Sobota, 26 Maj, Imieniny: Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Aresztowanie Kazimierza Żugaja - Historia Szczytna i okolic

Do pierwszego poważnego konfliktu Waltera Późnego z polskimi władzami administracyjnymi, które właściwie bardziej reprezentowały interesy Związku Sowieckiego niż swoich rodaków, doszło pod koniec 1945 roku. Sprawa dotyczyła aresztowania Kazimierza Żugaja - człowieka wielce zasłużonego dla powojennego Szczytna.



Był jednym z pierwszych, którzy przybyli do miasta tuż po zakończeniu działań wojennych.

 

Kazimierz Żugaj

Kazimierz Żugaj na trwałe wpisał się w historię powojennego Szczytna, aczkolwiek trudno jest znaleźć dokumenty historiograficzne, które opisują jego działania, a te, które istnieją - to skrupulatnie spisane przez znajomych wspomnienia.

Urodził się 5 stycznia 1913 roku w Dąbrowlanach na terenie województwa lwowskiego. W latach międzywojennych ukończył Seminarium Nauczycielskie w Mławie. Na krótko przed wybuchem II wojny światowej zdążył podjąć pracę w ramach stażu w kilku szkołach powiatu mławskiego. W drugiej połowie sierpnia 1939 roku został zmobilizowany i przydzielony do obrony twierdzy modlińskiej. Pełnił obowiązki zastępcy dowódcy plutonu w 12 kompanii IV baonu.

17 września załoga Twierdzy Modlin przeżyła całodzienne ciężkie bombardowanie lotnicze, w którym uczestniczyło ponad 100 niemieckich samolotów. Twierdza broniła się przed niemieckimi atakami przez 24 dni. W tym czasie spadła na nią niezliczona ilość bomb i pocisków artyleryjskich. 24 września 1939 roku do Modlina dotarł z Warszawy major Karol Riedl; przywiózł dowódcy twierdzy - generałowi Thommee rozkaz gen. Rómmla, w którym dowódca Armii „Warszawa” polecał przerwać ogień i rozpocząć pertraktacje z dowództwem niemieckim na podstawie warunków kapitulacji Warszawy.

28 września 1939 roku o godzinie 7.30 w Modlinie nastąpiło zawieszenie broni. Zgodnie z warunkami kapitulacji, żołnierzom wziętym do niewoli zapewniano zachowanie własności prywatnej, do której zaliczono m.in. pieniądze i szablę. – Najprawdopodobniej taki był jeden z warunków kapitulacji przedłożony ze strony polskiej gdzieś na wyższych szczeblach, bowiem nikt z nas nie miał szabli - wspominał Kazimierz Żugaj.

Po trzech tygodniach, a dokładnie 14 października 1939 roku został zwolniony z obozu jenieckiego. Postanowił wracać do Mławy. Jednak krótko zażywał wolności. Już po trzech tygodniach pobytu w Mławie, na początku listopada 1939 roku został zatrzymany przez gestapo i przetransportowany do obozu w Działdowie.

Wystarczył tydzień, by grupa podoficerów, do której należał i Kazimierz Żugaj, postanowiła zorganizować ucieczkę.

 

Ucieczka i powrót do Mławy

Pomysł udało się zrealizować. Kazimierz Żugaj, ze względu na bezpieczeństwo, postanowił się przez kilka miesięcy ukrywać w miejscowościach położonych wokół Mławy. Do samego miasta wrócił krótko po kapitulacji Francji i znalazł pracę w zespole urządzeń komunalnych, w których znajdowały się elektrownia, wodociągi i warsztaty miejskie.

W nowym miejscu pracy początkowo zajmował stanowisko zwykłego montera, by później zostać brygadzistą, co w owych latach graniczyło dosłownie z cudem. Niemcy w okupowanej Polsce na takie stanowiska nie zatrudniali na ogół rodowitych Polaków, ale widząc, jaką wiedzę i umiejętności posiada Kazimierz, na ogół bardzo skrupulatni Niemcy, zrobili wyjątek.

