Wtorek, 11 Grudzień, Imieniny: Biny, Damazego, Waldemara -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Justyna Szymonik-Polak archeolog z Powałczyna


Wszystko zaczęło się w Liceum Ogólnokształcącym w Żyrardowie. Wtedy to ślepy los sprawił, że młoda uczennica znalazła się w miejscu, gdzie prowadzano wykopaliska. Wrażenie było piorunujące.



Pierwsze życiowe zetknięcie z żywą historią, oprócz oczarowania, rozbudziło potrzebę wiedzy, a ta objawiła się poszukiwaniem i wchłanianiem wszystkiego, co było dostępne z dziedziny archeologii i kolejnymi wizytami w miejscach badań archeologicznych. - Nim zakończyłam liceum, to już wiedziałam, kim chcę być i nie żałuję tego do dziś – opowiada z przejęciem pani Justyna.

 

Archeologia to specyficzna dziedzina nauki, badając przeszłość, ślady bytności człowieka, wkracza w jego genetykę i nieustannie wzbogaca wiedzę o ludzkim genotypie, próbuje rozwiązać zagadkę, skąd się wzięliśmy, licząc, że wiedza o naszym pochodzeniu i budowie pomoże w rozwiązywaniu niedomagań chorobowych. Tak oto poznanie przeszłości ma mieć wpływ na przyszłość. Archeolodzy to ludzie ogromnych ambicji, każdy marzy o największym odkryciu, czymś, co zmieni istniejący pogląd w danym temacie, stanie się przełomem dającym nowe, nieznane dotąd światło i będzie tak znaczące, że rozsławi nazwisko odkrywcy. By temu sprostać, młoda Justyna podejmuje studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. A konkretnie Wydział Historyczny i Archeologia Pradziejowa mają uzbroić przyszłą badaczkę w niezbędne umiejętności i wiedzę. - Od pierwszej chwili nauka i praca, są jedną wielką przygodą. To prawdziwa pasja nie do zamienienia na nic innego, a mówić o niej można nieustannie. To zaczęło się w szkole i trwa do dziś. Każdy dzień uczy i wzbogaca wiedzę akademicką, każdy dzień wnosi też coś nowego do wielkiej skarbnicy wiedzy o nas samych - o człowieku – wyjaśnia pani archeolog. Kraków to szczególne miejsce i nie tylko dlatego, że UJ to światowa kuźnia talentów. -Krakowski rynek to otwarta księga historii. Kopaliśmy na głębokości 4 m i to dało nam bardzo bogaty obraz ludzkiej bytności. Na samym dole cmentarz datowany na X wiek, nad nim osada z przełomu XI i XII stulecia. Pod obecną płytą rynku ślady targowisk z wyraźnym podziałem na strefy i warstwy społeczne. Są szczątki drewnianych straganów dla zwykłych ludzi i kamienne okazałe stoiska bogatych kupców – opowiada o swoich początkach pani Justyna.

Po tym zawodowym szlifie przyszła kolej na inne, jeszcze bardziej ciekawe wyzwania. Podczas budowy autostrady w okolicach Krakowa i Rzeszowa natrafiono na ślady osadnictwa od epoki kamienia do wczesnego średniowiecza. Prace na tych stanowiskach ugruntowały młodą panią archeolog. I pewnie wszystko by biegło swoim torem, gdyby nie przyjazd do Powałczyna na wczasy i poznanie Kazimierza. Coś zaiskrzyło i dwoje, podobnie widzących świat ludzi, postanowiło założyć rodzinę. Zamieszkali razem w Powałczynie w 2005, a rok później pani Justyna otworzyła własną pracownię archeologiczną i całą swoją pasję aż do dziś poświęca naszemu regionowi.

A jak to wygląda od kuchni? Otóż dróg do źródła wiedzy o historii człowieka na ziemi jest wiele. Kiedy nie mamy informacji o stanowiskach archeologicznych w danym regionie i nie ma danych w bazie ,,Polskich Badań Powierzchniowych”, archeolodzy wychodzą na pola, zwłaszcza po orce, wtedy najlepiej widać szczątki skorup ceramicznych naczyń czy formowanych ludzką ręką fragmentów narzędzi z kamienia. Po ich ilości oceniamy, czy zachodzi podejrzenie, że mogą być w tym miejscu ślady osady, czy w sytuacji, gdy jest to w pobliżu istniejącego skupiska ludzi, dowodzi, że był to wywóz na pole przez uprawiających ziemię rolników np. wraz z obornikiem. Gdy artefaktów jest wiele, fakt ten zgłaszany jest do wojewódzkiego konserwatora zabytków i ten decyduje o dalszym postępowaniu. Na ogół poza wpisem do krajowej bazy danych nikt nie podejmuje dalszych działań aż do chwili, gdy pojawia się ingerencja poprzez np. inwestycję budowlaną. Wtedy, zgodnie z polskim prawem, inwestor zobligowany jest do współpracy i opłacenia nadzoru bądź badań archeologicznych. Gdy natrafia się na znalezisko, to jest ono oceniane i jego znaczenie decyduje o tym, czy inwestycja będzie zrealizowana. Jeżeli mamy do czynienia z fragmentarycznymi np. częściami muru, to istnieje szansa kontynuowania inwestycji przy zachowaniu i wkomponowaniu znaleziska w nową całość.


