Niedziela, 24 Czerwiec, Imieniny: Albina, Wandy, Zenona -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Burmistrz Mius nie kłamał

Po niemal 1,5-rocznym procesie Bernard Mius, burmistrz Pasymia został oczyszczony z zarzutu kłamstwa lustracyjnego. Sąd Okręgowy w Olsztynie orzekł, że nie współpracował on ze Służbą Bezpieczeństwa. W ten sposób burmistrz Pasymia pozbył się jednego kłopotu, co nie znaczy, że może spać spokojnie. Ma na głowi...



Po niemal 1,5-rocznym procesie Bernard Mius, burmistrz Pasymia został oczyszczony z zarzutu kłamstwa lustracyjnego. Sąd Okręgowy w Olsztynie orzekł, że nie współpracował on ze Służbą Bezpieczeństwa. W ten sposób burmistrz Pasymia pozbył się jednego kłopotu, co nie znaczy, że może spać spokojnie. Ma na głowie sporo innych problemów, jak na przykład wysokie zadłużenie gminy, konflikt w Gromie, czy ze starostwem – o tym właśnie rozmawiamy.

Odetchnął pan po ogłoszeniu wyroku przez olsztyński sąd?

Odetchnąłem i to bardzo głęboko. Wiedziałem, że jestem niewinny, ale spokój był zachwiany. Teraz będę mógł całkowicie skupić się na sprawach bardzo ważnych dla mieszkańców naszej gminy. Według mnie całe to zamieszanie z IPN było niepotrzebne, a na domiar złego wykorzystywali to moi przeciwnicy polityczni mieszając ludziom w głowach. Na szczęście nie każdy im uwierzył. Mam nadzieję, że po wyroku sądu będzie już spokojniej.

Instytut Pamięci Narodowej uważał, że współpracował pan ze Służbą Bezpieczeństwa. Jakie miał dowody i jak przebiegał proces?

Całe zamieszanie powstało po tym, jak prokuratorzy IPN znaleźli jakieś oświadczenie o współpracy rzekomo napisane przeze mnie. Nie było ono nawet podpisane. To był jednak wystarczający powód, aby uznać mnie za kłamcę lustracyjnego. Oświadczenie aż trzykrotnie badane było przez biegłego grafologa.

Dwukrotnie stwierdził on, że to nie moje pismo, a za trzecim, że to mogłem jednak pisać ja. Na szczęście sąd nie dał mu wiary.

A jaka jest prawda? Napisał pan to oświadczenie?

Oczywiście, że nie. Taką rzecz bym pamiętał!

Sąd powołał też świadków. Trzech funkcjonariuszy SB, którzy rzekomo pana prowadzili. Jak oni zeznawali, co mówili?

Początkowo mówili, że nie pamiętają, aby mieli ze mną jakiś kontakt. Gdy sąd jednak zaczął przedstawiać im stworzone przez nich dokumenty, to zmiękli i zaczęli mówić, że skoro są dokumenty, to pewnie tak musiało być. Po dalszych przesłuchaniach przyznali jednak, że dokumenty bywały podrabiane, a współpracowników zapisywano fikcyjnie. Funkcjonariusze SB musieli się w końcu czymś wykazać. Za pozyskiwanie tajnych współpracowników dostawali bowiem nagrody. Taka postawa funkcjonariuszy SB pokazuje tylko, ile niewinnych osób mogło zostać tak skrzywdzonych, jak ja. Dokumenty, ich zeznania są niewiarygodne. Mimo to sądy na nich bazują. Jak się przed czymś takim bronić? Ja nie wiem.

Czyli TW Robert, bo taki kryptonim podobno panu nadano, który w latach 1979-1982 miał współpracować ze służbami bezpieczeństwa to fikcja?

 

To fikcja, która kosztowała mnie sporo nerwów. Na dodatek wyjątkowo trudno jest się przed takimi oszczerstwami bronić. Są jakieś dokumenty, papiery, podpisy, a ja mam tylko swoje słowo. Przejść przez to całe zamieszanie pomogli mi moi najbliżsi, którzy ani na chwilę nie zwątpili w to, że mówię prawdę. Bardzo im za to dziękuję. Dziękuję też mieszkańcom Pasymia i gminy, którzy dali mi wyraz zaufania podczas wyborów samorządowych, a proces już się wówczas toczył.

Ile miał pan lat, gdy pana rzekomo zwerbowano?

