Środa, 22 Sierpień, Imieniny: Franciszka, Kazimiery, Ruty -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Grecki student z polskim rodowodem

Jorgis Palamiotis urodził się 20 lat temu w Lubsku, mieście dawnego województwa zielonogórskiego. Ojciec Jorgisa jest rodowitym Grekiem, natomiast mama Polką. Mieszkał więc trochę w kraju matki, a trochę w kraju ojca, a ostatnio – jako student WSPol – zakorzenił się w Szczytnie. Można powiedzieć, że jest wypadkową dwóch kultur. Opowiada o tym, jak te kultury postrzega i jak je godzi.



Rodzice Jorgisa poznali się w Grecji, gdy jego mama była na jednej z licznych swoich wycieczek do kraju, uznawanego za kolebkę europejskiej cywilizacji. Bywała zresztą w Grecji dość często, bo zimową aurę w Polsce wolała zmienić na cieplejszą. Oba kraje leżą co prawda w Europie, ale odległość 2500 kilometrów robi jednak dużą różnicę, nie tylko klimatyczną.

 

Mama wolała wydać mnie na świat w znanym sobie otoczeniu, wśród bliskich, więc urodziłem się w Polsce, ale krótko po porodzie zdecydowała się na wyjazd do Grecji, w której spędziłem 13 lat swojego dzieciństwa – opowiada Jorgis. - Do szkoły, tak samo jak i w Polsce, idzie się w wieku 6 lat. Zasady nauki są podobne, natomiast jeśli chodzi o wychowanie... zakazy i nakazy, to różnice są znaczne.

 

Młody Grek przykładowo wskazuje na swobodę, jaką w Grecji cieszą się dzieci i młodzież. Nikogo tam nie dziwi, ani nie razi to, że kilkunastolatkowie, dzieci prawie, bez problemu mogą wejść do kawiarni czy też restauracji i nikt na nich nie zwraca uwagi, nie wszczyna alarmu, nie szuka opiekunów. – Dość często robiłem to z kolegami, gdy miałem 10 lub też 12 lat – opowiada ze śmiechem Jorgis. Nie popiera jednak braku kontroli nad sprzedażą nieletnim używek, do których należą papierosy. – Tam nie ma problemu, żeby kilkunastolatek poszedł do kiosku czy też sklepu i kupił tytoń, co tu w Polsce jest po prostu nie do pomyślenia. Oczywiście, że są naklejki na opakowaniach, odstraszające obrazki, i odpowiednie wywieszki, ale nikt na to nie zwraca uwagi.

 

Język polski poznawałem głównie w domu, bo mama z nami – dziećmi, a była nas ostatecznie trójka, w tym języku rozmawiała. – wspomina student WSPol. - Ale w Grecji uczyliśmy się również i w szkole polskiej, bo do takiej tam uczęszczaliśmy - wspomina student WSPol. W jego ocenie polska szkoła jest bardziej wymagająca, większy nacisk kładzie się na przedmioty ścisłe, a i poziom nauczania jest wyższy, niż w w szkołach greckich.

 

W 2010 roku rodzice postanowili przeprowadzić się na stałe do Polski. - Dla nas, nastolatków, było to trudne, bo w Grecji spędziliśmy dzieciństwo, mieliśmy przyjaciół, szkołę, tam byliśmy w domu, u siebie – komentuje Jorgis. - Pierwsze dwa miesiące pobytu w Polsce wraz z rodzeństwem dosłownie przesiedzieliśmy w domu. W tym początkowym okresie najtrudniej było nam się przyzwyczaić do zmiennej pogody. W Grecji zawsze było słonecznie.

 

Trójka młodych Greków nie mogła jednak zostać w domu. Nadszedł czas, gdy trzeba było pójść do szkoły. Jorgis ze śmiechem opowiada, jak to wyglądało w jego przypadku. – Jestem człowiekiem bardzo otwartym. Po przekroczeniu progu szkoły chciałem się przedstawić kolegom i koleżankom z klasy, używając przy tym oczywiście poprawnej polszczyzny, ale jednak akcent mnie zdradzał. Podchodziłem i kolejno się przedstawiałem: Jorguś jestem, na co najczęściej usłyszałem zapytanie: Jorguś? A co ty? Ze Śląska?

 

Jorgis z dumą dodaje, że nawet jeśli jego akcent budził wątpliwości, to przynajmniej pod względem znajomości polskiej gramatyki i ortografii często przewyższał swoich polskich rówieśników. Podkreśla, że to głównie zasługa mamy, która bardzo dbała o to, by cała trójka dzieci dobrze znała jej ojczysty język. Czytała im bajki, wierszyki, tłumaczyła, wyjaśniała... Oczywiście tylko po polsku. Natomiast z ojcem rozmawiali wyłącznie po grecku, niezależnie od tego, gdzie w danym momencie rodzina mieszkała. To właśnie za namową ojca (zresztą emerytowanego policjanta) Jorgis, gdy ukończył liceum, postanowił kontynuować naukę w elitarnej, bo tak jest określana w jego regionie – Wyższej Szkole Policji w Szczytnie.

 

Oczywiście, spraw i tematów, które można by omawiać i porównywać odnośnie do Polski i Grecji – jest niezmiernie dużo. Najbardziej aktualny i kontrowersyjny wydaje się problem imigrantów, z którymi Grecy już się zetknęli bezpośrednio. W tej kwestii Jorgis ma wyrobioną opinię.