Inaczej rzeczy się mają, gdy są zapisy historyczne i zostają potwierdzone wykopaliskami. Wtedy może to być dziedzictwo narodowe lub nawet światowe i artefakty po gruntownych badaniach i opisaniu trafiają do muzeów lub w przypadku osad czy obiektów same stają się muzeami. Od 2006 r pani Justyna prowadzi badania na terenach objętych ścisłą ochroną. Są to centra miast, m.in.: Szczytna, Mrągowa, Biskupca, Reszla, Rynu, Giżycka i Barczewa. Prace te dotyczą identyfikacji historycznej zabudowy miast, wielkości budynków, przebiegu ulic i traktów komunikacyjnych. I tak na przykład w Szczytnie fosa wokół zamku miała około 20-30 m szerokości i została zasypana. Prowadzona jest analiza danych z muzeów, archiwów, monografii miejscowości oraz zapisów znajdujących się w zbiorach prywatnych czy z archiwalnych gazetach. Najczęściej znajdowane ślady bytności człowieka to: warsztaty, doły do wypalania wapna, ślady dawnych urządzeń kanalizacyjnych, wodnych i studnie. Często natrafia się na drewniane wodociągi z czasów krzyżackich. Wielkim źródłem wiedzy historycznej są śmietniki, gdzie znajduje się dawne maszyny, łyżwy, codzienne przedmioty z każdego rodzaju działalności.

Praca na danym terenie związana jest zawsze ze współpracą z lokalnymi muzeami w takich miastach jak: Szczytno, Olsztyn, Pisz, Kętrzyn czy Mrągowo, gdzie na zasadzie umowy z archeologiem trafiają wykopaliska z regionu. I tak na terenie Nadleśnictwa Wipsowo znaleziono krótki miecz rycerski z XV w. Było to w ramach nadzoru prac saperskich rozminowywania terenów leśnych. Nad każdym znaleziskiem pani Justyna sama prowadzi badania i renowację, opracowuje dokumentacje i dopiero wtedy eksponat bierze odpowiednie muzeum. Czego nasza ziemia kryje najwięcej? Są to całe pojedyncze naczynia. Buteleczki po lekach, kałamarze, guziki, a także bagnety, bełty czy kule z muszkietów. Każde miasto ma stare centrum, gdzie bez archeologa nic się nie dzieje. Wiele stanowisk jest poza miastami i tam za nie płaci inwestor. Jeżeli jest sygnał, że gdzieś ktoś coś znalazł, to informuje o tym konserwatora zabytków. Tak było np. z kurhanem pruskim na terenie Nadleśnictwa Wipsowo. - Jeżeli chodzi o Ziemię Szczycieńską, to bazujemy na przedwojennych danych niemieckich. Istnieje archeologiczna mapa Tiszki, ale nie tylko. Nieocenioną pomoc dają nowe technologie: georadar, zdjęcia lotnicze, analiza ukształtowania terenu - wszystko razem tworzy pewną całość - mówi. Co spędza sen z oczu pani Justyny” - Wiem, że pomiędzy Powałczynem a Piasutnem są dwa kurhany pruskie. Chciałabym je zlokalizować, jest to trudne ze względu na duże zalesienie terenu, ale nie niemożliwe.

A co z wielkiej historii odkryto na naszej ziemi? Całe cmentarzyska z epoki żelaza. W okolicach Babięt i Starych Kiejkut znaleziono cmentarne z okresu wpływów rzymskich I – V w. n.e. W Piasutnie odnaleziono jeden skarb - kurhan. - Mieszkam w Powałczynie, tu budujemy z mężem nasz dom i chciałabym zrobić coś specjalnego. Myślę o opracowaniu naukowym stanowisk archeologicznych dla tej gminy- snuje plany p. Justyna. Zapytana o plany zawodowe, odpowiada: - Stawiam na nowe technologie, to szansa na kolejne znaleziska i uzupełnianie brakujących kart historii naszej ziemi. Chciałabym też pogłębiać moją wiedzę, zwłaszcza z zakresu renowacji i konserwacji metali. Historia ma to do siebie, że jej poznanie, nawet w małym aspekcie, nie wyczerpuje tematu, stąd archeologowi z pasją nigdy nie zabraknie pracy.



