Sobota, 19 Styczeń, Imieniny: Erwiny, Henryka, Mariusza -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Gdy „oj, boli w krzyżu”... to do Kacpra


Im szybsze tempo życia, im mniej czasu na wszystko, tym większa moda na to, by zachować siły i zdrowie. Moda i potrzeba. Jedną z pierwszych osób, które zajęły się rehabilitowaniem ludzi miejscowych i okolicznych jest Kacper Stepokura.



Im szybsze tempo życia, im mniej czasu na wszystko, tym większa moda na to, by zachować siły i zdrowie. Moda i potrzeba. Stąd intensywnie rozwijają się róże usługowe dziedziny, które mają zaganianym ludziom utrzymać formę i tempo, a także i zdrowie. Jedną z pierwszych osób, które zajęły się rehabilitowaniem ludzi miejscowych i okolicznych jest Kacper Stepokura. Rozmawiamy o jego drodze od pomysłu do własnej firmy i o tym co i dlaczego jest nam potrzebne, byśmy żyli co najmniej długo, nawet jeśli niezbyt szczęśliwie.

 

 

Z urodzenia...

 

Szczytnianin, uwzględniając samo miejsce, ale pasymianin z wieloletniego pochodzenia. W Szczytnie najpierw pojawił się mój gabinet, 6 lat temu, a później ja sam. Teraz więc jestem już szczytnianinem w całej okazałości.

 

Czyli szkoły też miejscowe, podstawówka Pasym, średnia... pewnie Szczytno?

 

A nie. Ruszyłem w innym kierunku, do Olsztyna. I z dyplomu średniej edukacji jestem technik elektronik. Chciałem się tego nauczyć, umieć naprawić magnetowid, podłączyć kabelki itp. Ale po maturze uznałem, że w tym zakresie właściwie już wiem to, co chciałem wiedzieć, więc nie pomyślałem o tym, by tę dziedzinę zgłębiać nadal.

 

I tu się pojawił pomysł na rehabilitację?

 

Po maturze chciałem z kolegą iść na ochronę środowiska, bo powiadano, że to są łatwe studia. Ale wtedy wszyscy, na wszelki wypadek, składali papiery na co najmniej dwa różne kierunki. I tenże kolega wymyślił rehabilitację, nazywaną wówczas fizjoterapią.

 

Świadomie?

 

Nawet nie wiedzieliśmy co to jest. Pytam więc kolegę co to ta fizjoterapia. To mi mówi. Wystraszyłem się, że będę starszym paniom pomagał przez ulicę przechodzić. Kolega dodaje, że na tych studiach uczą też masażu, a to już szansa na legalne „klepanie” ładnych, młodych panienek. Ostatecznie dostaliśmy się na oba kierunki. Przeważyła wizja tych masaży i obaj wybraliśmy ten właśnie kierunek. W połowie pierwszego roku chciałem zrezygnować...

 

Nie było panienek?

 

Były. Studentki. Ale pierwszy rok to czysta teoria, „klepanie” - owszem, ale tylko książek. To była bardzo duża rozbieżność pomiędzy naszymi wyobrażeniami a rzeczywistością. Ale co mielibyśmy robić, czekając na kolejny październik i nową szansę? Profesor od anatomii nas przekonał, głównie tym, że na drugim roku są już praktyki. I tak było. Zaliczyliśmy egzaminy, a później już było tylko łatwiej i lepiej. Zajęcia praktyczne chyba ostatecznie przekonały mnie, że to dobra i fajna sprawa, ta rehabilitacja. Kiedy po jednym czy drugim zabiegu pacjent mówił, że się czuje lepiej, to i ja się czułem lepiej. Było to przyjemne. Przekonywałem się, że można pracować, mieć zawód, zarabiać pieniądze, a jednocześnie pomagać ludziom, tak prawie od razu, z widocznymi efektami. I przekonywałem się, że to naprawdę ważne. A im bardziej się przekonywałem, to tym bardziej chciałem się tym zajmować.

 

To długie studia?

