Czwartek, 13 Grudzień, Imieniny: Dalidy, Juliusza, Łucji -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Kompro… – felieton Jerzego Niemczuka


W jednym ze swoich seriali, który pisałem z Robertem Brutterem, włożyłem w usta bohatera słowa: „Obie strony niezadowolone, czyli kompromis uczciwy”. Z pewną przekorą to zrobiłem, bo trudną sztukę kompromisu bardzo sobie cenię. W praktyce oznacza to bowiem coś przeciwnego: to w istocie stosowanie rozstrzygnięcia win-win, gdzie obie strony coś wygrywają. Nie wszystko, co mogłyby osiągnąć w negocjacjach, ale tyle, że i strona przeciwna nie traci wszystkiego, co chciałaby zyskać.



Dostępną dla wszystkich wersją na co dzień jest targowanie się. W niektórych kulturach bliskiego wschodu jest to nieodzowna ceremonia handlu i w złym guście jest pogardliwe odrzucanie księżycowej ceny kupca, bo ta jest tylko zaproszeniem do rozmowy. Za pierwsze zarobione na serialu pieniądze postanowiliśmy z Brutterem polecieć do Egiptu, żeby się przepłynąć Nilem jak nie przymierzając Agata Christie.

 

Na sukach (tamtejszych bazarach) i w egipskich sklepach targowaliśmy się z pasją. Raz nam się trafił Egipcjanin mówiący po polsku, więc przeszliśmy na ojczysty język. Zaczęło się od stu dolarów, co było ceną wygórowaną. Po paru minutach utknęliśmy już na czterdziestu. I wtedy Robert powiedział do kupca, że jak wymówi: trzydzieści trzy, to zapłaci. Egipcjanin zastanowił się chwilę i z kamienną twarzą powiedział: pięćdziesiąt. I Brutter tyle zapłacił z szacunku dla esprit sprzedającego.

 

W Polsce negocjacje handlowe przybierają częściej formę agresywną. Sprzedawałem w latach osiemdziesiątych na giełdzie sześcioletniego malucha. Pierwszy klient kopnął fiacika w oponę, wyśmiał świeżo położony lakier, próbował urwać klamkę, a kiedy mu się nie udało, zapytał o cenę za tego rzęcha, domyślając się zapewne, że za darmo go nie oddam. Cena mieściła się w średnich transakcyjnych, ale nie w głowie kupującego. Kiedy zaczął wyliczać wady samochodu, przerwałem mu i z powiedziałem, że o tym, ile wad ma ten egzemplarz, przekona się dopiero, kiedy zacznie nim jeździć.

 

Inną dostępną dla wszystkich płaszczyzną, gdzie trzeba zawierać kompromis jest sąsiedztwo. W poprzednim jeszcze tysiącleciu miałem trudnego sąsiada. Pomagałem mu latami, bo nie miał lekko na rencie z żoną i dwójką dzieci, nawet PIT do skarbówki wypełniałem, bo po wypadku w lesie, który bez kasku wycinał, doznał obrażeń głowy i zapomniał wszystkiego, czego się w szkole nie zdążył nauczyć. Ale kiedy wszedł w posiadanie domu, w którym mieszkał, i przylegającej do niego działki, okazało się, że przez pomyłkę geodety, został także właścicielem naszej wspólnej drogi. I zaczął swoje prawo własności egzekwować w sposób nieprzejednany.


 

Najpierw powiesił w poprzek drogi drut. Złapał się w niego na szczęście tylko UAZ zaprzyjaźnionego leśnika. Potem postawił szlaban i musiałem przenosić wnuczki przez płot. Sprawa stała się głośna, nawet reportaż się ukazał w „Gazecie Olsztyńskiej”, że pisarz szukał pod Szczytnem odosobnienia, a trafił do niewoli sąsiada. Przy transakcji wykupu tej drogi przez gminę już mu nie pomagałem, a i pomoc z ciężkim sercem ograniczyłem. Radził sobie potem, jak mógł, za co trafił do więzienia. W sumie więcej stracił, niż zyskał.

 

Kompromis, przez wielu jest mylony z kompromitacją. Poniekąd nie bez powodu etymologicznego. Kompromis pochodzi od łacińskiego compromissum a to od compromittere, co oznaczało „wspólnie przyrzekać”. Kompromitację zaś wzięliśmy z francuskiego compromettre, co znaczyło „narażać na wstyd, blamaż”. A to dowodzi, że można mieć wspólne pochodzenie, a potem pójść złą drogą.

