Niedziela, 19 Listopad, Imieniny: Elżbiety, Faustyny, Pawła -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Czas moskiewski w Szczytnie - Historia Szczytna i okolic

Szczytno wiosną 1945 roku w prawie w niczym nie przypominało obecnego miasta. Większość domów w centrum była zniszczona przez pijanych sowieckich żołdaków bądź też coraz liczniej przybywających do miasta szabrowników.


W mieście panowała wówczas prawie kompletna cisza, która czasami była przerywana stukotem podbitych żołnierskich butów. Jednak do Szczytna, wraz z coraz liczniej napływającymi osadnikami, w głównej mierze z nieodległego Mazowsza, powoli wracało życie.

 

Pierwsze miesiące szczycieńskiego szpitala

Warunki w szczycieńskim szpitalu na przełomie marca i kwietnia 1945 roku były bardzo ciężkie. Taki stan zmienił się, gdy władza radziecka pod koniec maja przekazała miasto stronie polskiej, reprezentowanej wówczas przez Waltera Późnego, o którym napiszę w kolejnych odcinkach.

Wraz z początkiem czerwca 1945 roku, personel zatrudniony w szczycieńskim szpitalu zaczął otrzymywać skromne wynagrodzenie. Również dzięki zaangażowaniu doktora Gauze, pacjenci placówki zaczęli otrzymywać coraz lepsze wyżywienie. Dzięki jego staraniom, do miasta zaczął napływać wykwalifikowany personel medyczny. Już w czerwcu do miasta została skierowana młoda niemiecka lekarka o nazwisku Enerlich, a miesiąc później dołączył do niej kolejny absolwent wydziału medycyny uniwersytetu królewieckiego.

 

 

Doktor Gauze skrzętnie notował w swoim pamiętniku, że oprócz chorych szpitalnych, placówka codziennie „obsługiwała” kilkudziesięciu chorych ambulatoryjnie. - Gryzący dym z palenisk oraz silny mróz sprawiały, że mieszkańcy mieli stale załzawione oczy. Gdy wśród mieszkańców rozeszła się wiadomość o otwarciu szpitala w Szczytnie, okoliczna ludność masowo zaczęła zwozić chorych. Przyszpitalne baraki bardzo szybko zapełniły się pacjentami - wspomina doktor Gauze, który w szpitalu spędzał właściwie cały czas. - Wizyty na poszczególnych oddziałach zaczynały się o 6. Rano. Dość często bywało tak, że oprócz hospitalizowanych, trzeba było dodatkowo przyjąć około stu pacjentów dziennie – pisał w swoim pamiętniku doktor Gauze.

 

 

 

Pod koniec maja, gdy miastem zarządzała już po części polska administracja, postarano się o dodatkowe środki, przeznaczone na wyremontowanie części budynku szpitala, do którego przeniesiono część obłożnie chorych. Oprócz przyjęć, doktor Gauze zaangażował się w szkolenie kobiet z okolicznych wsi. Były one oddelegowane z poszczególnych, tworzonych wówczas gmin powiatu szczycieńskiego. Kobiety te, po specjalistycznym przeszkoleniu przez doktora Gauze, wracały do rodzinnych miejscowości i dzięki zdobytej wiedzy rozpoznawały i leczyły przypadki duru brzusznego i tyfusu, by nie dopuścić do wybuchu epidemii, której bardzo się obawiano.

Z nastaniem nowego 1946 roku, doktor Gauze zrezygnował ze stanowiska dyrektora szpitala i objął funkcję kierownika poradni skórno-wenerologicznej. Dzięki jego staraniom w mieście i powiecie powstała też pierwsza poradnia przeciwalkoholowa, którą prowadził osobiście, a w niektórych okolicznych miejscowościach (w Rańsku, Świętajnie, Wielbarku i Pasymiu) utworzono ośrodki zdrowia, w których pracowali doświadczeni felczerzy. W sprawozdaniu do starostwa powiatowego, datowanym na 1 listopada 1946 roku dr Gauze napisał, iż postara się, aby w jak najszybszym czasie ośrodki zdrowia powstały we wszystkich gminach.

