Sobota, 21 Październik, Imieniny: Ireny, Kleopatry, Witalisa -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Historia Szczytna i okolic - Bogumił Linka

Powiat szczycieński, jeśli chodzi o wpływy i ludność deklarującą narodowość polską - w znaczny sposób różnił się od innych powiatów w okręgu. Urodziło się tu i mieszkało wielu działaczy mazurskich, wśród których jednym z najbardziej znanych był Bogumił Linka.


28 lipca 1914 roku wybuchła I wojna światowa, która trwała do 11 listopada 1918 r. Był to największy konflikt zbrojny w Europie od czasu wojen napoleońskich. Wojna zakończyła się klęską państw centralnych oraz powstaniem w Europie Środkowej i Południowej licznych państw narodowych w tym niepodległej Polski. W styczniu 1919 roku w czasie trwania paryskiej konferencji pokojowej, w której brało udział 27 zwycięskich państw, w tym również reprezentowana przez Ignacego Paderewskiego Polska, został zawarty Traktat Wersalski. Pół roku później 28 czerwca 1919 roku traktat został podpisany. Dokument ustalił wówczas wiele granic międzypaństwowych w Europie oraz wprowadził nowy ład polityczny. Wśród wielu punktów wyznaczonych w wersalskim traktacie pokojowym, było kilka dotyczących naszego regionu - głosowanie ludności Warmii, Mazur i Powiśla odnośnie do przynależności mieszkańców tego terenu do Polski lub Niemiec.

 

Plebiscyt

Państwo polskie, które odrodziło się w 1918 roku, w pierwszych latach swego istnienia borykało się z szeregiem problemów dotyczących wytyczenia nowych granic, które swoim zasięgiem objęłyby wszystkie tereny. które uważane były za rdzennie polskie. W nowym polskim rządzie powstawały plany związane z odzyskaniem tych ziem. Wiązało się to również z konfiskatami ze strony państw sąsiednich, a w szczególności państwa niemieckiego, do którego należały m.in. Warmia i Mazury.

Na mocy Traktatu Wersalskiego przeprowadzony miał być plebiscyt, który obejmował m.in. trzy powiaty na Warmii oraz osiem powiatów na Mazurach. Polacy swoje roszczenia o Warmię i Mazury opierali na kryteriach etnicznych i historycznych. Twierdzili, że ponad 70% ludności, która zamieszkiwała południowe powiaty (w tym szczycieński) Prus – posługiwała się wyłącznie językiem polskim.

 

Bogumił Linka

Powiat szczycieński, jeśli chodzi o wpływy i ludność deklarującą narodowość polską - w znaczny sposób różnił się od innych powiatów w okręgu. Urodziło się tu i mieszkało wielu działaczy mazurskich, wśród których jednym z najbardziej znanych był Bogumił Linka.

Ten pochodzący z rolniczej rodziny Mazur urodził się w 1865 roku jako Gottlieb Linka. Pod koniec XIX wieku w 1895 roku przybył do Wawroch i osiedlił się na niewielkim 11-hektarowym gospodarstwie. Wraz z żoną Reginą mieli siedmioro dzieci: 4 synów i 3 córki. Ziemie okolic Wawroch nie należały do urodzajnych. Aby wyżywić liczną rodzinę Linka ciężko pracował na roli imając się dodatkowo również innych prac. We wsi, według przekazów, był jednym z nielicznych mieszkańców, którzy potrafili pisać i czytać. Dzięki temu dość szybko zyskał przychylność sąsiadów, pisząc im różnego rodzaju pisma do niemieckich urzędów.

Jesienią i zimą, gdy praca na roli zwalniała nieco tempa, Bogumił Linka organizował wieczorne spotkania, podczas których przy lampach naftowych czytał Mazurom polskie książki oraz czasopisma przysyłane do niego z tzw. Kongresówki czyli Polski. Linka już na kilka lat przed wybuchem I wojny światowej był członkiem Mazurskiej Partii Ludowej, w której piastował stanowisko wiceprzewodniczącego Komitetu Wyborczego w okręgu Szczytno - Mrągowo. W 1910 roku został członkiem Rady Nadzorczej Banku Ludowego w Szczytnie, natomiast dwa lata później - członkiem zarządu Kółka Rolniczego w Szczytnie.