- Właściwie od dziecka zawsze miałem zamiłowanie do fizyki i majsterkowania – wspominał. - Moja wiedza i umiejętności przydały mi się w bardzo trudnych latach okupacji, natomiast po wyzwoleniu w 1945 roku dawne hobby i majsterkowanie stało się moim zawodem.

Kazimierz Żugaj, mimo pozornie ustabilizowanego w czasie okupacji życia, nie pozostawał bierny. W marcu 1940 roku wstąpił do ruchu oporu i przyjął pseudonim „Pająk”. Jego głównym zadaniem było rozpracowywanie podstawionych przez gestapo agentów, którzy coraz liczniej byli przyjmowani na różne stanowiska pracy. Ponadto nieopodal Mławy znajdował się poligon wojskowy, na którym Niemcy przeprowadzali liczne próby. Kazimierz Żugaj na bieżąco informował dowództwo Armii Krajowej o postępach Niemców. Dla polskiej organizacji podziemnej miało to niebagatelne znaczenie.

Niemcy zaplanowali utworzenie dużego poligonu, który liczył około 300 km kwadratowych i znajdował się na styku trzech powiatów: mławskiego, ciechanowskiego i przasnyskiego. Już w 1940 roku Niemcy z tego obszaru kilkadziesiąt tysięcy ludności wiejskiej przesiedlili do Generalnej Guberni. Południowa granica poligonu biegła wzdłuż drogi Mława-Przasnysz i to w tym rejonie działał bohater mojego dzisiejszego odcinka, natomiast na północy obszar ten opierał się o byłą granicę Prus Wschodnich. Poligon ciągnął się wzdłuż obu brzegów rzeki Orzyc i był wówczas największym polem ćwiczeń Wehrmachtu.

 

Niebezpieczny incydent

Podczas zatrudnienia w mławskim zespole urządzeń komunalnych doszło do incydentu, który mógł być tragiczny w skutkach dla Kazimierza Żugaja. Brygada robotnicza, którą kierował składała się z grupy Polaków oraz kilku Żydów, skierowanych do pracy pod przymusem. Właściciel przedsiębiorstwa - Niemiec, niejaki Otto Glumiński pewnego dnia podszedł do jednego z nich i bez żadnego powodu zaczął się nad nim znęcać, bijąc go przy tym i okładając czym popadnie. Kazimierz Żugaj nie wytrzymał i uderzył właściciela pięścią w twarz na tyle silnie, że przez jakiś czas nie mógł on dojść do siebie. Gdy Niemiec otrząsnął się po ciosie, łopatą zaatakował Żugaja, któremu udało się uniknąć uderzenia.

Na szczęście dla Żugaja cały incydent skończył się „tylko” dwumiesięcznym aresztem w mławskim więzieniu gestapo. Do końca swoich dni zastanawiał się w jaki sposób uniknął śmierci, a w najlepszym wypadku wywiezienia do obozu w Oświęcimiu. Przypuszczał, że wpływ na takie postępowanie Niemców mógł mieć fakt, że był dla nich po prostu niezbędny. W tym czasie, gdy doszło do incydentu, montował instalację elektryczną u niemieckiego burmistrza Mławy i zapewne dzięki jego interwencji i protekcji uniknął obozu koncentracyjnego.

W tym samym czasie żona Kazimierza Żugaja pracowała w mławskim urzędzie meldunkowym. Po powrocie z niemieckiego więzienia poprosił ją, aby postarała się dowiedzieć, skąd pochodzi Otto Glumiński, ponieważ poprzysiągł sobie, że po zakończeniu wojny wyrówna sobie z nim porachunki.

Dopiero po zakończeniu wojny, w 1945 roku żona, powiedziała, że Gluminski pochodził ze Szczytna i mieszkał przy obecnej ulicy Kajki, nieopodal domu, do którego wprowadzili się Żugajowie po zakończeniu wojny i przeprowadzeniu do Szczytna.

