Niedziela, 21 Styczeń, Imieniny: Agnieszki, Jarosława, Nory -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Michał Konopka - stand-uper ze Szczytna

Michał Konopka, 22-letni mieszkaniec Szczytna to miłośnik stand-up. Należy do grupy o nazwie „Stand-up Warmia. Opowiada nam o swojej kabaretowej przygodzie.



Skąd zainteresowanie tą formą satyry scenicznej?

Z internetu. Kabaret interesował mnie chyba zawsze, ale do stand-upu przekonali mnie amerykańscy giganci tego gatunku, których występy chętnie oglądałem i słuchałem.

Debiut sceniczny?

Dość przypadkowy. Siedziałem z kolegą w jednym ze szczycieńskich pubów. I w toku luźnej, koleżeńskiej rozmowy tenże kolega stwierdził, że z moim poczuciem humoru powinienem spróbować sił właśnie w stand-upie. Pomyślałem: „dlaczego nie?”, a krótko później trafiła się okazja w istniejącym wówczas barze „Piwnica”, który chętnie odwiedzaliśmy. Zaprzyjaźniony właściciel tego baru postanowił zorganizować taki stand-up, zaprosił Piotra „Mozarta” Mocarskiego, który w tamtym czasie się tym zajmował. Z tydzień wcześniej dowidziałem się, że też mam się podczas tego wieczoru pokazać. Przygotowałem tekst i wystąpiłem. To był rok 2013 – i tak to się zaczęło. Chyba dobrze, bo już tydzień później pokazałem się na podobnym wieczorze w Ostrołęce.

O czym był ten pierwszy tekst?

Oj, nie pamiętam. Ale był to straszny występ, bo miałem mówić 20 minut, a dla debiutanta to strasznie długo. Poplątałem tekst, zagmatwałem się, więc w rezultacie na scenie stałem ze dwa razy dłużej.

Dziś nadal zżera cie trema?

Już dawno nie. Przed występem tremy nie mam, a – co może być dziwne – miewam ją po nim. Może to nie tyle trema co obawa: jak poszło, czy dobrze...

To chyba podlega szybkiej ocenie. Słuchacze albo biją brawo, albo gwiżdżą...

Nie gwiżdżą. Jest cisza. Nie ma żadnej reakcji i to jest chyba nawet gorsze, niżby gwizdali. Na początku kilka razy taka cisza i mnie dotknęła. Stand-up to wbrew pozorom dość trudna sztuka. Nie zawsze uda się trafić z żartem do całej publiczności, a wszystko tak naprawdę zależy od niej. Im mniejsza widownia, przy takich bardziej kameralnych popisach, tym trudniej tę widownię zadowolić.

Co wykpiwasz najczęściej?

Głównie absurdy codziennego życia. Staram się nie mówić o polityce i religii.

Dlaczego?

Bo to, moim zdaniem, oklepane tematy, najłatwiejsze, najbardziej chwytliwe, ale tak powszechne, że nie ma tu już chyba miejsca na oryginalność, na błyskotliwy dowcip, celne spostrzeżenie, a zostało miejsce na często już stosowane ordynarne wręcz obrażanie, a to mi nie odpowiada.

A czy nie jest to po prostu bezpieczniejsze, by się nie naciąć na jakieś wyjątkowe oburzenie ze strony osób o wyjątkowo odmiennych poglądach?

Raczej nie. Nie ma właściwie takiego ryzyka. Sympatycy stand-upu zwykle wiedzą, z czym „się je” ten rodzaj scenicznej satyry i są przygotowani na nawet niewybredne żarty z tematów „tabu”. Oburzeni mogą się zdarzyć, owszem, ale wśród osób, które na występ trafiły zupełnie przypadkiem i nie bardzo często wiedząc, jaki to występ będzie.

 

Fot. Archiwum Prywatne Michała Konopki



Powiązane wydarzenia



Komentarze do artykułu

Napisz

Komentarze