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Powiązane wydarzenia

  • Poniedziałek, 2016-02-22 12:05:35

Z Powałczyna do Pasymia


Komentarze

  • Kot postawił strażaków na nogi
    To nie kot ,tylko ktoś postawił strażaków na nogi.Jaja sobie robią.
    Autor: Wiewiorka
    2018-12-10 20:06:27
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    I proszę na głos i ze zrozumieniem przeczytać definicje tego słowa.
    Autor: Mieszkanka
    2018-12-10 19:15:09
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    Hola hola tu nikt nikogo nie poniża proszę się nie rozpędzać. Nie padają wyzwiska wulgaryzmy itp. Jest tylko własne zdanie i nic innego:)
    Autor: Mieszkanka
    2018-12-10 19:09:42
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    Do Ccc. Jeżeli wypisuje się jakieś komentarze, to warto dokładnie sprawdzić a nie wypisywać głupoty. 6 tysięcy to ma cała gmina a nie Świętajno. Świętajno ma około 2 tysięcy mieszkańców.
    Autor: Ela
    2018-12-10 10:12:34
  • InnoPolice już po przetargu, droższe o 14 milionów
    Widzę że temat budzi emocje więc może kilka faktów. InnoPolice kojarzone z WSpol niestety to tylko mit. WSPol pomagał tylko do etapu koncepcji więc bezpieczeństwem będą tam zajmowali się samorządowcy lub emeryci. Zainteresowanie tym produktem było szacowane tylko na podstawie danych statystycznych GUS! Może obecny Burmistrz będzie miał odwagę aby powiedzieć oficjalnie mieszkańcom na co się porywają :) Koszt utrzymania a możliwość generowania ewentualnych zysków? Jaki trzeba będzie wygenerować obrót aby koszt zamknąć na 0? itd. Włącz pan wyobraźnię, jeśli to nie za trudne!!!
    Autor: miejscowy
    2018-12-10 08:49:44
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    Mieszkanko, słowo hejt nie jest popularne, ale ma swoje zdefiniowane określenie. Z DEFINICJI: Co oznacza słowo hejt? To spolszczona wersja słowa hate, czyli nienawidzić. Hejtem określa się działanie w Internecie, które jest przejawem złości, agresji i nienawiści. Wielu internautów czuje się w sieci bezkarnych, dlatego chętnie obrażają innych. Złudne poczucie bezkarności i anonimowości popycha ludzi do cyber -przemocy. Należy również zadać pytanie o powody krytyki innych – często wypływa to z niskich pobudek osób krytykujących. Jest to być może próba dowartościowania samego siebie kosztem kogoś drugiego, bezmyślność, czerpanie „chorej” satysfakcji z poniżania innego człowieka, nadmiar czasu i brak pomysłu na jego spędzenie. Spod płaszcza anonima wylewa się fala nienawiści, złości, głupoty czy psychopatycznego poczucia wartości. Mieszkanko powoływanie się na \"pół wsi\" to nie jest własna opinia... Również życzę miłego wieczoru i spokojnej nocy.
    Autor: Ccc
    2018-12-09 23:32:57
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    O Boże..no tak tak tak samo jak kultura była we Wielbarku stoisko przepiękne ale reszta... Hehehe przepraszam tak.... KULTURA
    Autor: Mieszkanka
    2018-12-08 23:33:23
  • InnoPolice już po przetargu, droższe o 14 milionów
    … kino, teatr i filharmonię na okrasę, żeby było co burzyć za kilka lat. Bo jak ktoś nie pamięta, to kino padło z braku widzów. A ci, którzy najwięcej darli mordy, że nie ma kina, chodzili do tego, które było, raz na pięć lat albo i to nie. Już widzę, jak tatuś z mamusią i 2-3 dzieci codziennie zapitala na basen, żeby to-to zarabiało na siebie przynajmniej. Może jakiś nieliczne sztuki z odległości maks 20 km też czasem zahaczą, Bo z takich wsi jak Warszawa, Szczecin czy Katowice to na ten basen pies z kulawą nogą nie zajrzy. Baseny z maleńkimi aquaparkami są prawie wszędzie. InnoPolice - nie ma nigdzie, więc panie \"mieszkaniec\" włącz pan wyobraźnię, jeśli to nie za trudne.
    Autor: zbudować basen...
    2018-12-08 20:18:57
  • Hilton w Wałpuszu, a w Lipowej Górze hotel z basenem?
    jak tam powstanie ekskluzywny hotel to ja bende ksiendzem
    Autor: antoni buszylo /zielonka
    2018-12-08 18:17:52
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    No tak, po co władzom ludzie kreatywni, kompetentni, z doświadczeniem i własnym zdaniem na wiele tematów. Nimi przecież nie da się manipulować. Najlepiej pozbyć się ich jak najszybciej, żeby jeszcze przypadkiem czegoś nie wymyślili... To już trzecia dyrektorka GOK w powiecie szczycieńskim do przysłowiowego odstrzału. Wcześniej była dyrektorka z Rozóg, a jeszcze wcześniej z Pasymia. Najlepiej odgórnie \"zaożcie ten ugór kultury\" w całym powiecie. Po co komu „kulturalna dyrektorka” z całym swoim „kulturalnym dorobkiem”!!! Niebezpieczna jest!!! Trudno z nią walczyć, więc najlepiej się jej pozbyć i zatrudnić osobę nie związaną z kulturą ale wypróbowaną, uległą!!! Przecież na kulturze każdy się zna.
    Autor: TTT
    2018-12-08 09:24:42