Sobota, 21 Październik, Imieniny: Ireny, Kleopatry, Witalisa -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Jerzy Niemczuk – pisarz krzyczący

Jerzy Niemczuk jest przede wszystkim pisarzem i autorem scenariuszy, w tym do jednego z chyba najbardziej znanych seriali, czyli „Rancza”. Szczytno czy też Piece, w których od wielu lat mieszka wraz z rodziną, to nie Wilkowyje, a współczesnej rzeczywistości nie wystarczy już prześmiewcza krytyka...


Dlatego Jerzy Niemczuk w ostatnich miesiącach więcej krzyczy niż pisze. Krzyczy dość głośno. I za niektóre wypowiedzi w miejscu publicznym ma stanąć przed sądem...

 

Cieszę się, że mogliśmy się spotkać. Obawiałam się, że już siedzisz...

 

Na razie jeszcze nie, ale czekam na wezwanie do sądu. Czy wyjdę z niego wolnym człowiekiem, to się okaże. Ale raz już mi się udało uniknąć krat jako uczestnik wydarzeń marca '68. Fajnie to brzmi, ale po prawdzie to byłem bardziej kibicem niż uczestnikiem tych wydarzeń, po których skazano mnie na rok w zawieszeniu. Rozprawa odbyła się w Olsztynie. To mnie połączyło z tym regionem, które to połączenie wciąż trwa.

 

Twoje ostatnie zatrzymanie i ewentualne konsekwencje prawne nie miały dużego oddźwięku. Trafiłam na tę informację przypadkiem, poprzez post Cezarego Żaka. Nieco dłuższą relację zamieścił „Fakt” i to chyba wszystko. Wątpię więc, by nasza powiatowa społeczność zauważyła, że jesteś ścigany za nieprawomyślne działania.

 

Za kacerstwo – dokładniej rzecz biorąc. Według stołecznej policji jestem heretykiem, krytykiem obowiązkowej religii i jej uwłaczałem swoim zachowaniem podczas ostatniej tzw. miesięcznicy. Jak łatwo się domyślić, nie stałem po stronie pogrążonego w żałobie brata.

 

Co takiego strasznego zrobiłeś?

 

Zakłóciłem tę „uroczystość religijną” wznosząc okrzyk „Lech Wałęsa”. Ale nie wiem czy ten zarzut powiązany jest z tym, że wymieniona osoba nie jest jeszcze zaliczona do grona świętych. Swoją drogą, gdy polska demokracja się rodziła, to byłem do tegoż Lecha dość sceptycznie nastawiony. Ze dwa razy krzyknąłem też „kłamczuch”, ale tak ogólnie, więc nawet jeśli miałem kogoś na myśli, to już nie pamiętam kogo. I za to teraz grozi mi dwa lata odsiadki, w myśl artykułu 195 kodeksu karnego.

 

Czyli zasadniczo religii jako takiej nie ubliżałeś. A przy tym wciąż nie jest rozstrzygnięte ostatecznie, czy te miesięcznice są czy też nie są uroczystościami religijnymi.

 

Zdania są podzielone i to tak, że nawet wielu wysoko postawionych przedstawicieli Kościoła nie widzi w tych marszach odniesień religijnych. Może mi to w sądzie pomoże.

 

Jak?

 

Na informację o oskarżeniu zareagowało wielu moich przyjaciół, deklarujących różną pomoc i wsparcie. I ta drogą właśnie uzyskałem pomoc prawną w osobie znamienitego adwokata i polityka w jednej osobie – Ryszarda Kalisza. Ktoś inny, ale już nie wiem dokładnie kto, informował mnie, że sam arcybiskup Nycz zamierza do sądu przysłać swoich rzeczoznawców, którzy – co ważne – mają świadczyć na moją korzyść dowodząc, że miesięcznice nie są uroczystościami religijnymi. Miałem nawet sygnał, że ktoś gdzieś zna kogoś ważnego od więziennictwa i w razie czego to dostanę taka elektroniczną opaskę – stróża i będę nadal żył spokojnie w swoim ogródku. Ale chyba wolałbym tej obrączki nie mieć, bo nie mógłbym już publicznie sprzeciwiać się obecnej rzeczywistości. A czynię to aktywnie, ostatnio w nadziei, że mnie przed tym sądem postawią w miarę szybko, zanim zostaną wprowadzone zmiany.

 

Czyli doświadczenia z komendy jakiejś dzielnicowej czy stołecznej niczego cię nie nauczyły?