 

 

Doktor Gauze, według relacji osób, które go pamiętają, nigdy nie brał pieniędzy za poradę lekarską, natomiast swoim pacjentom wygłaszał maksymę, jaką mu wpajano jeszcze w czasach studenckich: „nogi trzymaj w cieple, głowę w chłodzie, a brzuch w głodzie”. Ponadto, jako sposób na zdrowie i długowieczność, zalecał regularny tryb życia, ruch na świeżym powietrzu, unikanie alkoholu i papierosów oraz racjonalne odżywianie się.

Twórca pierwszej powojennej szczycieńskiej służby zdrowia odszedł na zasłużoną emeryturę dopiero w wieku 81 lat.

 

Czas moskiewski w Szczytnie

Pobyt w naszym mieście żołnierzy radzieckich wiąże się z dość zabawnym i potwierdzonym incydentem. Nieco monotonne życie nielicznych mieszkańców naszego miasta było urozmaicone różnym dyrektywami, rozkazami i poleceniami narzuconymi przez Sowietów. Do jednych z nich należała zmiana czasu, a raczej zmianę strefy czasu. Zarządzający miastem radziecki pułkownik Romanienko był dość często w Moskwie strofowany za opóźnione depesze, w których musiał skrzętnie opisywać działania w rejonie. Kilkakrotnie w tygodniu spoczywał na nim obowiązek składania meldunków ściśle o określonych godzinach według czasu moskiewskiego.

Pułkownik Romanienko dość często brał osobiście udział w patrolach i bynajmniej nie dlatego, że miał na uwadze bezpieczeństwo miasta i jego nielicznych mieszkańców, ale po to, by dojrzeć, co jeszcze można by wywieźć z miasta. Większość obywateli miasta na widok takich patroli, po prostu ukrywała się, a radziecki komendant sporządzając na bieżąco notatki z patrolu, mylił czas wskazywany na wieżach kościoła katolickiego i ewangelickiego (zegar na wieży ratuszowej był wówczas uszkodzony) z czasem moskiewskim. Nakazał więc, aby miasto funkcjonowało w zgodzie z czasem moskiewskim czyli o dwie godziny wcześniej. Zmieniono czas wskazywany na zegarach i stan taki trwał przez niespełna trzy miesiące, aż do końca maja 1945 roku, czyli do momentu przekazania władzy w polskie ręce.

 

Okradanie miasta

Pobyt żołnierzy radzieckich w mieście wiązał się również z licznymi kradzieżami i szabrownictwem, którego dokonywano po ścisła kontrolą pułkownika Romanienki. Ważniejsze budynki administracyjne i użyteczności publicznej były w naszym mieście objęte szczególną „ochroną” Sowietów, którzy w ramach, jak to tłumaczyły, repatriacji wojennych, okradali szczycieńskie zakłady i fabryki. Zrabowane dobra składowano w barakach, które znajdowały się wówczas na terenie koszar czyli obecnego WSPol-u.

Zwożony praktycznie z całego powiatu sprzęt (w większości silniki elektryczne, agregaty i wszelakiej maści obrabiarki) w dość szybkim czasie zapełnił po brzegi zaadoptowane do tego celu magazyny na terenie koszar. Trochę trwało, zanim Rosjanie zrozumieli, że o wiele łatwiej im będzie taki skład trofiejnego towaru zorganizować w bliskości torów kolejowych. Demontując urządzenia w dawnej kaszarni, postanowiono do tego celu zaadoptować budynek.

Nieżyjąca już mieszkanka naszego miasta – Krystyna Panek, wspominała co się wówczas działo w Szczytnie. – Byliśmy jedną z nielicznych rodzin, które nie uciekły z miasta i pozostały w nim aż do momentu wkroczenia Ruskich. Pewnego dnia w drugiej połowie kwietnia pułkownik Romanienko nakazał stawić się wszystkim kobietom, mającym doświadczenie w prowadzeniu gospodarstwa domowego. Początkowo na mieszkającą w naszym mieście garstkę ludzi padł blady strach i obawa przed wywózką w głąb Związku Radzieckiego, jednakże zamiary wiecznie pijanego pułkownika.