 

Jak większość. Trzy lata licencjatu, dwa lata magisterki. Ale to i tak podstawa. W tej dziedzinie nieustająco jest tak wiele nowości, jak w medycynie. Wymaga nieustannego doskonalenia umiejętności. Kończyłem więc, jeszcze w czasie studiów i po nich, szereg kursów specjalistycznych, np. rehabilitacja stawu kolanowego.

 

O! To aż taka specjalistyczna wiedza w tym jest?

 

Taka i większa. Jest mnóstwo różnych technik rehabilitacji, odpowiednich dla różnych schorzeń, urazów, okoliczności chorobowych, jak i dla różnych części ciała. Inaczej jest przecież zbudowane kolano, a inaczej kręgosłup. To oczywiste, że zakres ćwiczeń, masażu itp. musi być dostosowany nie tylko anatomicznie, ale również pod kątem samej dolegliwości. Czym innym jest np. uraz, czym innym rehabilitacja pooperacyjna i tak dalej. Oczywiście, szereg zajęć jest podobnych, zbliżonych, ale diabeł tkwi w szczegółach, dlatego trzeba wiedzieć dużo i coraz więcej.

 

I po dyplomie od razu na swoje?

 

Nie tak szybko. Po dyplomie pracowałem w olsztyńskiej poliklinice na oddziale rehabilitacji. Jednak ten oddział został zlikwidowany i trzeba było szukać czegoś innego. W innych szpitalach i przychodniach miejsc wolnych nie było. I tak się zrodził pomysł przejścia na „swoje” i otworzenia prywatnego gabinetu rehabilitacyjnego.

 

To było ryzykowne? Sześć lat temu tacy prowincjusze jak my chętnie płacili za masaż czy naświetlanie?

 

Ryzyko było. Musiałem wziąć kredyt na gabinet, wyposażenie i sporo nocy nie spałem ze strachu: co dalej. Tym bardziej, że w Szczytnie były i są trzy ośrodki rehabilitacyjne bezpłatne, mające kontrakt z NFZ. Ale wiedziałem też, że czas oczekiwania w tych ośrodkach jest dość długi, wiedziałem, że w wielu przypadkach, szczególnie pourazowych, z rehabilitacją nie można czekać i wiedziałem też, że zapotrzebowanie wciąż rośnie. Szansa na to, by taki gabinet przetrwał, była duża i dlatego to ryzyko podjąłem. Dziś mam już pewność, że poszedłem dobrą drogą. Zresztą, chyba najlepszym na to dowodem jest to, że już nie pracuję sam, zatrudniam obecnie dwie wykwalifikowane osoby – specjalistów od określonego rodzaju zabiegów. Przybywa pacjentów i pracy, i nie sądzę, by się to w najbliższych latach zmieniło. A o tym, że rośnie też zapotrzebowanie na rehabilitacyjne usługi świadczyć może to, że w moje ślady, może w mniejszym zakresie, idą też inne osoby ze Szczytna.


 

Nie żałujesz? To chyba niekiedy albo i cały czas ciężka, fizyczna praca?

 

Nie żałuję. Jak praca sprawia satysfakcję, chętnie się ją wykonuje, to nie ma znaczenia, czy ona jest ciężka czy nie. I naprawdę dziś się cieszę, że jestem rehabilitantem – fizjoterapeutą, nawet jeśli ten bajer z wyłącznym masowaniem tylko zgrabnych ciał samych pięknych pań nie jest do końca prawdą.

 

Do końca? Czyli jednak i taka, powiedziałabym – podwójna przyjemność się zdarza? Co na to żona?

 

Przyszła żona. Pretensji nie ma. Z dwóch powodów chyba. Po pierwsze wolę rehabilitować niż masować, a po drugie piękne i smukłe panie rzadko tego potrzebują. Po 10 latach praktyki te „uboczne”, studenckie motywy zupełnie poszły w niebyt. Jedynym moim celem jest poprawienie zdrowia pacjenta, możliwie skuteczne i szybkie przywrócenie mu sprawności i nie ma najmniejszego znaczenia, w jakim ten pacjent jest wieku i jaką ma prezencję.

 

Pacjenci? Czyli są to osoby, którym jakieś zabiegi zalecili lekarze?