 

Nie byłem odwieziony na komendę. Przy końcu tego miesięcznicowego wydarzenia otoczyła mnie grupka policjantów. Zostałem wylegitymowany, spisany, a następnie poinformowany, że otrzymam wezwanie do sądu z takiego to a takiego artykułu. To w jakimś przyspieszonym trybie. Kilka osób w pobliżu też zostało wylegitymowanych, ale nie wiem czy ich również w następstwie czeka zaproszenie do sądu.

 

Chyba można się dziwić, że zostałeś „namierzony” tak późno. Z tego co wiem, aktywnie uczestniczysz w protestach suwerena od czasu, gdy tylko tenże nieco wyżej podniósł głowę.

 

To przez córkę. Była u mnie na Mazurach i trafiła na facebooku na apel Mateusza Kijowskiego, nawołujący do udziału w proteście. Zapytałem zaciekawiony (za pośrednictwem fb) o co w tym chodzi, zdołał mi odpowiedzieć, że chodzi o Trybunał Konstytucyjny. A wtedy właśnie siedzieliśmy z rodziną w domu i rozmawialiśmy o tym, co się dzieje, i zgadzaliśmy się, że nie jest dobrze, i należałoby jakoś się temu sprzeciwić. I na tę naszą rodzinną scenę nałożył się wspomniany apel. No to od razu do tego przystąpiliśmy. Pojechałem na ten pierwszy protest i wiele kolejnych.

 

Opinie na ich temat są zróżnicowane. Nie zamierzam analizować, która strona więcej kłamie czy oskarża. Ale, szczególnie ostatnio, w protestach w sprawie sądów, uczestniczyło wielu młodych ludzi i ich nie można chyba nazwać pokłosiem „ubecji” - delikatnie puentując wszystkie pojawiające się inwektywy.


I to jest przykre. Właśnie inwektywy. Nie argumenty merytoryczne, a wulgaryzmy. I generalizowanie, które wielu ludzi po prostu obraża. Jestem na to odporny, ale jakby ktoś koniecznie chciał sprawdzić, to w dokumentach IPN znalazłby adnotację, że zostałem zaliczony do grona osób poszkodowanych przez poprzedni ustrój. Zabawne może być co najwyżej to, że wpływ na ten status miało tylko to, że byłem inwigilowany przez SB i odmówiłem współpracy, co IPN ma w aktach, a nie wyrok. Bo po 68 roku skazał mnie sąd wojskowy i akta były czy może są w WSW. Nie sprawdzałem, ale może ja mam status podwójnie pokrzywdzonego: cywilnie i wojskowo? Też byłoby fajnie.

 

Jesteś na tyle niepoprawny, że – o ile dobrze słyszałam – nawet w Szczytnie próbowałeś zorganizować manifestację protestującą?

 

Można to tak nazwać. Rzecz się odbyła w poniedziałek, o 21.00, pod szczycieńskim sądem. Wcześniej nie, bo uznałem, że podczas Dni i Nocy Szczytna nie będzie to wskazane. Zamieściłem informację na fb, podzwoniłem po znajomych, powiedziałem, jaki mam pomysł i zaprosiłem na to podsądowe spotkanie. Ku mojemu zaskoczeniu zjawiło się prawie 40 osób. Miałem, co prawda wątpliwości prawne, bo mamy teraz nowe przepisy odnośnie do organizowania manifestacji, ale skorzystałem z jednej małej prawnej furtki. Raz odwołałem, a później znów zwołałem korzystając z opcji nadzwyczajnego wydarzenia, a za takie uznane zostały prezydenckie weta. Powitałem zgromadzonych słowami: „Witaj ludu szczycieński i okoliczny”. Było trochę poważnie, ale głównie sympatycznie. Poznałem grupę fajnych ludzi, nawet jednego sąsiada, który mieszka niedaleko, też w Piecach. Postaliśmy, pogadaliśmy, pomachaliśmy trzema palcami – takim znakiem nawołującym do tego, by weta były trzy. Poświeciliśmy zniczami i po godzinie rozeszliśmy się spokojnie. I umówiliśmy się na kolejne spotkanie, może w środę.

 

Rzucił mi się w oczy reportaż z Grajewa, w którym bodajże TV Wirtualnej Polski udowadnia, że Polska prowincjonalna ma w d. warszawskie manifestacje, sądy i wszelkie inne „abstrakcyjne” rzeczy z politycznej wierchuszki. Szczytno więc tę opinię zweryfikuje?

