Czwartek, 18 Styczeń, Imieniny: Beatrycze, Małgorzaty, Piotra -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Aresztowanie Kazimierza Żugaja - Historia Szczytna i okolic

Do pierwszego poważnego konfliktu Waltera Późnego z polskimi władzami administracyjnymi, które właściwie bardziej reprezentowały interesy Związku Sowieckiego niż swoich rodaków, doszło pod koniec 1945 roku. Sprawa dotyczyła aresztowania Kazimierza Żugaja - człowieka wielce zasłużonego dla powojennego Szczytna.



Był jednym z pierwszych, którzy przybyli do miasta tuż po zakończeniu działań wojennych.

 

Kazimierz Żugaj

Kazimierz Żugaj na trwałe wpisał się w historię powojennego Szczytna, aczkolwiek trudno jest znaleźć dokumenty historiograficzne, które opisują jego działania, a te, które istnieją - to skrupulatnie spisane przez znajomych wspomnienia.

Urodził się 5 stycznia 1913 roku w Dąbrowlanach na terenie województwa lwowskiego. W latach międzywojennych ukończył Seminarium Nauczycielskie w Mławie. Na krótko przed wybuchem II wojny światowej zdążył podjąć pracę w ramach stażu w kilku szkołach powiatu mławskiego. W drugiej połowie sierpnia 1939 roku został zmobilizowany i przydzielony do obrony twierdzy modlińskiej. Pełnił obowiązki zastępcy dowódcy plutonu w 12 kompanii IV baonu.

17 września załoga Twierdzy Modlin przeżyła całodzienne ciężkie bombardowanie lotnicze, w którym uczestniczyło ponad 100 niemieckich samolotów. Twierdza broniła się przed niemieckimi atakami przez 24 dni. W tym czasie spadła na nią niezliczona ilość bomb i pocisków artyleryjskich. 24 września 1939 roku do Modlina dotarł z Warszawy major Karol Riedl; przywiózł dowódcy twierdzy - generałowi Thommee rozkaz gen. Rómmla, w którym dowódca Armii „Warszawa” polecał przerwać ogień i rozpocząć pertraktacje z dowództwem niemieckim na podstawie warunków kapitulacji Warszawy.

28 września 1939 roku o godzinie 7.30 w Modlinie nastąpiło zawieszenie broni. Zgodnie z warunkami kapitulacji, żołnierzom wziętym do niewoli zapewniano zachowanie własności prywatnej, do której zaliczono m.in. pieniądze i szablę. – Najprawdopodobniej taki był jeden z warunków kapitulacji przedłożony ze strony polskiej gdzieś na wyższych szczeblach, bowiem nikt z nas nie miał szabli - wspominał Kazimierz Żugaj.

Po trzech tygodniach, a dokładnie 14 października 1939 roku został zwolniony z obozu jenieckiego. Postanowił wracać do Mławy. Jednak krótko zażywał wolności. Już po trzech tygodniach pobytu w Mławie, na początku listopada 1939 roku został zatrzymany przez gestapo i przetransportowany do obozu w Działdowie.

Wystarczył tydzień, by grupa podoficerów, do której należał i Kazimierz Żugaj, postanowiła zorganizować ucieczkę.

 

Ucieczka i powrót do Mławy

Pomysł udało się zrealizować. Kazimierz Żugaj, ze względu na bezpieczeństwo, postanowił się przez kilka miesięcy ukrywać w miejscowościach położonych wokół Mławy. Do samego miasta wrócił krótko po kapitulacji Francji i znalazł pracę w zespole urządzeń komunalnych, w których znajdowały się elektrownia, wodociągi i warsztaty miejskie.

W nowym miejscu pracy początkowo zajmował stanowisko zwykłego montera, by później zostać brygadzistą, co w owych latach graniczyło dosłownie z cudem. Niemcy w okupowanej Polsce na takie stanowiska nie zatrudniali na ogół rodowitych Polaków, ale widząc, jaką wiedzę i umiejętności posiada Kazimierz, na ogół bardzo skrupulatni Niemcy, zrobili wyjątek.