Linka stawał się coraz bardziej rozpoznawalny nie tylko w Wawrochach i ich okolicy, ale również i powiatu szczycieńskiego. Znany ze swych propolskich działań nie zyskiwał tym samym przychylności ówczesnych władz niemieckich. Wraz z wprowadzeniem postanowień Traktatu Wersalskiego wiedział, że nadszedł ten jedyny moment, który mógłby spowodować przyłączenie Mazur do Polski.

Mając świadomość, że jest stale inwigilowany przez władze i policję niemiecką, z początkiem 1919 roku wraz z braćmi Józefem i Adamem Zapatką w tajemnicy wyjechał do Paryża. Celem podróży delegacji było przedstawienie międzynarodowej komisji sytuacji na Mazurach i argumentów mających dowodzić polskości tego regionu. Stając przed komisją starali się obalić przeciwstawne teorie Niemców, którzy z kolei twierdzili, iż Mazurzy etnograficznie w prostej linii należeli do narodu niemieckiego. Szczycieńscy działacze przedstawili komisji przyczyny, dla których – ich zdaniem – Mazury powinny wrócić w granice Polski. Liczyli na to, że ich interwencja doprowadzi do weryfikacji granic państwowych bez konieczności przeprowadzania plebiscytu.

 

Szczycieński epizod marszałka Focha

Z Paryża Bogumił Linka wraz z przyjaciółmi wracali z nadzieją na rychłe rozwiązanie sprawy mazurskiej. Do Szczytna jednak nie dotarli. W Olsztynie zostali aresztowani i zatrzymani. Wytoczono im pokazowy proces o zdradę stanu, a sąd wojskowy skazał ich na półtora roku więzienia. Niemcy byli usatysfakcjonowani wyrokiem, lecz ich zadowolenie nie trwało długo. Dzięki interwencji ówczesnego marszałka Ferdynanda Focha, Bogumiła Linkę wraz z innymi zatrzymanymi działaczami mazurskimi po trzech miesiącach zwolniono z więzienia. Po powrocie do Szczytna zostali uroczyście powitani w siedzibie istniejącej już polskiej gazety czyli „Mazura”, którego redaktorem naczelnym był Kazimierz Jaroszyk. On też z radością powitał zwolnionych z więzienia działaczy. Budynek, w którym mieściła się redakcja „Mazura” zachował się w naszym mieście do dziś i znajduje się przy skrzyżowaniu ulic Polskiej i Bogumiła Linki w kierunku zejścia na targowisko.

Marszałek Ferdynand Foch był jedynym Francuzem, który został marszałkiem Polski, tak jak książę Józef Poniatowski był jedynym Polakiem i jednocześnie marszałkiem Francji - napisał o Fochu wybitny polski historyk prof. Tadeusz Panecki.

Był nieprzejednanym wrogiem Niemiec, który dążył do ostatecznego ich zniszczenia, by już więcej nie zagrażały Europie. Planował również wspólne uderzenie wraz z Polską na Niemcy. W Europie był znany jako wielki przyjaciel Polski. Marszałek Foch miał duży udział w tym, że Armia Polska, tworzona z ramienia Komitetu Narodowego Polskiego przez gen. Józefa Hallera, sformowała się we Francji i potem dotarła do Polski. Znany jest jeden z szeroko komentowanych na świecie epizodów związanych z nim oraz Józefem Piłsudskim. Otóż jeszcze przed nominacją Ferdynanda Focha na marszałka Polski (wcześniej został marszałkiem Francji i Anglii), 5 lutego 1921 w szkole wojskowej w Saint-Cyr Józef Piłsudski odpiął ze swego munduru własny krzyż Virtuti Militari i udekorował nim generała. Był to niewątpliwie ważny gest, który został szeroko wówczas skomentowany w ogólnoświatowej prasie.

