krzysztofie
    Autor: Maria
    2018-07-13 23:40:00
  • Honorowa odznaka dla dyrektora Mańkowskiego
    Zasługi na rzecz rozwoju sportu motorowego :)
    Autor: stef
    2018-07-13 14:14:39
  • 12 lat w wieży. Czy i co dalej? Rozmowa z burmistrz Danutą Górską
    Burmistrz wskazuje że rozwiązała kwestię dróg czyli nie zauważa zakorkowania całego miasta. Jej zdaniem poprawa w niektórych miejscach nawierzchni jest wystarczająca. Budowane są mieszkania, owszem teraz 12 a wcześniej prawie 20 lat temu. Niestety oczekujących jest prawie 180 rodzin. Czyli na kolejne trzeba poczekać następne dzieścia lat? Są miejsca w żłobkach. Miejskich czy będą jak prywatny inwestor dopiero wybuduje? Wyludnianie się miasta można oceniać nie na podstawie meldunków lecz twardych danych GUS. Osoby przebywające w mieście czasowo (nauka, praca) nie powodują wzrostu dochodów miasta. Pani Burmistrz powinna chyba bardziej realnie stąpać po ziemi. Ps. nawiązując do opisywanego obrazu Picassa to parafrazując co mi po pięknych ścianach mieszkania skoro nie stać mnie będzie na meble czy jedzenie?
    Autor: anna
    2018-07-13 09:41:31
  • Satyryczne namawianie do wyborów
    Ale kicha, co za bryndza. Nie ma cie lepszych artystów niż z Niemiec?? Już pełno tych łobuzów z Niemiec u nas, ile ludzi pracuje na czarno u niemców. Tysiące.
    Autor: Marian
    2018-07-12 12:41:27
  • Satyryczne namawianie do wyborów
    Mógł przyjechać dziesięć lat temu to by dopiero był niezadowolony...
    Autor: Piotr
    2018-07-12 09:45:54