- Właściwie od dziecka zawsze miałem zamiłowanie do fizyki i majsterkowania – wspominał. - Moja wiedza i umiejętności przydały mi się w bardzo trudnych latach okupacji, natomiast po wyzwoleniu w 1945 roku dawne hobby i majsterkowanie stało się moim zawodem.

Kazimierz Żugaj, mimo pozornie ustabilizowanego w czasie okupacji życia, nie pozostawał bierny. W marcu 1940 roku wstąpił do ruchu oporu i przyjął pseudonim „Pająk”. Jego głównym zadaniem było rozpracowywanie podstawionych przez gestapo agentów, którzy coraz liczniej byli przyjmowani na różne stanowiska pracy. Ponadto nieopodal Mławy znajdował się poligon wojskowy, na którym Niemcy przeprowadzali liczne próby. Kazimierz Żugaj na bieżąco informował dowództwo Armii Krajowej o postępach Niemców. Dla polskiej organizacji podziemnej miało to niebagatelne znaczenie.

Niemcy zaplanowali utworzenie dużego poligonu, który liczył około 300 km kwadratowych i znajdował się na styku trzech powiatów: mławskiego, ciechanowskiego i przasnyskiego. Już w 1940 roku Niemcy z tego obszaru kilkadziesiąt tysięcy ludności wiejskiej przesiedlili do Generalnej Guberni. Południowa granica poligonu biegła wzdłuż drogi Mława-Przasnysz i to w tym rejonie działał bohater mojego dzisiejszego odcinka, natomiast na północy obszar ten opierał się o byłą granicę Prus Wschodnich. Poligon ciągnął się wzdłuż obu brzegów rzeki Orzyc i był wówczas największym polem ćwiczeń Wehrmachtu.

 

Niebezpieczny incydent

Podczas zatrudnienia w mławskim zespole urządzeń komunalnych doszło do incydentu, który mógł być tragiczny w skutkach dla Kazimierza Żugaja. Brygada robotnicza, którą kierował składała się z grupy Polaków oraz kilku Żydów, skierowanych do pracy pod przymusem. Właściciel przedsiębiorstwa - Niemiec, niejaki Otto Glumiński pewnego dnia podszedł do jednego z nich i bez żadnego powodu zaczął się nad nim znęcać, bijąc go przy tym i okładając czym popadnie. Kazimierz Żugaj nie wytrzymał i uderzył właściciela pięścią w twarz na tyle silnie, że przez jakiś czas nie mógł on dojść do siebie. Gdy Niemiec otrząsnął się po ciosie, łopatą zaatakował Żugaja, któremu udało się uniknąć uderzenia.

Na szczęście dla Żugaja cały incydent skończył się „tylko” dwumiesięcznym aresztem w mławskim więzieniu gestapo. Do końca swoich dni zastanawiał się w jaki sposób uniknął śmierci, a w najlepszym wypadku wywiezienia do obozu w Oświęcimiu. Przypuszczał, że wpływ na takie postępowanie Niemców mógł mieć fakt, że był dla nich po prostu niezbędny. W tym czasie, gdy doszło do incydentu, montował instalację elektryczną u niemieckiego burmistrza Mławy i zapewne dzięki jego interwencji i protekcji uniknął obozu koncentracyjnego.

W tym samym czasie żona Kazimierza Żugaja pracowała w mławskim urzędzie meldunkowym. Po powrocie z niemieckiego więzienia poprosił ją, aby postarała się dowiedzieć, skąd pochodzi Otto Glumiński, ponieważ poprzysiągł sobie, że po zakończeniu wojny wyrówna sobie z nim porachunki.

Dopiero po zakończeniu wojny, w 1945 roku żona, powiedziała, że Gluminski pochodził ze Szczytna i mieszkał przy obecnej ulicy Kajki, nieopodal domu, do którego wprowadzili się Żugajowie po zakończeniu wojny i przeprowadzeniu do Szczytna.