26. Byłem wówczas pracownikiem Spółdzielni Kółek Rolniczych. Co ja mogłem w takim wieku wiedzieć o świecie? Jedyny kontakt z funkcjonariuszami SB mogłem mieć, gdy starałem się o paszport potrzebny mi do legalnego wyjazdu, w celach zarobkowych, do rodziny w RFN. Ale wówczas każdy musiał mieć taki kontakt, bo to takie były czasy. Nigdy nie współpracowałem. Na nikogo nie donosiłem. Najgorsze w tym wszystkim było to, że proces wykorzystywany był do gry politycznej moich oponentów. Nazywali mnie złodziejem, oszustem, zdrajcą narodu, kacykiem. Mam nadzieję, że teraz za to przeproszą. Nie było to uczciwe.

No dobrze, może zmieńmy temat, bo zamieszanie z IPN to nie jedyny pana kłopot. Wysokie zadłużenie gminy, czy też konflikt wokół szkoły w Gromie to również niemałe wyzwania. Jak naprawdę wyglądają finanse w pana gminie?

Sytuacja finansowa jest stabilna. Nie ma podstaw do obaw. Mamy pieniądze na inwestycje i bieżące wydatki. Nie bankrutujemy, jak to niektórzy próbują wmówić naszym mieszkańcom. Chcąc się rozwijać trudno nie wziąć kredytu.

To ile pożyczyliście na te inwestycje?

Na koniec 2011 roku zadłużenie wyniesie około 11.365.000 złotych.

To potężne pieniądze. Jaki jest budżet gminy? Ila lat trzeba będzie spłacać takie zadłużenie?

Budżet gminy wynosi ponad 22 miliony złotych. Spłata kredytów rozłożona jest na około 20 lat. Ale zapewniam, że nie zagraża to płynności finansowej naszej gminy. Poza tym nie przejedliśmy tych pieniędzy. Poszły one w całości na inwestycje. Co więcej w większości przypadków do każdej naszej złotówki dostaliśmy złotówkę dofinansowania. Trudno było nie wykorzystać takiej szansy, nawet kosztem zadłużenia. Prawdą jest jednak to, że musimy teraz trochę zacisnąć pasa. Ale nie widzę nic w tym złego. Tak po prostu bywa. Wynika z tego, że nasze zadłużenie wynosi około 52 procent, a nie jak mówią co niektórzy 60.

No ale to oszczędzanie odbija się na mieszkańcach gminy. Przykładem jest próba likwidacji, albo jak pan woli ograniczenia działalności Szkoły Podstawowej w Gromie.

Nie chcę jej zamykać. Już o tym mówiłem. Reorganizacja i oszczędności są jednak niezbędne. Stosunek liczby dzieci do ilości nauczycieli jest poważnie zachwiany. To jest nieuczciwe wobec innych szkół i dzieci tam się uczących, czy nauczycieli tam pracujących. Nie możemy dokładać tak ogromnych pieniędzy. Chciałbym, aby rodzice uczniów, mieszkańcy Gromu spojrzeli na to racjonalnie i zaproponowali jakieś rozwiązanie. Rozważę każdą możliwość. Ale w takiej formie jak obecnie ta placówka nie może istnieć. Nie stać nas na to.

To ile dokładacie do tej szkoły?

Funkcjonowanie szkoły podstawowej w Gromie generuje w tym roku koszty w wysokości 782 tysięcy 685 złotych. Subwencja oświatowa na cały rok dla tej szkoły wynosi tylko 323 tysiące 312 zł. Wynika z tego, że gmina dokłada do funkcjonowania tej szkoły aż 459 tysiące 373 zł, co stanowi ponad 58 procent wszystkich kosztów związanych z jej funkcjonowaniem. Chciałbym dodać, że aż 78 procent wszystkich kosztów funkcjonowania tej placówki, są to koszty związane tylko i wyłącznie z płacami i pochodnymi osób zatrudnionych w szkole (613 tysiące 486 zł). Czy nie jest to zbyt dużo?

Jakie ma pan pomysły na rozwiązanie tego konfliktu, które mogliby zaakceptować mieszkańcy Gromu?

Nie wiem dlaczego mówimy o konflikcie, skoro szkoła była, jest i będzie i to w tym samym kształcie. Przedszkole i 6 klas. Nie wiem, kto rodzicom i mieszkańcom Gromu mąci w głowach i nie wiem, czemu to ma służyć. Dla mnie, jak i dla rodziców dzieci oraz mieszkańców Gromu najważniejsze jest, żeby szkoła funkcjonowała, żeby była tym centrum kulturalnym wsi. A to czy będzie to szkoła publiczna, czy może kiedyś niepubliczna, to dla mieszkańców, dla rodziców nie ma przecież żadnego znaczenia, ponieważ jest szkoła, są nauczyciele, dzieci chodzą do tej szkoły itp.