 

Różnie. Jest i tak, i tak. Część osób przychodzi z lekarskimi zaleceniami. Wtedy, gdy w publicznych, niepłatnych ośrodkach musieliby czekać miesiąc, dwa, a czasem i pół roku. To za długo w znakomitej większości przypadków. Takie pół roku może w kościach, w stawach, w kręgach, ugruntować takie zmiany, że ich likwidacja samą rehabilitacją i osiągnięcie naprawdę dobrych efektów bywa niemożliwe. Są też osoby, które przychodzą z własnej woli i potrzeby, bez medycznego skierowania.

 

W jakich przypadkach?

 

Bywa tak, że np. po urazie, po złamaniu nogi komuś został zdjęty gips i na tym leczenie medyczne się kończyło. Jeśli ktoś taki wie, że samo zrośnięcie się kości to za mało, że czas unieruchomienia wpływa negatywnie na ruchomość stawów, na mięśnie itp. to przychodzi. Inna grupa pacjentów to ci, których „coś łapie” i chcą szybko się od tego czegoś uwolnić. Najczęściej bywa tak, że ktoś nagle się rano budzi z bolącym kręgosłupem, albo kogoś „uwiera” w stawie łokciowym i kiedy to „uwieranie” zaczyna być dokuczliwe – szuka pomocy. Jeśli trafi do lekarza, który ograniczy terapię do leków przeciwbólowych, to przychodzi do mnie. Tego rodzaju dolegliwości najczęściej spowodowane są takim naprężeniem mięśni, że wywołuje ono problemy z ruchomością stawów. Odpowiednimi ćwiczeniami potrafię usprawnić mięśnie, a nawet spowodować, by pracowały one odmiennie „od standardu”, tak, by dopasowały się do stanu stawów czy kręgów. To przynosi znaczną ulgę, pozwala funkcjonować normalnie, a często też stanowi skuteczny sposób na uniknięcie bardziej radykalnych, inwazyjnych metod medycznych, czyli operacji.

 

Najtrudniejsze schorzenie z jakim się spotkałeś, a może najdziwniejsze?

 

Najtrudniejsze są zawsze przypadki chorych po udarach i wylewach. To zależy też od tego, jak te udary czy wylewy są rozległe. Ci pacjenci wymagają bardzo dużo pracy i dużo cierpliwości. Przede wszystkim ich samych trzeba przekonać, że nie są „straceni”, że te poważne dolegliwości, ich skutki, np. jednostronny paraliż, można cofnąć, nawet jeśli nie w stu procentach, to w tak zaawansowanym stopniu, że będą oni mogli nadal funkcjonować samodzielnie, a nawet pracować. Czyli rehabilitacja fizyczna jest poprzedzona psychologiczną. Wyprowadzanie pacjenta ze skutków poudarowych jest też długotrwałe. Nie wszystkim wystarcza sił i chęci. Nad tą psychiką trzeba więc też pracować ciągle, przekonywać, namawiać, przeciwdziałać zamiarom rezygnacji. Ale gdy wszystko się uda, to efekty bywają zdumiewające i gdy taki pacjent odzyskuje nie tylko prawie pełną sprawność, ale i wiarę w siebie i chęć życia... To są najpiękniejsze momenty mojej pracy.

 



