Czwartek, 13 Grudzień, Imieniny: Dalidy, Juliusza, Łucji -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Brawura, czy nieudolność - co jest najczęstszą przyczyną wypadków drogowych?


Marek Bojarski, zastępca dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Olsztynie odpowiada na pytania dziennikarza „Tygodnika Szczytno”. Rozmawiamy między innymi o: zdawalności egzaminów na prawo jazdy, czy bezpieczeństwie na drogach...



Dlaczego tak wielu ludzi nie zdaje egzaminu na prawo jazdy?

 

O to trzeba spytać szkoleniowców. Ja mogę jedynie powiedzieć, że są takie szkoły, w których egzamin za pierwszym podejściem zdaje nawet 80% kursantów, a są takie ośrodki, gdzie ta zdawalność wynosi zaledwie kilkanaście procent.

 

Czyli mogę się w WODR dowiedzieć przynajmniej tego, w której szkole jazdy warto robić kurs, a w której nie...

 

Takich danych nie udostępniamy. W przeciwnym razie moglibyśmy być posądzeni o promowanie określonych ośrodków szkolenia kierowców. Natomiast szczegółowe analizy w tym zakresie każdy zainteresowany może uzyskać w wydziale komunikacji. My jako WORD odnosimy się jedynie do danych ogólnych, a nie do konkretnych szkół. Warto jednak podkreślić, że w ostatnich latach zdawalność egzaminów realizowanych przez olsztyński WORD nieco wzrosła. Obecnie zbliża się ona w zakresie części praktycznej do 40%, przy średniej krajowej stanowiącej nieco ponad 30%. W pierwszym podejściu zdaje cały egzamin około połowa osób.

 

To czego nie znają kursanci: teorii czy praktyki?

 

Testy zalicza około 60% zdających. To jest dla naszych klientów mniej stresująca część egzaminu. Siadają przed komputerem, system losuje test, który następnie rozwiązują kursanci. I chociaż w bazie znajduje się kilka tysięcy pytań, to z tym jest lepiej. Gorzej sytuacja wygląda podczas egzaminu praktycznego.

 

Czyli co? Nie umieją jeździć po prostu, czy też może rygory są nieco absurdalne? Z takimi uwagami też się spotykam...

 

Istotnie na rygory narzeka się najczęściej, na tzw. placyk i manewry w ruchu drogowym, które muszą być wykonane zgodnie ze ściśle sprecyzowanymi kryteriami. Ale to już są regulacje ministerialne. Tu egzaminator, nawet gdyby chciał, to nie może nic zrobić. I gdyby ta niska zdawalność spowodowana były np. nadmierną surowością naszych egzaminatorów, to przecież składano by na nas więcej skarg. A obecnie wpływa takich może ze dwie rocznie.

 

Czego dotyczą?

 

Przebiegu egzaminu – oczywiście, a uwagi są różne. My jednak mamy podstawy do wyjaśnienia tych kwestii. Przede wszystkim cały egzamin jest monitorowany. Zarówno jazda na placyku, jak i po mieście. Na nagraniach działa i wizja, i fonia, więc wszystko, co się podczas egzaminu działo, można i zobaczyć, i usłyszeć. Poza tym stosujemy system – nazwijmy to – losowego doboru par. W ten sposób egzaminator nie wie, kogo będzie oceniał, nie wie też zdający, na kogo trafi.

 

Czyli jednak rygory...

 

Kiedy egzaminatorzy mieli większe pole manewru – też było źle. Krytykowano, że nie ma jasnych, konkretnych wymagań, a zaliczenie np. jazdy zależy od humoru egzaminatora. Wprowadzono więc te konkrety: jakie manewry podczas egzaminu muszą być wykonane i w jaki sposób, a egzaminator ocenia na arkuszu przebiegu egzaminu, prawidłowość wykonania poszczególnych zadań.

 

Może istotnie nie jest to najrozsądniejsze rozwiązanie, ale nie wyjaśnia jeszcze do końca dlaczego ta zdawalność jest jednak taka niska.