 

Najpierw Mława…

Po zakończeniu II wojny światowej, Kazimierz Żugaj został mianowany kierownikiem technicznym Zespołu Elektrowni i Wodociągów w Mławie. Jego głównym zadaniem, powierzonym już przez polskie władze, była odbudowa sieci energetycznej i wodociągowej w mieście. Nie była to prosta sprawa, ponieważ Niemcy w czasie wojny znacznie ją zmodyfikowali, a ta która istniała wcześniej, była przerwana i uszkodzona. Żugaj liczył się z tym, że niewykonanie zadań postawionych przez władze, traktowano jako sabotaż i dywersję co wiązało się jednoznacznie z wywiezieniem do łagrów sowieckich.

Pewnego kwietniowego popołudnia do Kazimierza Żugaja przyszedł brat z propozycją wyjazdu na tereny nieodległych Prus Wschodnich, na co ten chętnie przystał. Zadecydowała o tym nie tylko trudna atmosfera panująca w mławskim Zespole Elektrowni i Wodociągów, ale wcześniejsze postanowienie obu braci, którzy jeszcze podczas działań wojennych planowali osiedlić się w przyszłości właśnie na terenie Prus Wschodnich.

 

… a następnie Szczytno

26 kwietnia 1945 roku Kazimierz Żugaj przyjechał do Szczytna. W jego życiu rozpoczął się nowy etap, etap wytężonej pracy przy odbudowie miasta zniszczonego przez bombardowania i Sowietów

- Szczytno robiło przygnębiające wrażenie. Główna ulica była zasypana gruzem. Z tego czasu została mi w pamięci kompletna cisza. Kroki osoby, która szła obecną ulicą Polską można było usłyszeć na placu Juranda - taki obraz powojennego miasta utrwalił się w pamięci Kazimierza Żugaja.

Szczytno, chociaż zniszczone, na tle innych miast mazurskich znacznie się wyróżniało - funkcjonowały już urzędy i powoli normalizowało się życie codzienne. Na czele starostwa szczycieńskiego stał Walter Późny. Swoją normalną pracę rozpoczęły referaty: finansowy, rolniczy, zdrowia i opieki społecznej, handlowy, drogowy oraz ogólnoorganizacyjny i osadnictwa.

W połowie maja 1945 roku starosta Walter Późny zatrudnił Kazimierza Żugaja w Wydziale Przemysłowym jako elektrotechnika. Podobnie jak i w Mławie, jego głównym zadaniem była naprawa sieci energetycznej oraz wodociągowej. Do dyspozycji miał tylko dwóch ludzi, którzy nie mieli jakiegokolwiek pojęcia o tym, co mają robić. Byli to zwykli, prości chłopi. Przydzielono mu dom przy ówczesnej ulicy Hindenburgstrasse (obecnie ulica Kajki), przy której w innych domach mieszkali wraz z rodzinami m.in. starosta Walter Późny, komisarz ziemski Antoni Kaszpar, księgowa starostwa Bronisława Romanowska, sekretarz starostwa Kazimierz Duchiński i sędzia Sowiński.

W mieście przebywali również i kolejarze, którzy mieszkali wówczas w budynku dawnej Komendy Powiatowej Policji przy ulicy Andersa.

Kazimierz Żugaj w swych wspomnieniach żartobliwie pisze, iż byli oni w posiadaniu własnej „mleczarni” i piekarni, tzn. krowy i pieca do wypieku chleba. Trudno dziś dociec, w jaki sposób udało się kolejarzom hodować krowę, której nie zabrali i wywieźli na wschód Sowieci. Wiadomo jednak, że pewna część „zaufanych” pierwszych mieszkańców Szczytna przychodziła do nich po mleko.

 

Opis do zdjęcia: Wśród internowanych przez Niemców we wrześniu 1939 roku jeńców, znalazł się również i Kazimierz Żugaj.