Komentarze do artykułu

toTYLKOja

fajnie by bylo, zeby bylo wiecej osrodkow z bardziej konkurencyjnymi cenami

Napisz

Powiązane wydarzenia


Komentarze

  • Szkoła przy Kasprowicza zostanie zlikwidowana?
    Panie Burmistrzu niech pan popatrzy trochę na dzieci ,które zmieniły już budynek szkolny z SP3 na Gimnazjum 1 ich plecaki ważą 18,19 kg i tak jest prawie codziennie, jak te dzieci mają chodzić jeszcze na drugą część Szczytna na lekcje a co za tym idzie ile mają niebezpiecznych ulic po drodze .Ja sobie nie wyobrażam że moje dziecko chodzi do tzw.2 lub 4 gdzie mieszkamy za szpitalem.Pomysł jest chory tak samo jak to żeby likwidować klasy w szkołach w których kiedyś uczyło się po 30 -tu uczniów a teraz klasa liczy zaledwie 22,24 uczniów i brak jest miejsc w szkołach. Chory pomysł jak chora była reforma gimnazjalna.Czemu nigdy nie jest tak ,żeby to rodzice mogli decydować o tym co jest lepsze dla ich dzieci .
    Autor: Agata
    2019-01-17 20:11:06
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    Biorą, bo mogą. Ciekawe tylko, czy za godziny na sesjach i komisjach np. WSPol obcina pobory Łachaczowi, starostwo Kiersikowskiemu czy Krassowskiemu, szkoła - Kosakowskiej lub Boczarowej, agencja rolnicza - Żuchowskiemu itd.
    Autor: massakra
    2019-01-17 16:05:13
  • Romantyczne oświadczyny w... kinie
    To piękny moment dla zakochanych, ale co mają do tego przypadkowi ludzie ? Widać, jak ogromny wpływ na niektórych mają tandetne seriale. Mimo wszystko życzę im dużo szczęścia.
    Autor: max
    2019-01-17 09:57:48
  • Godlewska zastąpiła skarbnik Cielecką
    Ten który jest apolityczny :) Szkoda tylko że tak po ludzku nic go życie nie nauczyło! Cielecka nie była święta ale powinien dziękować jej za to że potrafiła się zachować i nie wyciągała żadnych ciekawostek o których wie a mimo to zachowała je dla siebie!!
    Autor: maniek
    2019-01-17 09:01:43
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    Cwaniaki, aby napchac swoje kieszenie, a przed wyborami jakie mile i uczciwe jest całe to towarzystwo. Wstyd!
    Autor: Robert
    2019-01-17 02:58:41
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    Wszystko dla mieszkańców a jest tak że wszystko dla siebie. Masakra, masakra.
    Autor: R.....
    2019-01-16 18:32:24
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    To może zamiast ryczałtowych diet wrócić do dawnego zwyczaju wypłacania kwot za posiedzenia komisji i rady - ale po fakcie, a nie tak, że człowiek podpisze się na liście i idzie w siną dal w swoich interesach nie biorąc faktycznie udziału w pracach? Z drugiej strony to jednak mam wrażenie, że nikomu na tym nie zależy, aby rozliczać radnych z ich \'dokonań\". Władzom miasta zależy na tym, aby tę \"trzódkę\" trzymać przy korytku w taki sposób, aby nie przeszkadzała. Prochu to nie wymyśli, ale nabałaganić może. Niech więc siedzą w tej radzie, grodzą d...rele z poczuciem misji, że są potrzebni. Ale niech nie wtryniają nosa w sprawy, na których się nie znają i niech to na nich ciąży odium, że biorą kasę za nic.
    Autor: Waga
    2019-01-16 18:04:13
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    A czegoś można oczekiwać patrząc na naszych \"drogich\" radnych. Towarzystwo wzajemnej adoracji kontynuuje swoje pięć minut przy korytku. Piękne słówka znów omamiły wyborców. Dzieje się to od wielu lat na wszystkich szczeblach samorządu- bez względu na \"obowiązującą\" opcje polityczną. Jacy wyborcy- takie \"elyty\" polityczne.
    Autor: dr
    2019-01-16 13:53:58
  • Szkoła przy Kasprowicza zostanie zlikwidowana?
    Ja rowniez nie wyobrazam sobie likwidacji tzw 1. Gdyby tak sie stalo syn musial by codziennie isc pare dobrych kilometrow do innej szkoly bo napewno sp 3 nie pomiesci wszystkich uczniow z okolicy. A pozatym w tym roku i tak musial zmienic budynek z sp 3 na sp 1 i co po roku znowu zmiana??? Ktos wogole mysli o tych dzieciach?? Pomyslal ktos jak wplywa na nich ciagla zmiana srodowiska?? Cala nasz edukacja
    Autor: Agnieszka
    2019-01-15 18:34:24
  • Gwiazdki „Tygodnika” dla Ryszarda Łopatki
    Gratuluję Ryszardzie ! Pięknie to ująłeś. Pozdrawiam serdecznie. HB
    Autor: Halina Biziuk
    2019-01-15 15:20:22