 

Osobiście bym nad tym nie ubolewał. Bo jak kursanci muszą się douczyć, muszą wziąć więcej godzin jazdy, to jest szansa na to, że będą, przynajmniej z obserwacji, wiedzieć trochę więcej. Bo problem polega na tym, że szkoły nie przygotowują do jeżdżenia po drogach publicznych w różnych sytuacjach, ale przygotowują do zdania egzaminu.


 

Trochę tak jak z obecnymi maturami, gdzie zdający mają się „wbić” w model odpowiedzi...

 

Powiedziałbym, że nawet gorzej. Na maturze nie da się przewidzieć tematów, więc trochę trzeba jednak pomyśleć. Tu szkoły mają dokładną wiedzę o tym, jak wyglądają arkusze egzaminacyjne, co będzie sprawdzane i oceniane, i uczą głównie tego. No i wybierają (bo tu jest dowolność) miasta i WODR-y, gdzie średnia zdawalność jest wyższa.

 

 

Ale w Olsztynie na brak pracy nie narzekamy i tak. Akurat mija 20 lat istnienia WORD-ów. Nasz, olsztyński, przeprowadził w tym czasie ponad milion egzaminów na wszystkie kategorie, a także dodatkowo ponad 28 tysięcy szkoleń komunikacyjnych. Prowadzimy między innymi kursy dla diagnostów - mamy własną stację kontroli pojazdów. Szczytno w znakomitej większości wozi swoich kursantów do Łomży, czasem do Ostrołęki. I tam zdają, bo jeżdżenie po Łomży jest znacznie prostsze. A za chwilę szczęśliwy posiadacz prawa jazdy jedzie do Olsztyna, czy innego miasta o bardziej skomplikowanej infrastrukturze, i groza – nie wie jak się poruszać.

 

I wypadków byłoby mniej?

 

Z pewnością.

 

Policyjne statystyki mówią, że na drogach ginie najwięcej ludzi w wieku 18-39 lat, ale w tej grupie przeważa wiek 25-39, więc raczej brawura, a nie nieudolność.

 

W ubiegłym roku w naszym województwie na drogach zginęło 118 osób, podczas gdy w całej Szwecji – 150. Ale u nas i tak już jest lepiej, bo jeszcze kilka lat temu liczba wypadków ze skutkiem śmiertelnym była u nas trzy razy większa.

 

To jakie można by wprowadzić zmiany, by na kursach na prawo jazdy można było naprawdę nauczyć się jeździć, co egzamin tylko by potwierdzał?

 

Chyba przywróciłbym, przynajmniej częściowo, trochę swobód egzaminatorom, by mogli być podczas egzaminu bardziej elastyczni. Jest to możliwe, bo przecież cały egzamin jest nagrywany, a egzaminatorzy losowani, więc trudno byłoby tu sformułować jakiś zarzut o nieuczciwość czy jakikolwiek inny. Uczulamy egzaminatorów na to, że taki zdający jest bardzo zestresowany i obraz jego umiejętności właśnie przez stres może być błędny.

 

Egzaminator powinien mieć większą szansę na to, by ocenić kierowcę niejako w całokształcie: zachowania za kierownicą, refleksu, pewności jazdy itp., a to są bardzo ważne wskazówki. Poza tym, co pewnie nierealne, egzamin powinien odbywać się w miastach, w których istnieją najróżniejsze rozwiązania komunikacyjne. Trudno mi prorokować, ale z pewnością zmiany powinny iść w jednym kierunku: by nowy, „świeży” kierowca naprawdę umiał poruszać się po drogach w każdej sytuacji.