Komentarze do artykułu

Napisz

Komentarze

  • Szczytno traci znakomitego sportowca, Bukowiecki wybiera Olsztyn
    Niebawem wybory
    Autor: Michał Szczytno
    2018-01-16 11:50:29
  • Podatkowa zachęta dla przedsiębiorców
    Nie jest to sprawiedliwe... mikro firmy dalej będą płaciły, a większe mogą legalnie nie płacić podatku. Wystarczy firmę "sprzedać" osoba prywatna firmie np. sp. zoo i fikcyjna inwestycja będzie ... Nie podoba mi się pomysł ulgi na lata a nie na kwotę w danym roku. Mam wrażenie, że ten przepis powstał pod firmę w byłym Favoricie...
    Autor: ncccc
    2018-01-15 21:17:58
  • Rekordowe granie w gminie Dźwierzuty
    Najlepsi
    Autor: ja
    2018-01-15 12:58:15
  • Szczytno traci znakomitego sportowca, Bukowiecki wybiera Olsztyn
    Pani Burmistrz twierdzi, że nie zaniedbujemy sportu jeżeli chodzi o finansowanie. Kluby otrzymują z miasta pieniądze, które w dużej części zwracają do kasy miasta za korzystanie z obiektów miejskich jak np, hala Wagnera czy hala w SP 6.
    Autor: Paweł Malec
    2018-01-12 12:51:20
  • Nie żyje Stanisław Wrona
    Uczył mnie geografii, pamiętam do dziś jak mi tłumaczył co to jest łańcuch górski, nie było to łatwe bo mi chłopakowi ze wsi łańcuch kojarzył się z wiązaniem bydła. Spoczywaj w pokoju dobry nauczycielu.
    Autor: jack609
    2018-01-11 09:15:21
  • Szczytno traci znakomitego sportowca, Bukowiecki wybiera Olsztyn
    Z szacunkiem dla urzędników , ale kompletnie nie rozumieją , albo nie chcą rozumieć swojej roli .... Pani Burmistrz to nie Pan Bukowiecki ma chodzić i prosić i składać propozycje " najjaśniejszym " To Pani odpowiada za promocje miasta .............................
    Autor: Romuald Amborski
    2018-01-10 20:32:07
  • Wikariusz w świecie edukowany
    bardzo lubię tego księdza pozdrawiam ;)
    Autor: eustacha
    2018-01-10 18:56:50
  • Martwy pies w budzie, drugi skrajnie wycieńczony na łańcuchu
    To ze na tym są psy to nie znaczy ze wszystkie są zaglodzony była interwencja zgłoszona do weterynarza a proszę nie pisać że wszystakie psy biegali i szukały jedzenie bo ja mam psa i jest wszystko w porządku bo terz sprawdzali ale o tym to nikt nie napisał prawda
    Autor: Mieszkanka rudki
    2018-01-10 07:09:49
  • Nie żyje Stanisław Wrona
    To bardzo smutna wiadomość. Pan Stanisław był moim nauczycielem w podstawówce, później nauczycielem wędkarstwa. Zawsze będę miał go w pamięci jako pogodnego i życzliwego człowieka.
    Autor: Krzysztof Chodkowski
    2018-01-07 20:08:04
  • "Niepodległa Łączy " 100 wydarzeń na 100-lecie Niepodległości
    Tak się zastanawiam, co z tym miastem jest nie tak? Świetny pomysł, inicjatywa a jak czyta się komentarze na fcb to aż kipi znowu od nienawisci. W czym kłopot? Że ktoś inny wpadł na genialny pomysł? Co za różnica ze zieloni, czarni, niebiescy, czy PIS. Ważne ze coś ciekawego, weźcie ludzie w końcu przestańcie się kłócić tylko zróbcie w końcu cos dobrego dla tego miasta powiatu. Wspólnie, bo naprawdę nie mają najmniejszego znaczenia szyldy partyjne...
    Autor: Obserwator
    2018-01-07 13:14:58