 

Bowiem kompromis jest drogą lepszą, w istocie jedną ze współczesnych cnót, podobnie jak umiejętność współpracy i współdziałania. To ważne kompetencje, dzięki którym świat staje się lepszy i przewidywalny, bo nikt mi nie powie, że lepiej żyć mając sąsiadów za wrogów, a przyjaciół za oceanem.

 

Piszę o tym, bo właśnie przeżywam satysfakcję, że moja mała ojczyzna z wyboru, dokonała wyboru właściwego. W sobotę doszło w Szczytnie do podpisania umowy koalicyjnej siedmiu partii, związków i stowarzyszeń przed wyborami do samorządu. Nawet Razem tym razem miało nie być osobno, ale czeka jeszcze na zgodę z komitetu centralnego.

 

Poczekamy. Na razie być może jako jedni w pierwszych daliśmy polskiej polityce sygnał, że razem można więcej albo że w ogóle razem można.



Komentarze do artykułu

Napisz


Komentarze

  • Gaspar Święciński mistrzem świata
    Brawo. Gaspar.
    Autor: Lemon
    2018-12-13 14:23:45
  • Marzenia ściętej głowy? - felieton Romana Żokowskiego
    Też się rozmarzyłem, chyba jest to zaraźliwe.
    Autor: Jacek
    2018-12-13 12:40:34
  • Pierwsza, zapowiedziana nominacja - Arkadiusz Leska dyrektorem MOS
    Jak brzmi prawidłowe nazwisko tego Pana? Na stronie internetowej stowarzyszenia kulturalnego Niemców Heimat jest jako wiceprzewodniczący Arkadiusz Leske?!
    Autor: mieszkaniec
    2018-12-13 12:14:06
  • Miejski sylwester wraca na Plac Juranda
    Andrzej nie daj się! Pamiętaj ochrona no i oczywiście ubezpieczenie imprezy aby uniknąć takich problemów jak kiedyś w utraconym okiem!!
    Autor: laik
    2018-12-13 12:03:06
  • Miejski sylwester wraca na Plac Juranda
    Wydaje mi się, że Pan Burmistrz chce \"odstrzelić\" dyrektora MDK, skoro powierza mu organizację imprezy sylwestrowej w wymiarze jak wyżej, w ciągu dwóch tygodni. Pan Burmistrz ma zamiar rękoma dyrektora MOK złamać zlecenia ustawy o organizowaniu imprez masowych ze szczególnym ryzykiem? Brawo! Wejście smoka na bogato musi być! Szkoda tylko, że za wszystko odpowie dyrektor.
    Autor: TTT
    2018-12-13 11:09:33
  • Pierwsza, zapowiedziana nominacja - Arkadiusz Leska dyrektorem MOS
    Chyba nikt nie jest zaskoczony tą nominacją! Pan Burmistrz zaczyna spłacać dług wyborczy. Gratulacje i powodzenia obu Panom. Miejmy nadzieję, że obaj sprostają nowym funkcjom. Ciekawe tylko, czy \"stołków\" stanie dla pozostałych \"aktywnie wspierających\"?
    Autor: TTT
    2018-12-13 01:50:08
  • W powiecie dużo starego, ale bez... Nowocińskiego
    Siedzą sobie mali chłopcy w piaskownicy. Rozmawiają o swojej przyszłości. Ale żaden z nich nie chce zostać strażakiem, maszynistą, czy policjantem. Wszyscy marzą o tym, że by kiedyś w Szczytnie rozdawać \"karty\" ze stołków w ratuszu. I nie było by w tym marzeniu nic dziwnego gdyby po drodze do jego zrealizowania chłopcy zdobyli odpowiednie wykształcenie, ogładę towarzyską, empatię i umiejętność \"służenia pomocą\" drugiemu człowiekowi. Ale czy tak się stało...? Jak na razie moim zdaniem stało się jedynie kolesiostwo. Wiadomo, przyjaźń z piaskownicy rzecz święta!
    Autor: Teresa TTT
    2018-12-12 10:17:29
  • Kraków wraca do Szyman, Lwów zostaje
    Czy są szanse na wznowienie połączenia z Berlinem?
    Autor: Aga
    2018-12-12 07:13:28
  • Mapa potrzeb aktywnych obywateli
    Czy można gdzieś zapoznać się z tym raportem w necie?
    Autor: Mieszkaniec Szczytna - Jan Mazur
    2018-12-10 23:22:21
  • Kot postawił strażaków na nogi
    To nie kot ,tylko ktoś postawił strażaków na nogi.Jaja sobie robią.
    Autor: Wiewiorka
    2018-12-10 20:06:27