 

Krwawa środa” w Szczytnie

Niemieckie władze wszelkimi sposobami starały się „wybić” (często dosłownie) z głów mazurskich działaczy ich dążenia do oderwania Warmii i Mazur od Niemiec. Jeden z nich, na którego cześć również została nadana nazwa jednej ze szczycieńskich ulic – Fryderyk Leyk, tak pisał w swych wspomnieniach: Szowiniści niemieccy za wszelką cenę starali się dostać mnie w swoje ręce. W dzień Bożego Narodzenia 1919 r. na doniesienie listonosza Grossa, mieszkającego w sąsiedztwie, dom, w którym mieszkała moja rodzina, obstawił oddział Straży Granicznej (Grenzschutz). Szukano mnie w chlewie, mieszkaniu, piwnicy i na strychu, przy czym sprzęty domowe, pościel i papiery porozrzucano, a niektóre rzeczy połamano. Gdybym wówczas wpadł w ich ręce, zostałbym, jak to pewien dobroduszny mazurski żołnierz powiedział poufnie mojej żonie - już w drodze do aresztu pod jakimś pozorem zgładzony. Procedura ta powtórzyła się jeszcze raz na Nowy Rok. Na szczęście w tym czasie byłem w Warszawie.

Dzień 21 stycznia 1920 roku do historii przeszedł jako „krwawa środa". W Szczytnie Mazurska Rada Ludowa razem z działającym już Mazurskim Związkiem Ludowym zwołały na ten dzień wielkie zgromadzenie, celem podjęcia uchwał dotyczących działania poprzedzającego okres plebiscytowy.

Szczycieńscy Niemcy byli wściekli, że pod bokiem ich władz w mieście miała się odbyć polska manifestacja. Według współczesnych opracowań historiograficznych, podobno sam landrat Wiktor von Poser sprawnie kierował przebiegiem wydarzeń. Rozjuszonych młodych niemieckich bojówkarzy namówił na pobicie Linki, wydając przy tym szczegółowe instrukcje: macie go solidnie zbić, ale nie zabić! Wcześniej zorganizował im biesiadę, która była suto zakrapiana alkoholem.

Około południa bojówka uzbrojona w żelazne łomy, kołki z płotów, żerdzie, szpadle i sprężyny zakończone ołowianymi kulami, wtargnęła na salę, w której obradował Mazurski Związek Ludowy. Rozjuszeni i podchmieleni alkoholem agresywni Niemcy wypatrzyli na sali Linkę. Ponieważ osobiście go nie znali, w rozpoznaniu pomógł im, za odpowiednią zapłatą, mieszkaniec Wawroch o nazwisku Mazuch. Zaskoczeni atakiem uczestnicy spotkania szukali ratunku w ucieczce. Incydent był później szeroko komentowany w prasie, natomiast wydawany w Szczytnie „Mazur” tak napisał o wydarzeniach: „Na podwórzu ci bandyci złapali tymczasem pana Linkego z Wawroch i wciągnąwszy go w środek pomiędzy tych rozbójników krzyczeli „Das ist der Hund, der in Paris gewesen”... (to jest ten pies, który był w Paryżu - tł. aut.) i tego starca, bezbronnego człowieka bili i jeden rozbójnik z łopatą szedł na niego i mu żebra przebił, temu staremu rodzonemu Mazurowi. Mężnie i dumnie, jak prawdziwy bohater, Linka zniósł te bóle i obelgi, choć krew się jemu lała z głowy i szyi. Ledwie żył, wtenczas policjant miał łaskę pomyśleć, że już dostał dość i go poprowadził precz z tego miejsca."

Pobitego do nieprzytomności Linkę niezwłocznie przeniesiono na pobliski cmentarz (obecnie ul. Piłsudskiego) i gdy stwierdzono, że bojówkarze odeszli - przewieziono do Wawroch. Lince był potrzebny lekarz. Zorganizowano transport do Olsztyna i oddano go do katolickiej lecznicy. Lekarze zdiagnozowali, że jest chory na raka, nie zważając na urazy odniesione w efekcie pobicia. Podjęli decyzję o koniecznej operacji i ją przeprowadzili. Podobno otwarto jamę brzuszną i zaszyto z powrotem z powodu beznadziejnego stanu. Ostatnią prośbę umierający skierował do żony, aby pochowała go w Olsztynie, gdyż wiedział że w Wawrochach nie spoczywałby w spokoju. Bogumił Linka zmarł 29 marca 1920 roku w Olsztynie nie doczekawszy plebiscytu.

 

Podpis pod zdjęcie: To w tym budynku mieściła się w omawianym okresie redakcja „Mazura”. Bogumił Linka nie zdawał sobie wówczas sprawy, że niespełna rok później nieopodal na skrzyżowaniu zostanie dotkliwie pobity przez niemieckich bojówkarzy.



Powiązane wydarzenia



Komentarze do artykułu

Napisz

Komentarze