Wprowadzane oszczędności spowodowały też konflikt ze Starostwem Powiatowym. Obiecał pan dołożyć się do inwestycji drogowej. Nie dotrzymał pan jednak słowa. Starostwo się „obraziło” i zapowiedziało, że nie będzie inwestować na pana gminie. Co pan z tym zrobi?

W pana obronie stanął skarbnik gminy. Ostro skrytykował taktykę powiatu mówiącą o współfinansowaniu powiatowych inwestycji przez gminy.

To jego subiektywna ocena. Nie podzielam jej. Moje zdanie jest nieco inne. Pomysł współfinansowania inwestycji nie jest zły. Razem można zrobić więcej. Niestety, jesteśmy w takiej sytuacji, że dziś nie bardzo mamy z czego dokładać. To powiat też powinien zrozumieć. Gdy pieniądze się pojawią na pewno chętnie będziemy z nim współpracować inwestycyjnie. zwłaszcza że ta współpraca zawsze była dobra.

Rozmawiał Tomasz Mikita



Komentarze do artykułu

Napisz

Powiązane wydarzenia


Komentarze

  • Karetki w naszym powiecie zostają bez lekarzy, bo minister wie lepiej
    Do "Poirytowanej" Szanowna Pani - do osoby chorej na raka aby zrobić zastrzyk powinna przyjechać pielęgniarka z hospicjum a nie ZRM. Pogotowie powinno wyjeżdzać tylko do stanów nagłych a nie przewlekłych czy termalnych.
    Autor: Obserwator
    2018-06-24 11:21:58
  • Dbają o mazurskie cmentarze w naszym powiecie (zdjęcia)
    Tak trzymać. Należy szanować przeszłość regionu. Bez korzeni każda roślina uschnie. Człowiek też nie jest wyjątkiem.
    Autor: Bienschen
    2018-06-23 18:14:09
  • Brutalny napad na kobietę w centrum Szczytna
    Oby zdechł w kiciu
    Autor: 12345
    2018-06-23 12:13:38
  • Wygrał ponad milion złotych w Multi Multi
    A gdzie kupił kupon. Która to kolektura ?
    Autor: Borys
    2018-06-22 17:47:56
  • Karetki w naszym powiecie zostają bez lekarzy, bo minister wie lepiej
    Ze słucham 4 karetki przez 24 godziny na dobę?no ciekawe. Gdy dzwoniłam w maju po 22 po karetkę odmówili przyjazdu ponieważ jedyna karetka która dysponowali wyjechała w teren . więc gdzie były pozostałe 3 ? W ogóle jakim prawem karetki odmawiają pomocy potrzebującym? np. ludziom chorym na raka . To wola o pomstę do nieba . Jak taka osoba może zrobić sobie zastrzyk z morfiny. Ja się pytam jak ? Przecież w domu nie mogą mieć takich zastrzykow a zlecenie na zrobienie iniekcji jest. Wówczas pamiętnego wieczoru osobiście odebrałam dr. Falkowskiego ze szpitala z opieki nocnej i zawiozlam do potrzebującej osoby. Doktor Falkowski wspaniały człowiek nie odmówił pomocy . Przyjął pacjenta do końca zlecił co trzeba i wychodząc ze mną przeprosil pacjentów na korytarzu . Do samej pacjentki podszedł z dużym szacunkiem . Podał zastrzyk, przepisał dodatkowe leki i wychodząc życzył szybkiego ustania bólu oraz powiedział że jest do dyspozycji tego wieczora i nocy. Odwiezlismy Doktora do szpitala . Pacjentka po minięciu bólu zasnęła spokojnie i przespała całą noc . Takich lekarzy trzeba w Szczytnie . Którzy szanują pacjenta i spieszą z pomocą. bo co nie którzy to zapomnieli przysięgę lekarską która składali.
    Autor: Poirytowana
    2018-06-22 16:40:31
  • Krzysztof Mańkowski: Szczytno powinno stać się prawdziwą bramą Mazur