 

Romanienki były zgoła inne.

Otóż brakowało osób, które mogłyby przygotować strawę dla wiecznie „zapracowanych” żołnierzy, którzy dosłownie demontowali nasze miasto. – Wraz z dwiema koleżankami dostałam przydział do pracy w dawnej kaszarni – wspominała pani Krystyna. - Gdy przyszłyśmy tam pierwszego dnia, pokazano nam wielki gar, który został najprawdopodobniej zdemontowany ze szczycieńskich koszar i nakazano nam ugotować zupę. Ale z czego?

Widząc zakłopotanie dziewcząt, jeden z radzieckich żołnierzy wyszedł i po niespełna pół godzinie wrócił z odkrojoną z jakiegoś woła tylną nogą. Rzucił ją na podłogę i w dość jasny i przejrzysty sposób wystraszonym dziewczynom przekazał, że z tego można, a nawet trzeba ugotować zupę.

– I tak przez ponad tydzień na tej jednej wołowej nodze, na której znajdowała się jeszcze racica, gotowałyśmy „zupę”, czyli właściwie dolewałyśmy tylko wodę i dodawałyśmy kaszę. Na początku trochę się obawiałyśmy czy im to posmakuje, ale już po kilu dniach „stołowała” się u nas większość żołnierzy radzieckich przebywających w Szczytnie.

Oprócz punktu zbornego dla skradzionego sprzętu, Rosjanie zaadaptowali również do tego celu nieistniejące obecnie baraki, które stały wzdłuż dzisiejszych ogródków działkowych, aż do obecnej ulicy Leśnej. Poniemieckie wówczas lotnisko w Szymanach było punktem, do którego przypędzano i zwożono bydło z całego powiatu szczycieńskiego. Według spisanych wówczas szacunkowych danych, do Związku Radzieckiego wywieziono z terenu naszego powiatu około czterdzieści tysięcy rogacizny i koni.

 

Żołnierze radzieccy w ramach swych "odszkodowań wojennych" w głównej mierze okradali miejscowe zakłady. Z fabryki mebli, która do 1945 roku należała do rodziny Andersów, oprócz różnego rodzaju urządzeń i obrabiarek wywieziono również główny napęd - generator prądu z maszyną parową. Aby owe urządzenie zdemontować i wywieźć, Rosjanie musieli wyburzyć spory kawał ściany.

Wiosną, dzięki działaniom polskich kolejarzy, którzy jako jedni z pierwszych przybyli na te tereny, nie doszło do demontażu torów kolejowych biegnących od Szczytna we wszystkich kierunkach.

 