 

Nikt oficjalnie nie mówi, że nikt ich nie chce, bo tak naprawdę stwarzają bardzo dużo kłopotów – mówi. - To nie jest już ta Grecja, z której wyjechałem 7 lat temu. Rodzinę ze strony ojca odwiedzam co roku i widać różnicę w kraju, jaką wywarł napływ imigrantów. Parki w których kiedyś bawiliśmy się jako dzieci są w tej chwili przez nich zapełnione i zaśmiecone.

 

W opinii Jorgisa i jego greckich przyjaciół, jak również rodziny – imigrantów jest stanowczo za dużo i stanowią zagrożenie dla miejscowej ludności. – Dawniej, gdy byłem dzieckiem, mogłem w Atenach swobodnie do szkoły jechać metrem. Teraz jest już zupełnie inaczej. Żeby gdzieś po południu wyjść i czuć się bezpiecznie, trzeba się trzymać głównych ulic. Znam nawet takie przypadki, że sąsiedzi, mieszkańcy jednego osiedla, umawiają się ze sobą, by całą dużą grupą udać się na przykład na zakupy, bo tak jest bezpieczniej. To już nie to, co w Polsce, w Szczytnie... Tu można gdziekolwiek pójść bez obawy, że zostanie się okradzionym lub pociętym nożem.

 

Szczytno to, co prawda, nie Ateny, a swojego zdania o naszym mieście Jorgis nie ogranicza tylko kwestii bezpieczeństwa. – Jest to bardzo ładne i spokojne miasto. Jednak jest również nieco senne, bo oprócz kilku wakacyjnych imprez nic poza nimi w mieście się nie dzieje.



Komentarze do artykułu

Napisz

Powiązane wydarzenia


Komentarze

  • Panuję nad tym, bo zapisałem się na kurs...
    Kiedy wreszcie weźmiecie się za motocyklistów? Jak długo mieszkańcy będą się męczyć z hałasem ścigaczy, niejednokrotnie przekraczających dopuszczalna prędkość w terenie zabudowanym???
    Autor: Arnold Boczek
    2018-08-21 13:40:06
  • Protest... sąd w Szczytnie
    "Farmazona" jeszcze mogli zatrudnić Kodomicka sekta.
    Autor: Arnold Boczek
    2018-08-21 13:01:50
  • Czy miasto przejmie stadion przy Ostrołęckiej?
    Żadna współwłasność mamy przykład basenu. Ma być miasta i koniec.
    Autor: R.
    2018-08-21 06:42:49
  • SKS Szczytno rusza do boju o IV ligę i mieszkańców miasta
    Trener zmieniony. Bilans po 3 meczach: 0 punktów, bramki 1-12. To raczej o otrzymanie w okręgówce, a nie o awans będzie toczyć się gra.
    Autor: Taaa
    2018-08-20 11:16:25
  • Mamy potwierdzenie, McDonald's szuka działki w Szczytnie
    Zdecydowanie lokalizacja na MC jest ulica Wielbarska....
    Autor: Mieszkanka Szczytna
    2018-08-19 23:45:37
  • Protest... sąd w Szczytnie
    Szczytno jednak jest żałosnym miastem - szczerze powiedziawszy to żenująca ta liczba uczestników, dot. zarówno "obrońców" jak i "przeciwników" wprowadzanych zmian!!!
    Autor: Zdziwiona turystka
    2018-08-18 20:33:45
  • Mamy potwierdzenie, McDonald's szuka działki w Szczytnie
    Nie. W ogóle nie mieszkam już w Szczytnie. Ale przyjeżdżam co jakiś czas i widzę, że na przykład przeniosła się w te okolice Biedronka, w okolicy powstają nowe osiedla bloków i jest wjazd na tę półobwodnicę, która pozwala ominąć stare centrum miasta. Szczytno ma charakter miasta tranzytowego, mało kto tu mieszka i mało kto zabawi dłużej. Więc obstawiam, że z McDonaldem w Szczytnie będzie podobnie jak z tym w Ostródzie. Główną klientelę będą stanowić przyjezdni i "przejezdni". Będą oni się poruszać najpierw z południa na północ, zanim odbiją na Wielkie Jeziora. Najpewniej będą jechać z lotniska albo Warszawy. Jeżeli z Warszawy, to ostatni McDonald w tym kierunku jest w Legionowie. Kolejny powinien być właśnie na Wielbarskiej w Szczytnie, żeby mieli szansę do niego zajechać wszyscy ludzie jadący z południa kraju. Jadący na prawdziwe Mazury z północy, zachodu i wschodu mogą w ogóle ominąć Szczytno, a i tak dojechać na Wielkie Jeziora.
    Autor: Szczytnianin
    2018-08-18 04:48:54
  • Czy Pasym stanie się mazurskim Kazimierzem Dolnym?
    Zamiast zrobić przed gminą fontannę z prawdziwego zdarzenia okrogłą z jakims filarem i woda na boki rozpryskiwała to zrobili dziurę we wnęce,po co ta dziura?....wie.A zamiast fontanny zrobili na boku sikawki żeby można było się wykąpać.Reszta wykonania szkoda gadać.
    Autor: Sikawka
    2018-08-16 22:02:27
  • Alarm w DPS, pracownicy podzieleni, mieszkańcy zdezorientowani
    !!!????
    Autor: Xxxx
    2018-08-16 20:04:13
  • Mamy potwierdzenie, McDonald's szuka działki w Szczytnie
    Nowe centrum? Piszesz tak bo mieszkasz na tej ulicy?
    Autor: MC
    2018-08-16 17:37:17