 

Może nie całe. Ale na pewno nie jest tak, że mieszkańcy małych miasteczek czy wsi nie śledzą wydarzeń i nie mają na ich temat swojej opinii. Ja zaś uważam, że to właśnie w mieszkańcach tej tzw. prowincji tkwi wielka siła i to my w ostatecznym efekcie zadecydujemy o tym, jaki będzie przyszły kształt naszego państwa i ustroju.

 

Mówisz, że jesteś „półcelebrytą”. Co przez to rozumiesz?

 

Wymyśliłem to w kontekście ostatnich wydarzeń i tego nieszczęsnego zatrzymania podczas miesięcznicy. Zresztą już od dłuższego czasu odnosiłem wrażenie, że podczas różnych protestów i manifestacji byłem obserwowany. Nie to, że uważam siebie za jakąś wybitną postać, ale właśnie dlatego, że wcale aż taki wybitny nie jestem. I wyszło mi z tych rozważań, że świetnie nadaję się na takiego „kozła ofiarnego”. Nie z wysokiego świecznika, bo ruszenie takich osób byłoby dla władzy zbyt niebezpieczne medialnie, jak dowodzi historia z Władysławem Frasyniukiem, a jednocześnie nie jestem całkiem „bezimienny”.

 

No właśnie. Skoncentrujmy się na tej „imienności”. Jesteś przede wszystkim pisarzem, a dopiero później „buntownikiem” czy odwrotnie?

 

Dla mnie, jako pisarza, uczestnictwo w tłumie, udział w tym politycznym absurdzie, stanowi niemałą inspirację. Ale oczywiście udział w manifestacjach nie jest poszukiwaniem tematów dla literackiej fikcji. To jest kwestia moich przekonań, światopoglądu. Jednak tłum najróżniejszych ludzi, często naprawdę wspaniałych, czasem oryginalnych, bywa że i osobliwych, to także pożywka literacka. Czy z tej pożywki zrodzi się jakiś utwór – tego nie wiem.

 

Czy to właśnie z takich bezpośrednich spotkań czerpałeś, między innymi, pomysły do kolejnych odcinków „Rancza”?

 

Z „Ranczem” było trudniej, bo nie było aż takich manifestacji, czyli ewentualnego źródła wzorców ludzkich zachowań. Scenariusz powstawał w oparciu o obserwację. Przecież od lat żyję na prowincji. Spotykam ludzi w wielu różnych, codziennych sytuacjach. Oni mi opowiadają o innych. I ten obraz rzeczywistości wystarczy troszeczkę, jak to powiedzieliby młodzi, podkręcić.

 

Chyba niewielu pisarzy ma taki szeroki wachlarz „gatunkowy”. Pisałeś wiersze, tworzysz powieści dla dorosłych i bajki dla dzieci, słuchowiska radiowe, sztuki teatralne i scenariusze filmowe. Jesteś laureatem wielu nagród, przyznawanych w różnych dziedzinach twórczości. Czy to wszystko oznacza, że wciąż szukasz własnej drogi literackiego przesłania i nie możesz się zdecydować, czy też ta różnorodność to efekt rozbudowanej fantazji i wrażliwości?

 

Ciągle jestem debiutantem, w każdym nowym utworze. Tak o sobie myślę, mimo że jestem też rentierem, bo już tyle w życiu napisałem, że tantiemy zapewnią mi w miarę godną starość. Mógłbym powiedzieć, że jako pisarz jestem spełniony, ale jednak... ciągle mi czegoś brakuje, ciągle czegoś szukam, ciągle chciałbym jeszcze coś napisać, coś przekazać, stworzyć coś, czego jeszcze nie było. Na razie pozostaję przy powieściach. Jestem w trakcie pisania kolejnej o roboczym tytule „Królowa nieszczęścia”. I w trakcie tego pisania zaczęło się w kraju to, co się zaczęło, więc pisanie przerwałem. Nie chciałem i nie chcę, by nieszczęście królowało w naszej rzeczywistości.

 

Nie obawiasz się, że czytelnicy, którzy mają inne poglądy polityczne, zaczną podważać także twoje dokonania literackie?

 

Powiem krótko: Jezus Chrystus też nie wszystkim podobał. I mam nadzieję, że ta konstatacja nie zostanie uznana za obrazę uczuć religijnych. Rzecz nie tkwi w różnicy poglądów lecz w tym, byśmy je wzajemnie szanowali.

 

 

Fot. Archiwum prywatne Jerzego Niemczuka



Galeria zdjęć

Powiązane wydarzenia

  • Czwartek, 2015-09-24 08:20:56

Jerzy Olszówka – sposób na sukces



Komentarze do artykułu

Napisz

Komentarze