Galeria zdjęć

Powiązane wydarzenia



Komentarze do artykułu

Napisz

Komentarze

  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Ta pani Lidia maluje sie jak szesnastoletnia metalowa panienka a jej starsza corka wyglada starzej niz ta pani z kolczykiem pod brwia, Moze niech troche dostrosnie ta Lidia i do roboty pojdzie i zmyje z siebie ten mocny makijarz bo to w tym wieku juz nie przystoi.
    Autor: obiektywnie
    2017-11-18 22:33:38
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    A te kobiety które tak się wypowiadają na temat pani Lidii to niech się zajmą swoimi sprawami.Zal ? Trzeba było zgłosić się do prgramu ! Zazdrosne babiszony i na dodatek wścibskie zazdrosnice
    Autor: Wiola
    2017-11-18 22:12:55
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Jestem w szoku ile w ludzi jest zawiści i zazdrości. Dla mnie jest to niepojęte. Jak można komuś życzyć tak źle i niszczyć cudzą pracę? Ta kobieta naprawdę przeszła dużo w życiu, a mieszkańcy Szczytna mogą jedynie się wstydzić swojego okropnego zachowania. Jak oni mogą spokojnie spać w nocy? Nie wyobrażam sobie jak można być tak nieczułym człowiekiem, bez jakiejkolwiek empatii. Nie rozumiem osób, które tylko zazdroszczą i wylewają swoją nienawiść, zamiast sami wziąć się w garść i zrobić coś ze swoim życiem, zamiast osądzać. Może zamiast interesować się i uprzykrzać życie pani Lidii, ludzie zaczniecie się interesować swoim? Mam tylko jedno pytanie do mieszkań Szczytna: Po co to robicie? Tego jednego nie jestem w stanie pojąć w szczególności, po co, jaki jest cel tego zachowania? Po co uprzykrzać życie komuś, kto w końcu może odczuć szczęście? Radzę zająć się sobą i odpuścić uprzykrzanie życia innym, a większą uwagę zwrócić na siebie i może samemu osiągnąć szczęście, nie czyniąc źle drugiemu.
    Autor: Wstyd
    2017-11-18 20:35:57
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Boli wszystkich sąsiadów ze ktos ma remont i zazdrosc ze lepiej ktos ma buraki
    Autor: Nnn
    2017-11-18 18:44:46
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Do Krzysztof: kolejny "wrażliwy społecznie", który życzy innym stryczka. Niczym się nie różnisz od tych, których krytykujesz.
    Autor: Artur
    2017-11-18 17:05:30
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Pani Lidio zasłużyła Pani na ten remont! Pani Kasiu i Ekipo zrobiliście kawał super roboty!!! Gratulacje dla Was! Pani Lidio proszę się cieszyć z całego serca z tego remontu i poprawy warunków na lepsze. Gniazdko macie przepiękne! Proszę chodzić po Szczytnie z uniesioną głową i gawiedzią się nie przejmować! Psy szczekają-karawana jedzie dalej...
    Autor: ex-Szczytnianka
    2017-11-18 08:35:34
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Dzięki Pani Katarzyno za oszczedzenie mieszkańcom Szczytna wstydu i nie pokazanie grupy zawistnych ,leniwych, bezmyślnych gapiów .Wstyd mi za nich.Gdybym wiedziala co sie dzieje przyjechałabym z sąsiadkami z wioski choćby po to by pokazać, że nie wszyscy sa tacy bezduszni i nawet ekipy nie poczestowali chocby ciasteczkiem
    Autor: Emerytka z okolicy Szczytna
    2017-11-18 07:59:12
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    A czemu pani Lidia nie weźmie się do pracy tylko żyje ciągle na cudzy koszt (mopsy, zapomogi itp.)? Pełnoletnia córka nie wygląda na osobę potrzebującą opieki 24h na dobę.
    Autor: Ania
    2017-11-17 23:24:58
  • Cukrzyca zabrała 5-letniej Ninie przedszkole
    Pani Sylwio proszę walczyć,No tak najlepiej jest stwierdzić,że RODZIC NASTAWIONY JEST WROGO....skąd ja to znam...sama jestem mamą dziecka niepełnosprawnego i wiem co Pani przechodzi.Rodzic który chce pomóc swojemu dziecku traktowany jest jak intruz a dziecko jak kula u nogi.Niby jak choroba jednego dziecka dyskryminuje inne dzieci?Pani dyrektor urwała się chyba z choinki....Jeśli tak uczy dzieci tolerancji,że zamiast podawania ręki będzie uczyła jak podkładać nogę to niestety ale zostawię to bez komentarza.
    Autor: ...
    2017-11-17 23:04:32
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Święte krowy się odezwały na portalach i pojechały kobietę. Własnymi dupami się zajmijcie i życiem. Jakby się ich wszystkich powiesiło, to nie tylko mieszkanie, ale i Szczytno by było wyremontowane jeszcze. Cieszę się, że komuś się tak poszczęściło i ubolewam, że buractwo Szczycieńskie nie pozwoliło się maksymalnie cieszyć tej rodzinie.
    Autor: Krzysztof
    2017-11-17 20:13:17