 

Najpierw Mława…

Po zakończeniu II wojny światowej, Kazimierz Żugaj został mianowany kierownikiem technicznym Zespołu Elektrowni i Wodociągów w Mławie. Jego głównym zadaniem, powierzonym już przez polskie władze, była odbudowa sieci energetycznej i wodociągowej w mieście. Nie była to prosta sprawa, ponieważ Niemcy w czasie wojny znacznie ją zmodyfikowali, a ta która istniała wcześniej, była przerwana i uszkodzona. Żugaj liczył się z tym, że niewykonanie zadań postawionych przez władze, traktowano jako sabotaż i dywersję co wiązało się jednoznacznie z wywiezieniem do łagrów sowieckich.

Pewnego kwietniowego popołudnia do Kazimierza Żugaja przyszedł brat z propozycją wyjazdu na tereny nieodległych Prus Wschodnich, na co ten chętnie przystał. Zadecydowała o tym nie tylko trudna atmosfera panująca w mławskim Zespole Elektrowni i Wodociągów, ale wcześniejsze postanowienie obu braci, którzy jeszcze podczas działań wojennych planowali osiedlić się w przyszłości właśnie na terenie Prus Wschodnich.

 

… a następnie Szczytno

26 kwietnia 1945 roku Kazimierz Żugaj przyjechał do Szczytna. W jego życiu rozpoczął się nowy etap, etap wytężonej pracy przy odbudowie miasta zniszczonego przez bombardowania i Sowietów

- Szczytno robiło przygnębiające wrażenie. Główna ulica była zasypana gruzem. Z tego czasu została mi w pamięci kompletna cisza. Kroki osoby, która szła obecną ulicą Polską można było usłyszeć na placu Juranda - taki obraz powojennego miasta utrwalił się w pamięci Kazimierza Żugaja.

Szczytno, chociaż zniszczone, na tle innych miast mazurskich znacznie się wyróżniało - funkcjonowały już urzędy i powoli normalizowało się życie codzienne. Na czele starostwa szczycieńskiego stał Walter Późny. Swoją normalną pracę rozpoczęły referaty: finansowy, rolniczy, zdrowia i opieki społecznej, handlowy, drogowy oraz ogólnoorganizacyjny i osadnictwa.

W połowie maja 1945 roku starosta Walter Późny zatrudnił Kazimierza Żugaja w Wydziale Przemysłowym jako elektrotechnika. Podobnie jak i w Mławie, jego głównym zadaniem była naprawa sieci energetycznej oraz wodociągowej. Do dyspozycji miał tylko dwóch ludzi, którzy nie mieli jakiegokolwiek pojęcia o tym, co mają robić. Byli to zwykli, prości chłopi. Przydzielono mu dom przy ówczesnej ulicy Hindenburgstrasse (obecnie ulica Kajki), przy której w innych domach mieszkali wraz z rodzinami m.in. starosta Walter Późny, komisarz ziemski Antoni Kaszpar, księgowa starostwa Bronisława Romanowska, sekretarz starostwa Kazimierz Duchiński i sędzia Sowiński.

W mieście przebywali również i kolejarze, którzy mieszkali wówczas w budynku dawnej Komendy Powiatowej Policji przy ulicy Andersa.

Kazimierz Żugaj w swych wspomnieniach żartobliwie pisze, iż byli oni w posiadaniu własnej „mleczarni” i piekarni, tzn. krowy i pieca do wypieku chleba. Trudno dziś dociec, w jaki sposób udało się kolejarzom hodować krowę, której nie zabrali i wywieźli na wschód Sowieci. Wiadomo jednak, że pewna część „zaufanych” pierwszych mieszkańców Szczytna przychodziła do nich po mleko.

 

Opis do zdjęcia: Wśród internowanych przez Niemców we wrześniu 1939 roku jeńców, znalazł się również i Kazimierz Żugaj.