    Pierwsze co trzeba zrobić , to dać warunki do zakładania firm prywatnych i tych małych. Co z tego , że są markety , gdzie ludzie zarabiają 1500-2000 zł. Ile już małych sklepików i firemek otworzono w tym grajdole. Po 3-5 miesiącach się zamykają. W puszczone zostały markety, i mamy biedę .Co z tego ,że jest praca, za którą ludzie klepią biedę. Mamy zalany rynek dodatkowo Chińczykiem. Do tego Szczytno to miasto "zagłębie" ciucholandów. Szkolnictwo leży, bo dyrektorzy boją się wychylać, bo burmistrz ich "odstrzeli " z ciepłej posady. Do tego nagradzanie uczniów , jest w zależności , właśnie, od czego? Kogo znam. Ale może praktycznie. Mamy miasto i okolica, liczy może 30 tyś osób. Duża ilość to starzy ludzie z niskimi emeryturami, lub byli zomowcy i żołnierze z PRL. Do tego dzieci i kobiety, nie pracujące. Większość pracuje za najniższą krajową u ludzi co mają swoje firmy. Z założenia jest tak, że płacą jak najniżej, bo potrzebuje na nowe BMW lub Mercedesa. Taka wiejska mentalność dorobkiewicza. Do tego lekarze co przyjmują prywatnie i za pieniądze podatnika, mają prywatne zaplecze w szpitalu w Szczytnie. Gdzie , ogólnie się nie leczy, tylko zabija się pacjenta , podawanymi im lekami. Za które dostają bonus od korporacji medycznych. Taki szpital doświadczalny. Nie mówiąc o największym specjaliście , chyba nie w ginekologi, mieszkającym na konopnickiej. Można powiedzieć, że ogólnie miasto i okolica jest w rękach kilku gangów miejscowych. Od gangu co posiada większość nieruchomości w swoich rękach, od gangu lekarzy, co mają monopol na rynku , sprzedaży "dragów" dla pacjentów. Gangi powiązane politycznie, gangi w zależności od stanowiska urzędniczego, więc żyjący na koszt podatników. Wszyscy żyją bardzo dobrze i nawet nie wiedzą z kont znajdują się u nich na koncie pieniądze co miesiąc. Ogólnie od punktu siedzenia, jest punkt widzenia. Patrząc z perspektywy na miasto, to leży i kwiczy. Niech każdy zada sobie pytanie i sobie wyobrazi, że nie mieszka w Szczytnie. A pytanie jest takie, dlaczego chciałbym przyjechać do Szczytna lub w nim zamieszkać? Bo dla osoby ,która ma ustawione życie na dobrym poziomie w Szczytnie, to prawdo podobnie będzie super. Jak to mówią człowiek bogaty i z układami, nie zrozumie ludzie potrzebujących. Ponieważ , jego dochody wysokie ,są wynikiem zaniżania dochodów biednym.
    Autor: Andi
    2018-06-22 15:13:18
  • Wiara w ludzi ratuje życie
    Ja również życzę dużo siły i wiary w ludzi chociaż z własnego doświadczenia zauważyłam że w naszym Szczytnie pomaga się tylko intetesownie. Przykre to ale prawdziwe. Media i władze prawie wogole nie są zainteresowane tym czego potrzebują mieszkańcy ehhh. Życzę dla żony powrotu do zdrowia i jestem z wami całym sercem.
    Autor: Gosia
    2018-06-22 09:28:27
  • Krzysztof Mańkowski: Szczytno powinno stać się prawdziwą bramą Mazur
    Aż mi się buźka uśmiechnęła???? Trzymam mocno kciuki????
    Autor: Anna
    2018-06-21 23:39:08
  • Gdy bliski nie chce już żyć... możemy temu zapobiec (rozmowa "Tygodnika")
    w rozmowie z bliską mi osobą dowiedziałem się że ma myśli samobójcze kilka miesięcy później już nie żyła nie wiedziałem co z tym zrobić
    Autor: x80
    2018-06-21 21:02:09
  • Krzysztof Mańkowski: Szczytno powinno stać się prawdziwą bramą Mazur
    Wydaje mi się, że pora na kogoś "świeżego". Nasza scena polityczna od wielu lat jest zdominowana przez te same osoby. Wielkie obietnice i przedstawianie świetlanych perspektyw, a potem "kicha". Chciałem ale nie wyszło , bo to albo tamto. Pomysł z Innopolice jest podobny do pomysłów asystenta Pani Wójt ze Świętajna- przypomnę: fabryka większa od wielbarskiej Ikei, lotnisko itp. Zostałem wybrany a potem aby do końca kadencji dotrwać. Zbliża się koniec kadencji samorządów- zobaczycie jaka epidemia opanuje ratusz. Większość naszych decydentów wyląduje na zwolnieniach lekarskich. Według mnie radni nie powinni otrzymywać żadnych pieniążków, ewentualnie jakiś ryczałt za czas faktycznie spędzony na posiedzeniach. Diety zryczałtowane to przekupywanie radnych, w ten sposób tworzy się towarzystwo wzajemnej adoracji.
    Autor: dr
    2018-06-21 20:00:39