Komentarze do artykułu

Napisz


Komentarze

  • W powiecie dużo starego, ale bez... Nowocińskiego
    Siedzą sobie mali chłopcy w piaskownicy. Rozmawiają o swojej przyszłości. Ale żaden z nich nie chce zostać strażakiem, maszynistą, czy policjantem. Wszyscy marzą o tym, że by kiedyś w Szczytnie rozdawać \"karty\" ze stołków w ratuszu. I nie było by w tym marzeniu nic dziwnego gdyby po drodze do jego zrealizowania chłopcy zdobyli odpowiednie wykształcenie, ogładę towarzyską, empatię i umiejętność \"służenia pomocą\" drugiemu człowiekowi. Ale czy tak się stało...? Jak na razie moim zdaniem stało się jedynie kolesiostwo. Wiadomo, przyjaźń z piaskownicy rzecz święta!
    Autor: Teresa TTT
    2018-12-12 10:17:29
  • Kraków wraca do Szyman, Lwów zostaje
    Czy są szanse na wznowienie połączenia z Berlinem?
    Autor: Aga
    2018-12-12 07:13:28
  • Mapa potrzeb aktywnych obywateli
    Czy można gdzieś zapoznać się z tym raportem w necie?
    Autor: Mieszkaniec Szczytna - Jan Mazur
    2018-12-10 23:22:21
  • Kot postawił strażaków na nogi
    To nie kot ,tylko ktoś postawił strażaków na nogi.Jaja sobie robią.
    Autor: Wiewiorka
    2018-12-10 20:06:27
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    I proszę na głos i ze zrozumieniem przeczytać definicje tego słowa.
    Autor: Mieszkanka
    2018-12-10 19:15:09
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    Hola hola tu nikt nikogo nie poniża proszę się nie rozpędzać. Nie padają wyzwiska wulgaryzmy itp. Jest tylko własne zdanie i nic innego:)
    Autor: Mieszkanka
    2018-12-10 19:09:42
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    Do Ccc. Jeżeli wypisuje się jakieś komentarze, to warto dokładnie sprawdzić a nie wypisywać głupoty. 6 tysięcy to ma cała gmina a nie Świętajno. Świętajno ma około 2 tysięcy mieszkańców.
    Autor: Ela
    2018-12-10 10:12:34
  • InnoPolice już po przetargu, droższe o 14 milionów
    Widzę że temat budzi emocje więc może kilka faktów. InnoPolice kojarzone z WSpol niestety to tylko mit. WSPol pomagał tylko do etapu koncepcji więc bezpieczeństwem będą tam zajmowali się samorządowcy lub emeryci. Zainteresowanie tym produktem było szacowane tylko na podstawie danych statystycznych GUS! Może obecny Burmistrz będzie miał odwagę aby powiedzieć oficjalnie mieszkańcom na co się porywają :) Koszt utrzymania a możliwość generowania ewentualnych zysków? Jaki trzeba będzie wygenerować obrót aby koszt zamknąć na 0? itd. Włącz pan wyobraźnię, jeśli to nie za trudne!!!
    Autor: miejscowy
    2018-12-10 08:49:44
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    Mieszkanko, słowo hejt nie jest popularne, ale ma swoje zdefiniowane określenie. Z DEFINICJI: Co oznacza słowo hejt? To spolszczona wersja słowa hate, czyli nienawidzić. Hejtem określa się działanie w Internecie, które jest przejawem złości, agresji i nienawiści. Wielu internautów czuje się w sieci bezkarnych, dlatego chętnie obrażają innych. Złudne poczucie bezkarności i anonimowości popycha ludzi do cyber -przemocy. Należy również zadać pytanie o powody krytyki innych – często wypływa to z niskich pobudek osób krytykujących. Jest to być może próba dowartościowania samego siebie kosztem kogoś drugiego, bezmyślność, czerpanie „chorej” satysfakcji z poniżania innego człowieka, nadmiar czasu i brak pomysłu na jego spędzenie. Spod płaszcza anonima wylewa się fala nienawiści, złości, głupoty czy psychopatycznego poczucia wartości. Mieszkanko powoływanie się na \"pół wsi\" to nie jest własna opinia... Również życzę miłego wieczoru i spokojnej nocy.
    Autor: Ccc
    2018-12-09 23:32:57
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    O Boże..no tak tak tak samo jak kultura była we Wielbarku stoisko przepiękne ale reszta... Hehehe przepraszam tak.... KULTURA
    Autor: Mieszkanka
    2018-12-08 23:33:23