Komentarze do artykułu

Napisz


Komentarze

  • Nie żyje policjant, radiowóz dachował (zdjęcia)
    Wspaniały człowiek, jeden z najlepszych policjantów w KPP, zawsze pomocny i uśmiech nigdy nie schodził z jego twarzy. Co do pasów na pewno obaj mieli je zapięte, co do prędkości nikt tymi radiowozami nie pędzi bo one się do jazdy nie nadają także na pewno jechali przepisowo. Nawet jak się jeździ alarmowo to jeździmy max po 90 km/h bo jadąc nimi człowiek martwi się o swoje życie i o to czy jak coś się stanie to Cie nie obciążał kosztami naprawy. Niech się telewizja w końcu zajmie tym bagnem i sprawdzi ile radiowozów powinno mieć zatrzymany dowód rejstracyjny. Żona i rodzina niech tego nie zostawi i idzie z tym do telewizji bo ta firma i tak im nie pomoże. Ładnie pochowają, pięknie pogadają a potem może stwierdza ze z braku dowodów to wina kierującego i obciążą żonę kosztami rozwalonego radiowozu. My jako policjanci nie możemy iść do mediów ale rodzina niech idzie.
    Autor: Były Policjant
    2018-05-25 16:19:37
  • Nie żyje policjant, radiowóz dachował (zdjęcia)
    Królowie szos list ich się nie widzi to narażają ludzkie życie pedzac przez tereny zabudowane sam byłem nie raz świadkiem omal nie doprowadzili do wypadku nie przyjdzie do głowy im ze ktoś może nie słyszeć syreny dziecko wybieg czy staruszka przechodzić mogło nie tylko sobie zrobić tam krzywdę ale i komuś jadącym z naprzeciwka taką tą kontrolą autokaru była im pilna
    Autor: Pik
    2018-05-25 16:10:43
  • Nie żyje policjant, radiowóz dachował (zdjęcia)
    Ku chwale ojczyzny! Śpij w pokoju. Kondolencje dla pogrążonej w żałobie rodziny.
    Autor: Paweł Besaraba
    2018-05-25 16:07:31
  • Nie żyje policjant, radiowóz dachował (zdjęcia)
    Zalosne sa wszystkie te komentarze.
    Autor: Pani
    2018-05-25 14:42:05
  • Nie żyje policjant, radiowóz dachował (zdjęcia)
    A może niedostosowanie prędkości do waronkow na drodze,
    Autor: Piotr
    2018-05-25 13:41:55
  • Nie żyje policjant, radiowóz dachował (zdjęcia)
    Śpij w spokoju Niebieski Bracie!
    Autor: Klakier
    2018-05-25 12:42:30
  • Nie żyje policjant, radiowóz dachował (zdjęcia)
    Piotruś byles dla nas wszystkich wzorem i przykladem, jeden z najlepszych ludzi jakich mozna bylo poznac w KPP, wielka strata, brak slow... To nie brak snu a brawura kierowcow ktorzy nie szanuja zycia innych... Na zawsze w naszej pamieci :(
    Autor: Policjant
    2018-05-25 12:41:01
  • Konflikt z kiełbasą i karkówką w tle, przedsiębiorcy nie chcą Food Trucków
    Bardzo dobry pomysł,wkoncu cos na czasie , a nie stare zapiekanki i stare duszone miesa w przyprawach,
    Autor: Tomek
    2018-05-25 12:40:59
  • Nie żyje policjant, radiowóz dachował (zdjęcia)
    Jak ktoś ma pisać wywody typu -gdyby miał napięte pasy to niech się stuknie w głowę. Bardzo współpracujący komentarz,,,- gratuluje inteligencji
    Autor:
    2018-05-25 12:30:22
  • Nie żyje policjant, radiowóz dachował (zdjęcia)
    Pewnie, gdyby miał zapięte pasy, to nic by mu się nie stało. Ludzie, dlaczego wy sobie to robicie??? 36 lat - ile jeszcze mógł żyć? Zastanówcie się nad tym - co z tego, że Wam "wolno", bo nikt uwagi nie zwróci? Życia też Wam nikt nie zwróci, a stracić je możecie, jak każdy inny człowiek.
    Autor: anna
    2018-05-25 12:13:20